Błędy, których nie chcesz popełnić urządzając swoje pierwsze mieszkanie!

Ściany w kolorze wpędzającym w depresję. Meble równie praktyczne jak białe samochody. Plakaty, które straszą po nocach. Urządzanie pierwszego własnego mieszkania to spore wyzwanie. Ale można wyjść z tego pojedynku z tarczą.

Wymarzone wnętrze: jasne, przestronne, przytulne (fot. instagram.com/designsponge)Wymarzone wnętrze: jasne, przestronne, przytulne (fot. instagram.com/designsponge)

Przeprowadziłam się do Warszawy zaraz po maturze. Pierwsze studenckie mieszkanie znalazłam w jeden dzień. Odrzuciłam te, które były "przyszłościowe" (czytaj: przeznaczone dla młodego małżeństwa, które marzy o powiększeniu rodziny), "blisko metra" (czyli daleko od wszystkiego innego) i "nowocześnie urządzone" (co sprowadzało się do tego, że z wnętrza wiało chłodem). W końcu zamieszkałam na 10. piętrze mrówkowca z widokiem na Warszawę. Ujęły mnie regały uginające się od książek, stara drewniana podłoga i bliskość nieba.

Gdy 10 lat później przeprowadziłam się do mieszkania własnościowego na lemingowie, o którym już kiedyś pisałam, wiedziałam, że będę dalej od chmur, ale postanowiłam, że podłogi też będą drewniane, a książki pozostaną ważnym elementem wystroju (i życia). Wybierając jasne dębowe deski, nie przewidziałam, że pojawi się piesek, który będzie się nad nimi pastwić. Nie wzięłam też pod uwagę tego, że drewniany blat nie lubi być ochlapywany, jasne ściany szybko się brudzą, a wielkie okna trzeba myć częściej niż raz na pół roku. Co jeszcze z perspektywy czasu zrobiłabym inaczej?

Techniczne szczegóły najlepiej pozostawić specjalistom

Żadnej pracy się nie boję, więc próbowałam sama złożyć meble z IKEI, zakładać żaluzje i przenosić kartony. Nadwyrężony kręgosłup był w efekcie najmniejszym z moich problemów. Od tego czasu nawet wkręcanie żarówek pozostawiam ekspertom (w tym przypadku mojemu mężowi). Zrozumiałam, że jeśli pan Marek (tu można wstawić dowolne imię złotej rączki) nie pisze tekstów o modzie, to ja nie będę brała się za robotę, w której to on jest dobry. Kobieta, która prosi o pomoc we wniesieniu po schodach dwudziestokilogramowej puszki z farbą, nie jest słabowitą blondynką tylko zaradną kierowniczką budowy. Podobnie sprawa się ma z architektem wnętrz. Nie każdego stać na profesjonalny projekt, ale warto, choćby po znajomości, poradzić się, gdzie powinny mieścić się kontakty, gdzie powinna stać wanna, a gdzie umywalka, jak maksymalnie wykorzystać światło dzienne. Z pomocą eksperta sama osiągniesz level expert.

Inspiracje warto zbierać zewsząd - z katalogów znanych marek, z Pinteresta, z instagramów architektów wnętrz

Masz znajomych, których mieszkanie wygląda jak ekspozycja z IKEI, albo, jeśli mają zasobniejszy portfel, jak luksusowy pokój hotelowy? To dlatego, że pomylili inspirację z kopią. Odwzorowanie jeden do jednego wymarzonego wnętrza z magazynów skutkuje tym, że mieszkasz nie w domu, a na wystawie. Moja ambicja zaistnienia w architektonicznych annałach skończyła się, gdy pierwsza plama na ścianie zburzyła moją koncepcję idealnie sterylnego wnętrza. Jeśli więc szukasz pomysłów, zaglądaj wszędzie tam, gdzie swoje projekty pokazują najlepsi. A potem z jednego instagrama weź dywan, z drugiego układ mebli, a z trzeciego kolor ścian.

Kuchnia to serce (prawie) każdego domufot. instagram.com/dominomag

Myśląc o mieszkaniu, trzeba pomyśleć, jak będzie się w nim żyło

Jesz na mieście? Nie kupuj piętnastu garnków w rozmiarach od XXS do XXXL. Pracujesz w domu? Oczyść przestrzeń wokół swojego biurka. Lubisz zapraszać gości? Zaopatrz się w nadliczbowe krzesła. Centrum dowodzenia mieszkania uczyń miejsce, gdzie skupiają się twoje najważniejsze funkcje życiowe. Ja popełniłam błąd, chcąc żeby wszystkie punkty były równorzędne. Nie oszukujmy się, i tak głównie jem, pracuję i śpię.

Meble mają być piękne, ale funkcjonalne

W moim mieszkaniu najważniejsze miały być akcenty retro (zaraz po tym, jak cudowna architektka odradziła mi wnętrze w stylu angielskiej wsi...). Skończyło się na okrągłych metalowych lampach i oryginalnych fotelach z lat 60. Ale to nie one stały się znakami rozpoznawczymi mieszkaniami. Zakochałam się w stole, który wygląda jak z tawerny dla rybaków, łóżku, w którym pracuję, czytam, śpię itp., a także pianinie, które wprowadziło się do mnie wraz z mężem. Od niego nie wymagam, żeby było funkcjonalne.

Klimat wnętrza tworzy oświetlenie

Nigdy nie lubiłam górnego światła, ale zawsze wiedziałam, że w naszym klimacie, gdy przez większość roku przez większą część dnia jest ciemno, źródło jasności musi być silniejsze niż lont świecy. Niepotrzebnie zainwestowałam w dizajnerski żyrandol i profesjonalne lampki kuchenne. Nigdy ich nie zapalam.

Przeprowadzka musi potrwać

Nie musisz kupić, wyremontować i urządzić mieszkania w tydzień. Przecież nie bierzesz ślubu po trzech dniach znajomości, nie idziesz na egzamin bez przygotowania i nie skaczesz w przepaść z zamkniętymi oczami (no może czasem się to zdarza, ale spontan ma swoje granice). Tworzenie własnej przestrzeni to proces, pozwól mu się dopełnić. Nawet jeśli w pierwszych tygodniach będziesz spać na kartonach, jeść z kartonów i przechowywać ubrania na kartonach. To też ma swój urok. Ja weszłam na gotowe, więc chęć zmiany dopadła mnie już pół roku po przeprowadzce.

Fajnie inwestować w (młodą) sztukę

Albo chociażby plakaty z ulubionych filmów, figurki z Ćmielowa albo zabawne neony. Nie musisz od razu wydawać dziesiątek tysięcy złotych na aukcjach ani tym bardziej zagracać mieszkania bibelotami. Ale otaczając się sztuką, pokazujesz osobowość. A lepiej wydać na obraz zaprzyjaźnionego artysty niż olśniewającą suknię, której i tak nie masz gdzie włożyć.

Miejsce do pracy powinno być funkcjonalne, ale spersonalizowanefot. instagram.com/dominomag

Intuicja zawsze zwycięży

Architekt wnętrz mówi, że najlepiej pasuje do ciebie błękit, a ty wzdragasz się na samą myśl o pastelowej przestrzeni? Koleżanka sprezentowała ci wielki wazon? Mama "w spadku" przekazała ci swoją zastawę, a ty chcesz jeść obiad z talerzy z IKEI? Naucz się odmawiać. To ty masz mieszkać w tych czterech ścianach, a nie architekt, koleżanka i mama. Nawet lekki dysonans może wyprowadzić cię z równowagi, więc nie daj się wrobić w mieszkanie składkowe. Oczyszczające jest odejmowanie, a nie dodawanie.

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu

Każde wnętrze (nawet wielkości Wersalu) można zagracić. W tych trochę mniejszych wystarczy, że zostawisz sukienkę na krześle albo nie odłożysz szklanki na półkę, żeby wdarł się chaos. Dlatego zwłaszcza jeśli jesteś maniaczką ubrań (z góry załóż, że będzie ich przybywać), zaplanuj nie jedną, a co najmniej dwie szafy, a jeśli dysponujesz większym metrażem, osobną garderobę. Nie zwalnia cię to z obowiązku regularnej czystki, ale ułatwia sprawę. Ja mam garderobę i dwie szafy, a wciąż mi mało. Gdybym wprowadzała się drugi raz, na pewno zaplanowałabym jeszcze więcej przestrzeni do ukrywania tego, co powinno pozostać niewidoczne.

Z miłości do mojego mieszkania, które wiernie służy mi za biuro, klub i przechowalnię przedmiotów, nie będę narzekać na jego wady. Wiem tylko, że gdy przyjdzie mi zmieniać je na bardziej "przyszłościowe" (cóż, po 12 latach od I roku studiów ta przyszłość gdzieś zaczyna majaczyć na horyzoncie), wybiorę jeszcze jaśniejsze, jeszcze bardziej przestronne, jeszcze mniej zagracone. I z większą liczbą kontaktów.