"Najwyższy czas, byś przestała być dziewczyną, a stała się kobietą? - czy to już?

Podobno stając się kobietą, automatycznie przestajesz być dziewczyną. Mówię: VETO! Przecież jedno nie wyklucza drugiego!

Ach, rzeczywiście muszę wyrosnąć z dziewczyńskości? (fot. Mroux) Ach, rzeczywiście muszę wyrosnąć z dziewczyńskości? (fot. Goldenhours)

Czy kiedykolwiek zastanawiałyście się nad wagą słów, jakimi się określamy? Kilka lat temu ktoś życzliwy poklepał mnie po ramieniu mówiąc "najwyższy czas, byś przestała być dziewczyną, a stała się kobietą". Wtedy uznałam to za głupstwo, ale to zdanie wbiło mi się w pamięć. Owszem, z biegiem czasu zaczęłam doceniać dojrzałość, wyrosłam na młodą kobietę. Ale jedno wciąż mi nie pasowało: dlaczego miałabym kiedykolwiek rezygnować z mojej dziewczyńskości?

W teorii, mogę wymyślić kilka powodów. Ze słowem "dziewczyna" wiąże się w końcu trochę nieprzyjemnych stereotypów. To skacząca z kwiatka na kwiatek podfruwajka, niemal dziecko. Dziewczyna łatwiej niż kobieta pada ofiarą dyskryminacji ("panowie, dziękuję za spotkanie, zaraz przyjdzie tutaj dziewczyna od raportów i wszystko spisze"), jest synonimem niepoważnego traktowania. Trzydziestoletnia dziewczyna? Witamy w Nibylandii, ojczyźnie podstarzałych Piotrusiów panów. No cóż.

Zgadzam się, że jest wiele sytuacji, kiedy warto tupnąć nogą i nie dawać sobie wejść na głowę. Bądźmy wtedy kobietami - silnymi, dojrzałymi bytami. Samoświadomymi, o oswojonej seksualności, dumnymi z macierzyństwa. Ale z drugiej strony - nie widzę nic złego w pozostawieniu sobie przestrzeni do bycia dziewczyną. Bo czegokolwiek nie próbowano by nam wmówić - dziewczyńskość to świeżość, poczucie humoru, zuchwałość. Bunt wobec stereotypowych ról. Bycie dziewczyną to furtka do młodości. Dlaczego więc miałybyśmy zamykać ją na zawsze?

Postanowiłam wejść w temat głębiej. Zapytałam kilka przedstawicielek płci pięknej o to, czy bardziej określa je słowo "dziewczyna" czy "kobieta". Ich odpowiedzi zadziwiły mnie i zachwyciły.

Wśród trzydziestolatek prym wiodło stwierdzenie "jestem kobietą". Oznaczało to na przykład gotowość do założenia rodziny, dobrania sobie partnera - mężczyzny, a nie chłopaka. Jednak wraz z rosnącą metryczką ankietowanych, coraz częściej słyszałam nieśmiałe "wiesz, ja to w głębi duszy czuję się dziewczyną". W opowieściach mojej babci to uczucie dziewczyństwa wracało w bardziej zaawansowanych etapach życia: podczas ślubu, zabawy z wnukami. Określało młodość duszy, witalność, radość życia, przyjaźń z innymi kobietami. Mimo takich rozbieżności, moje panie były zgodne w jednym: żadna nie czuła się "tylko" dziewczyną, czy "tylko" kobietą. Bo po co?

tygrysica To już moja sprawa, kim bardziej się czuję. il. Mroux

Wiem, że pisząc, że słowa mają moc, nie odkrywam Ameryki. Zawsze znajdzie się jakaś życzliwa dusza, która będzie próbowała ich użyć tylko po to, by nam dopiec. Reklamy będą nam wmawiać, że jesteśmy za mało kobiece, szef zapyta zespół profesjonalistek "jak tam, dziewczyny?". Dlatego trzymam kciuki, byśmy przejęły nad słowami kontrolę. Same decydowały, którymi chcemy się określać. Żebyśmy uwierzyły, że - o ile tylko chcemy - na dziewczyńskość nigdy nie jest za późno.

Więcej o: