Lubisz, jak cię boli, prawda? [EROTYCZNY KONKURS FOCHA]

Linda jest usatysfakcjonowana i z prawdziwą przyjemnością prezentuje Wam erotyczne opowiadanie, które napisała jedna z Czytelniczek. Możecie zdjąć ciuchy przed czytaniem - będzie Wam ciepło.

rys. Magda Danajrys. Magda Danaj

Zaczynamy. Przyciągasz mnie. Czuję, jak twoja dłoń zjeżdża po krzywiźnie pleców, odrobinę za nisko. Odrobinę za mocno przyciskamy się do siebie. Tylko trochę - jest środek dnia, muzeum jest pełne rodzin z dziećmi, a my nie chcemy nikogo gorszyć. Dreszcz przebiega mi wzdłuż kręgosłupa, jak zawsze gdy czuję twój dotyk i twój zapach tak blisko mnie. Patrzysz na mnie tym wzrokiem i już wiem, że niedziela jest stracona.

Nie czekamy nawet, żeby dojechać do domu. Już w samochodzie łapiesz mnie za kark i przyciągasz do siebie, wkładasz mi język do gardła, zatapiamy się w sobie. Budzą nas klaksony - światła już dawno się zmieniły. Prowadzisz, nie patrząc na mnie, ale twoja dłoń wędruje coraz wyżej po udzie, obejmuje jego wewnętrzną stronę. Sama zapraszająco rozchylam nogi, wsuwasz palce w moje majtki i zaczynasz mnie pieścić. Moje ciało reaguje od razu, w końcu który to już raz, znamy się na pamięć. Naciskasz, po kolei, dokładnie te guziki, które trzeba. Wzdycham. Ktoś patrzy na nas z niedowierzaniem zza szyby. Dreszcz.

- Jesteś mokra. Uwielbiam to. Kim jesteś?

- Twoją dziwką.

Nie muszę sprawdzać, wiem, że masz wzwód. Chętnie rozpięłabym ci spodnie, ale pamiętam, jak poprzednim razem o mało nie spowodowaliśmy przez to kolizji. Wyjmujesz palce z moich majtek i wsadzasz mi je do buzi. Zlizuję swój własny smak, ssę twoje palce, słyszę jak twój oddech przyspiesza. Ostatni zakręt. Ostatnia prosta. Parkujesz, opuszczam sukienkę, wysiadasz z samochodu, otwieram drzwi po swojej stronie, wyciągasz mnie z auta i bierzesz na ręce. Oplatam cię nogami, tracimy równowagę, uderzasz plecami w drzwi klatki schodowej, wybuchamy śmiechem, gryzę cię w usta. Ktoś patrzy z oburzeniem, sąsiedzi już nas znają. Po klatce przemykamy cicho. Rozsuwasz mi sukienkę, kiedy szukam w torebce kluczy.

Zatrzaskujemy drzwi. Chwytasz mnie za włosy i rzucasz na kolana. Rozpinam zamek twoich spodni, spada ze mnie sukienka, biorę cię w usta, sam decydujesz o tempie.

- Patrz na mnie.

Patrzę. Czuję, jak zaczynasz pulsować. Uwielbiam wypróbowywać na tobie nowe pieszczoty. Lubię widzieć twoje zaskoczenie.

- Jesteś najlepszą dziwką, jaką miałem.

Podnosisz mnie i wpijasz się w moje usta. Oswobadzam cię z koszuli i błądzę dłońmi po twoim ciele. Tak dużo czasu minęło, a wciąż podnieca mnie dotyk twojej skóry, twoje szerokie ramiona, twoje blizny. Patrzymy sobie w oczy. Przygryzasz płatek mojego ucha i obserwujesz, jak mrużę oczy z rozkoszy. Opierasz mnie o stół kuchenny - metodą prób i błędów znaleźliśmy najstabilniejszy mebel - majtki ściągam sama, zostaję tylko w pończochach. Twój wzrok, kiedy sadzasz mnie na krawędzi blatu - ten sam zachwyt - łapiesz mnie za nadgarstki, biorę cię, tym razem w siebie.

Boli.

- Lubisz, jak cię boli, prawda?

Lubię. Lubię siniaki na nadgarstkach, lubię cię na szorstko, lubię nie wiedzieć, czy krzyczę pod wpływem bólu czy przyjemności. Zwiększamy tempo, stół jednak zaczyna się ruszać, ci z dołu znów będą stukać w kaloryfer. Patrzysz na mnie z góry, moje stopy przy twoich uszach, jestem giętka jak trzcina w twoich rękach, możesz mnie ścisnąć, przegiąć, zmiażdżyć, jestem kobietą-gumą specjalnie dla ciebie. Zmiana pozycji, mój tyłek wypięty w górę, zimna podłoga, i jeszcze jedna, policzek rozpłaszczony na szybie, twój oddech na karku, moje drżące nogi. Nasz prywatny teatr po raz kolejny wystawia spektakl, dziwka i jej pan, za każdym razem jest to entuzjastyczna premiera.

Składam się z punktów: oczy, usta, kolana. Rzucasz mnie na łóżko mokrą od potu i walczącą o oddech. Nigdy nie mamy siebie dość. Odwlekamy wielki finał - potrafisz poznać go po skurczach moich mięśni , konwulsyjnie zaciskających się palcach. Cóż lepszego możemy sobie dać, jeśli nie jeszcze trochę więcej miłości?

- Moja mała kurewka - mruczysz, patrząc na mnie z dołu i czuję, wiem że to już, ty też to wiesz. Patrzymy sobie w oczy, to jedyny sposób, żeby przeżyć to choć trochę razem, tego nie da się przeżyć we dwoje, każdy odrobinę umiera sam. Potem leżymy, głaszcząc się po skórze nagle bardziej wrażliwej na dotyk. Za naszymi plecami kończy się niedziela. O czym właściwie była ta wystawa?

atom_heart_mother