Jak przetrwać apokalipsę? 4 (nie)możliwe scenariusze

Jest wiele wariantów bycia gotowym. Jako świeżo upieczona autorka książek nurtu postapo mam w głowie kilka scenariuszy, a każdy lepszy od poprzedniego.

rys. Magda Danaj rys. Magda Danaj

Moda na apokalipsę nie jest oczywiście niczym nowym. Co kilka lat media straszą starym, dobrym Armagedonem. Nic bowiem tak skutecznie nie odciąga uwagi ludzi od doczesnych bolączek, jak wizja spektakularnego zniszczenia całego świata wraz z niespłaconymi kredytami i niezałatwionymi formalnościami. Co się może wydarzyć? I co ważniejsze: jak się do tego przygotować?

Przyjdzie dżungla i nas zje

To ulubiona bajka wszystkich zielonych survivalowców. Cywilizacja jaką znamy umiera wskutek jakiejś totalnej wojny. Nie ma elektroniki, nie ma nowoczesności, zostaje tylko dzicz. A w tej dziczy oni, cali na zielono, w zębach ostry nóż, który zrobili samemu, w worku zaplatanym z trzcin sok z brzozy, żołędzie i igliwie do rozpalania ognia. Idą i tropią zwierzynę, łowią ryby gołymi rękami, wiedzą, jak się skradać i jak budować szałasy. Oto nowi królowie ziemi. Jesteś z nimi albo jesteś martwy, bo zabił cię przerośnięty szczur.

Jeśli umiesz wykuwać narzędzia z metalu, jeśli wiesz jakimi ziołami leczyć popularne dolegliwości, znasz przepis na gulasz ze złotych korzeni, rozpalisz ogień nawet w środku ulewnego deszczu i potrafisz wywąchać jelenia z odległości 4 kilometrów - jesteś przygotowany.

Przyszła i zarosła. Ta podstępna natura.  fot. Dominika Węcławek Przyszła i zarosła. Ta podstępna natura. fot. Dominika Węcławek

Stary, gdzie moja bryka?

Kryzys energetyczny, totalny blackout. Doprowadza do totalnego upadku globalnej gospodarki, sklepy przestaną rodzić produkty, elektrownie nie wydadzą z siebie ani iskierki prądu, ludzie uformują nowe plemiona, a wygra ten, kto ma dostęp do benzyny. Wiecie, kto wygrywa taką zagładę? Wiecie dobrze, szaleni kolesie i łyse baby bez ręki, cztery filmy o tym nakręcili w Australii, teraz może zrobią piąty. Musicie być twardzi i nieobliczalni, a na pewno dacie sobie radę.

Nawet Mad Max nie ruszyłby tym złomem... fot. Dominika Węcławek Nawet Mad Max nie ruszyłby tym złomem... fot. Dominika Węcławek

28 dni później

Zaraza! Odwieczne zło! Totalna epidemia i ogólnie bez strzelby nie wychodź. Rządy upadają, epidemia dziesiątkuje ludzi, miasta zostają opanowane przez jakieś maszkary. Czy wiesz, jak zdobyć żarcie i leki w sytuacji, gdy twoja okolica zmienia się w szpital ostatecznie zakaźny? Umiesz się skradać, włamywać do piwnic, jesteś cierpliwy, wiesz, które lekarstwa nawet po terminie przydatności do spożycia będą działały jak należy (tylko trzeba zmienić dawkowanie)? No, to jesteś w domu.

I weź tu coś ugotuj. fot. Dominika Węcławek I weź tu coś ugotuj. fot. Dominika Węcławek

Stalker, uciekaj!

Świat zostaje zniszczony przez pociski nuklearne, wszystko wkoło napromieniowane, miliardy ludzi umarły na chorobę popromienną, dzieci rodzą się zdeformowane, włosy wypadają, zęby się kruszą. Mało to optymistyczne. Wiesz, jaka warstwa ziemi chroni przed promieniowaniem? Wiesz, ile czasu potrzeba, by nastąpił połowiczny rozpad radioaktywnych izotopów? Umiesz ocenić, kiedy filtry w masce p-gaz są już na tyle zużyte, że czas je wymienić? A wiesz czemu akurat ziemniaki, świnie i pieczarki to podstawowe żarcie ludzi w schronach? No, to witaj w nowej rzeczywistości, wybierz sobie własny zakątek bunkra.

Pośmieszkowaliśmy sobie, a teraz czas na konkrety, tym bardziej, że scenariusze można mnożyć - od totalnej zmarzliny rodem z "Lodowej Cytadeli" Kornewa, po pustkowia godne Fallouta. Na wszelkiego rodzaju spotkaniach literackich, jak sobie wesoło określamy nasze spędy w spelunach, te spędy, na których banda mentalnych dzieci w szpeju z replikami broni pije piwo i wydaje pieniądze na książki - często pojawia się pytanie: "czy chcesz, żeby nastąpiła apokalipsa". Głupio powiedzieć, że nie, prawda? W oczach wszystkich młodych ludzi pali się żywy ogień, ta iskra, którą pewnie widzieli wszyscy organizatorzy skazanych na porażkę zrywów militarnych w oczach dzieci rzucanych na front. "Kto jak nie my!", "jesteśmy gotowi!". Pierwsza zasada pokornego survivalowca - nigdy nie jesteś wystarczająco gotowy. Nikt nie zjadł wszystkich rozumów i nie posiadł wszelkich możliwych kompetencji. Ale są ludzie mniej lub bardziej przygotowani.

Czy faktycznie o wartości preppersa (osoby gotowej na koniec świata, jaki znamy) świadczy to, że wypuszczony do lasu bez niczego potrafi bez trudu przetrwać, zdobyć jedzenie i zbudować schronienie? Nie. A przynajmniej nie tylko.

Żyjemy w Europie. Znacznie łatwiej tutaj o miejską dżunglę, niż o leśne ostępy. Chcąc być gotowym (na koniec świata, bla,bla,bla) warto mieć świadomość, co nas otacza. Jeśli mieszkam w centrum miasta podstawowe problemy będą inne - jak zdobyć wodę, gdy zabraknie jej w wodociągach i sklepach? Jak nie narazić się na bycie ofiarą zbirów, którzy zechcą pozbawić mnie zapasów? Co mieć w domu zawsze, niezależnie od pory roku i stanu portfela (chodzi o konserwy, radioodbiornik, zapas baterii, wodę, kilka przydatnych narzędzi, alternatywne źródło światła). Warto umieć opatrywać rany i znać podstawowe zasady antyseptyki. Umieć wyczarować obiad z niczego, albo z bardzo podstawowych składników. Właściwie to warto całe życie się uczyć. Nawet takich pozornie bezużytecznych rzeczy. Nigdy nie wiesz, co może ci pomóc. Najważniejsze zaś to nie panikować i umieć improwizować. Życie to partia dejarika z Chewbaccą. Nigdy nie wiesz, kiedy sala, w której pozwalasz mu wygrać, wyląduje w brzuchu wielkiej zębatej potwory zamieszkującej asteroidę.

Czas na autoreklamę: jako oficjalnie zadebiutowana autorka postapo zapraszam do czytania mojej debiutanckiej powieści "Upadła świątynia".

fot. Fabryka Słów fot. Fabryka Słów

Więcej o: