Kobiety w toksycznych związkach są głupie! Czy na pewno?

Mąż ją obraża a ona nie odchodzi? Jest chorobliwie zazdrosny i zamknął ją w domu? Bije a może "tylko" sączy jadowite słowa? "Chyba jest głupia, ja bym tak nigdy!". Zastanów się, zanim ocenisz.

rys. Magda Danaj te inne kobiety są TAKIE głupie (rys. Magda Danaj)

Kiedy słyszymy o związkach, w których kobiety stają się ofiarami przemocy, nasze reakcje są różne. Niektórzy współczują i namawiają do rychłej ucieczki. Inni radzą terapię. Jeszcze inni nie mogą zrozumieć, "jak kobiety mogą być takie głupie", o czym świadczy niedawny list do redakcji. Zrozumienie leży jednak w naszym zasięgu. Nie brakuje zasobów, które nam to umożliwią: wywiadów z psychologami w kobiecych pismach czy lektur na temat toksycznych związków, przemocy psychicznej, manipulacji, szantażu emocjonalnego, uzależnienia - bo wiele złożonych mechanizmów towarzyszy przemocy. Kiedy zrozumienie nadejdzie, będziemy wiedzieli, że uleganie przemocy w związku ma niewiele wspólnego z inteligencją. Ofiarami mogą stać się wykształcone i światowe osoby, wiążące przyczyny ze skutkami, a nawet, na poziomie intelektualnym, doskonale rozumiejące, jakie zachowanie jest właściwe, a jakie już nie.

Problem w tym, że to, co dzieje się na poziomie intelektualnym nie zawsze pokrywa się z tym, co dzieje się na poziomie emocji. A w wielu wypadkach to właśnie emocje przejmują stery. Być może więc ta kobieta dobrze wie, że partner nie powinien jej mówić, że jest do niczego. Ale na poziomie emocji paraliżuje ją strach przed utratą miłości. A może poczucie zobowiązania - jestem z nim tyle lat i nie mogę go skrzywdzić, odchodząc. Może poczucie winy - rzeczywiście nawaliłam, więc zasłużyłam na krytykę, następnym razem muszę się postarać. Ona wie, że to nie ma sensu i nie zasłużyła, ale tak właśnie czuje. A może już nie wie i traci pewność. Słyszała to wiele razy, a partner krok po kroku objął monopol na interpretowanie ich domowej rzeczywistości. Więc może ma rację. Nie ma kogo spytać, bo odciął ją od przyjaciół i rodziny - wiedział, jak osłabić ofiarę i odebrać jej wsparcie. Potem powolutku sączył truciznę, podkopywał pewność, mieszał w głowie. Przecież żaba włożona do gorącej wody ucieknie, ale włożona do zimnej i stopniowo podgrzewana, nawet nie zauważy, że się ugotowała.

Skoro sytuacja osamotnionej i dręczonej osoby powinna budzić wyłącznie współczucie, dlaczego się irytujemy, gdy inni postępują według nas nieracjonalnie? Bo chcemy wierzyć, że my sami, dla odmiany, mamy wszystko pod kontrolą? Że u nas emocje, lęk, niepewność nigdy nie wyprzedzą rozumu? Pragniemy odeprzeć ukrytą sugestię, że nam, w odpowiednich okolicznościach, też mogłoby przytrafić się coś złego? Bo tłumaczymy sobie: one są głupie, a ja nie, więc mnie się to nie zdarzy (a kiedy szef podniósł na mnie głos i nic nie zrobiłam, to oczywiście było zupełnie co innego)?

Może to tak jak z gwałtem? "Niepotrzebnie tam szła". Ja nie jestem głupia, więc nic mi nie grozi. To oczywiste, że myśl o przemocy powoduje w nas dyskomfort, który natychmiast chcemy zmniejszyć. Upraszczamy więc rzeczywistość i całkowicie wyłączamy się z grupy ryzyka. Paradoks polega na tym, że gdy uznamy, że pewne problemy nas nie dotyczą, tracimy czujność i nie uczymy się, jak sobie z nimi radzić.

Powiecie, że niektórych te problemy naprawdę nie dotyczą. Zgoda, istnieją ludzie silni o stabilnym poczuciu własnej wartości i niewzruszonych fundamentach (choć podejrzewam, że wcale nie jest to większość ludzi na świecie). Obok nich są też tacy, którym tylko się wydaje, że są silni i nawet nie wiedzą, jak to się stało, że szef na nich pokrzykuje, a rzekomy przyjaciel wtyka bolesne szpilki, wobec których są całkiem bezbronni. Przemoc to nie tylko alkohol i rękoczyny.

Więc jak to się dzieje, że niegłupie kobiety stają się ofiarami? Być może nie należą do tych szczęśliwców, którzy odebrali wzorcowe wychowanie w pełnej rodzinie, nikt nigdy nie podciął im skrzydeł i mogliby z marszu prowadzić najlepsze kursy asertywności. Prawdopodobnie się zakochały. Nieszczęśliwa miłość na ogół zaczyna się szczęśliwie. Chcą być kochane i wierzą, że stworzą szczęśliwy dom a potem trudno im z tego zrezygnować - włożyły w to już tyle energii. Bo czasem jest miło. Oprócz wielu kopniaków zdarzają się i nieliczne głaski, a podobno "wzmacnianie sporadyczne" znacznie podnosi naszą wytrwałość i czyni z nas wiernych niewolników - tak podłe numery wykręca nam mózg (ciekawy wywiad o mechanizmach, które sprawiają, że trwamy w nieszczęśliwych sytuacjach, przeczytacie tutaj). A może po prostu te osoby są dobre i autorefleksyjne?

Tak psychoterapeuta Paweł Droździak na łamach "Wysokich Obcasów" tłumaczy, jakie osoby częściej stają się ofiarami w toksycznych związkach:

"Jest taki gatunek ludzi, nazwałbym go "osoby dobre". Skrajnie dobre. To takie, które chcą pomóc i - co ważne - są skłonne do autorefleksji. Ktoś bezrefleksyjny, czyli przysłowiowy "młotek", jeśli stanie się obiektem ataku toksycznej osoby, najczęściej odeprze go bezpardonowo: "Co się czepiasz? Nie podoba ci się coś, to spadaj". I koniec tematu, taka osoba na toksyczność się nie zahaczy. Osoby autorefleksyjne, kiedy pada pod ich adresem zarzut, nie zbywają go krótkim "spadaj", tylko zaczynają drążyć, szukać przyczyny - najczęściej w sobie. Załóżmy, że taka dobra osoba wraca do domu i narzeka. I spotyka ją atak: "(...) Czemu zawsze zaczynasz od narzekania?". Próbuje się bronić: "No wiesz, nie ciągle (...), po prostu dzisiaj coś mnie boli (...)". Odpowiedź: "Narzekasz od progu, może byś najpierw (...) stworzyła jakąś miłą atmosferę, a potem sobie ponarzekasz, co?". I co się dzieje? "No, tak, faktycznie, może powinnam (...) mniej narzekać, (...) dobrze, że mówisz o tej atmosferze". Nie pada nigdy nic w stylu: "Coś się tak przyczepił (...)? Zejdź ze mnie!". Obracamy się cały czas po jednej stronie boiska. Gramy na jednej połowie. Na swojej. Nie ma instynktownego odparcia ataku. Nie ma zakwestionowania, nie ma przerzucenia piłki na drugą stronę. Jest tylko tłumaczenie się. (...) Broni się ktoś taki w nieskończoność."

Więc to czasem refleksja, a nie głupota, pakuje nas w tarapaty. Pomyślcie o tym, zanim powiecie "ja bym nigdy", "jak one tak mogą" i "chyba są głupie". Piętno kretynki to ostatnie, czego potrzeba ofierze w toksycznym związku. Ona i bez tego czuje się ze sobą wystarczająco źle.

*Oczywiście ofiarami w toksycznych związkach bywają również mężczyźni. W tym tekście chciałam się jednak odnieść do kobiecej solidarności i sposobu oceniania sytuacji, w których ofiarą przemocy jest kobieta.

Więcej o: