Zostaną po nas tylko drzewa

2015 rok nieubłaganie odchodzi, by zrobić miejsce dla nowego. Co po nim zostanie? Niesmak, poczucie zażenowania, a może jednak coś pozytywnego? A co zostanie po nas? Wspomnienia, dzieła sztuki, kolejne pokolenia oraz... drzewa.

drzewaTo ja tu sobie chwileczkę postoję /fot. Magda Acer

Krajobraz jest procesem. Powolnym lecz nieuchronnym. Ten proces można obserwować na poziomie rytmów dnia, gdy rośliny rozwijają się i wyginają w kierunku słońca i na etapie pór roku, które niosą wyraziste i wręcz namacalne zmiany. Dlatego najbardziej lubię wiosnę i jesień, ponieważ w tym czasie te przemiany są najbardziej intensywne. Rośliny przechodzą życiowe metamorfozy, budzą się, kwitną oszałamiająco. Jesienią okrywają się czerwienią, żeby w końcu zrzucić liście podczas jednej lodowatej nocy i pokazać światu skomplikowaną tkankę gałęzi. Zimą zapadają w cichy sen.

Człowiek w swoim przekonaniu o swojej nieomylności i dbaniu o własne interesy próbuje krajobraz ujarzmiać. Nadawać mu lepszy i bardziej użyteczny kształt. Lecz przyroda w swojej naturalnej mądrości nie daje się tak łatwo zniewolić i zmanipulować. I to fascynuje mnie w niej najbardziej, zmienność, przewrotna nieprzewidywalność i pierwotna siła.

lasDrzewa wiedzą swoje i jak rosnąć /fot. Magda Acer

Niezwykłe wrażenia robią współczesna zdjęcia Czarnobyla. Prawie 30 lat po katastrofie w elektrowni jądrowej i po tym, jak mieszkańcy miasta i okolic opuścili swoje domy, las zaczął systematycznie pochłaniać budynki. Populacje ssaków rosną w siłę. W okolicach elektrowni zaobserwowano rysie i niedźwiedzie brunatne, których nie widziano tam od kilkudziesięciu lat. Okazuje się, że człowiek sieje w ekosystemach większe spustoszenie niż katastrofa reaktora jądrowego. Co ciekawe, wśród zwierząt nie zaobserwowano wyraźnych mutacji genetycznych. Czarnobyl znika wśród drzew, zupełnie jak zaginione w dżungli miasta Majów.

Przyroda pasjonowała mnie od zawsze. Zjawiska i skomplikowane procesy, które przebiegają na pozór niezauważalnie. Jedną z takich zmian w krajobrazie jest zarastanie. Powolne i miarowe pochłanianie przez puszystą zieleń tego, co człowiek zostawił jako niechciane i niepotrzebne. Czasem wystarczy kilka lub kilkanaście lat, żeby rośliny zajęły opuszczone przez ludzi siedliska. Lubię odnajdywać w lesie lub na łąkach miejsca, w których kiedyś mieszkali ludzie. Bardzo często takimi śladami świadczącymi o obecności człowieka nie są wcale budynki (które popadają w ruinę), tylko rośliny. W dzieciństwie przez pewien czas mieszkałam na terenie osiedla wybudowanego na terenie, na którym przed II wojną światową zorganizowano eksperymentalny kibuc. Co prawda do dziś nie przetrwał ani jeden budynek z tamtych czasów, ale na terenie osiedla wciąż rosną stare drzewa owocowe - pozostałości sadów, które stanowiły integralną część kibucu.

orzechŚwiadek historii /fot. Magda Acer

Na Mazurach, gdzie jeżdżę co roku, można odnaleźć w lesie kępy bzu i stare drzewa owocowe, często w ich sąsiedztwie rośnie okazały klon lub stara lipa dużo starsze od otaczającego je lasu. To z reguły oznacza, że kiedyś było tam siedlisko. Na Warmii i Mazurach w bezpośrednim sąsiedztwie domów bardzo często sadzono lipy, klony lub dęby, które miały symbolicznie chronić domostwa przed negatywną energią, piorunami i kusić pszczoły. I faktycznie, gdy przyglądam się dokładniej odnajduję ślady fundamentów porośnięte mchem, starą piwniczkę i potłuczone cegły. Pomiędzy gałęziami można znaleźć fragmenty potłuczonych talerzy, zardzewiałe garnki, klucze i inne przedmioty codziennego użytku. Fascynują mnie takie miejsca i małe odkrycia. Zawsze myślę o ludziach, którzy tam kiedyś mieszkali. Czy byli szczęśliwi, jak im się żyło, jak bardzo dramatyczny musiał być moment, w którym musieli opuścić swój dom?

lasFundamenty domów na Mazurach /fot. Magda Acer

Podobne wrażenie wywarły na mnie opuszczone wsie w Bieszczadach. W ramach akcji "Wisła" wysiedlono około 140 tysięcy osób z terenów Roztocza, Pogórza Przemyskiego, Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Mieszkańcy mieli czasem tylko kilka godzin na spakowanie całego dobytku. Musieli zostawić domy, wspomnienia, kulturowe korzenie, zwierzęta. Obecnie jedynym dowodem, na to, że kiedyś mieszkali tam ludzie, są stare sady i zapomniane cmentarze. Jedyni świadkowie, życia i tygla kulturowego, który tętnił tam przed drugą wojną światową. Wzdłuż krętej drogi, na odcinku kilkunastu kilometrów, na stoku wzgórza ciągną się opuszczone sady. Stare grusze i jabłonie z powykręcanymi gałęziami drapią powietrze. Nikt nie przycina im konarów, dlatego rodzą coraz mniejsze i bardziej cierpkie owoce. Kiedy jechałam tamtędy pierwszy raz, próbowałam wyobrazić sobie jak musiał wyglądać ten krajobraz, w którym między drzewami stały drewniane domy.

sadyOpuszczony sad w Bieszczadach. Okolice nieistniejących wsi Jamna Górna i Jamna Dolna /fot. Magda Acer

Warto spojrzeć czasem na krajobraz od innej strony i czytać otaczającą nas przestrzeń jak niezwykłą książkę. Tego i samych pięknych chwil w nowym roku życzę Wam drodzy czytelnicy Focha.

Magda Acer

Więcej o: