Nie mogę się doczekać, kiedy kobiety przestaną atakować się nawzajem

Wkurza mnie, że my, kobiety, tak rzadko okazujemy sobie solidarne wsparcie i pomoc, gdy ktoś ewidentnie stosuje przemoc wobec jednej z nas. A wystarczyłoby powiedzieć, że się na to nie zgadzasz.

Przydałoby się nam siostrzeństwo z prawdziwego zdarzenia, żebyśmy tak wszystkie stanęły murem za wykpioną czy poniżoną siostrą! Nawet tą, której akurat nie lubimy, bo przemoc jest jak epidemia: nigdy nie wiadomo kogo dotknie. Dlaczego więc nie wyrazić sprzeciwu gdy:

- wykształconą kobietę nazywa się "bufetową", bo musi wiedzieć, gdzie jej miejsce ("idź babo do garów!"). Już nie mówię o tym, jak się czują wtedy prawdziwe bufetowe.

- znana pisarka pisze o posłance: "Jadła czy żarła na sali sejmowej? Raczej żarła. Gdyby umiała ładnie jeść, jak nas uczono... To był popęd głodu. W psychologii znane jest zjawisko PRZENIESIENIA POPĘDU. Głównie z niezaspokojenia seksualnego na głód jedzenia.

pewien pan na Facebooku doradza pani, która zaprotestowała, gdy złamał prawo, żeby zapisała się na odchudzanie.

Fot. Unsplash.com CC0 Fot. Unsplash.com CC0

Zdarzyło się to kilka lat temu i wcale nie w amerykańskim filmie, tylko w Warszawie, na Żoliborzu. Dwóch chłopaków urwało się z internatu przy swojej szkole i wybrali się do pobliskiego klubu. Siedzieli, gadali o tym i o owym, gdy przysiadła się do nich dziewczyna. Miła, ładna - postawili jej piwo, jeden chciał z nią zatańczyć. W pewnym momencie jak spod ziemi wyrosło kilku osiłków. Okazało się, że ci dwaj wystartowali do panny jednego z nich, czego gladiatorzy nie zamierzali puścić płazem. Doszło do przepychanki - siłacze chcieli wyciągnąć gości przed klub, a ci się oczywiście stawiali. Fart tych dwóch polegał na tym, że na przeciwległym końcu sali siedział inny student z tej samej szkoły. Natychmiast zrozumiał, co się święci i pędem pobiegł po kolegów z internatu. A trochę ich tam mieszkało. Na hasło: "biją naszych" poderwał wszystkich. I gdy osiłkom udało się wywlec dwóch nieźle wystraszonych chłopaków przed budynek, zobaczyli tam kordon około osiemdziesięciu chłopa, którzy spokojnie czekali na rozwój wypadków. Który, jaki był, nie trudno zgadnąć: gladiatorzy oddalili się z podwiniętymi ogonami.

Uwielbiam tę historię, zdecydowanie ma moc. Wystarczy sobie to wyobrazić, żeby poczuć przyjemny dreszczyk: co za przykład solidarności, poczucia siły wynikającej ze wsparcia swojej wspólnoty. Prawdziwego braterstwa. No właśnie, braterstwa. A jak by to było z siostrzeństwem? O proszę: piszę, a wordowski wykrywacz błędów podkreśla mi na czerwono, dodając jednocześnie, że "brak sugestii poprawnej pisowni", chociaż przecież słowo istnieje od dawna. Ale dla maszynki wciąż brzmi nienaturalnie. Dlaczego?

Męskie "braterstwo" kojarzy się przede wszystkim z "braterstwem broni" - czyli sojuszem ponad wszelkimi podziałami, gdy walczymy we wspólnej sprawie. Ale przecież kobiety potrafią być waleczne, nikogo przekonywać o tym nie muszę. Fakt, że rzadziej się zdarza, że dziewczyna tak po prostu "zarwie w dziób", ale czy przemoc słowna  nie jest równie groźna? Lekceważenie, pokazywanie miejsca w szeregu, głupie aluzje seksualne ("trzeba by ją przelecieć, to się uspokoi" albo "jest tak brzydka, że nikt jej na pewno nie przeleci"), przytyki do wyglądu (jesteś gruba, odpychająca, stara), pisanie o tym, że ktoś ma okres albo klimakterium, więc dlatego jest niebezpieczny lub niewiarygodny - to wszystko jest przemocą.

Seksizm Seksizm nasz codzienny

Wyobrażam sobie, że na początek nie potrzeba by wiele - zwłaszcza Internet daje sporo możliwości. Gdyby sto kobiet, jedna po drugiej, zostawiło komentarz pod haniebnym tekstem: nie zgadzam się, żebyś mówił, mówiła w ten sposób o innej kobiecie - czy nie pokazałybyśmy mocy, z którą trzeba by się liczyć? Bo mocy nam, kobietom, zdecydowanie nie brakuje, tylko jakby pozostaje w ukryciu.

No, to na koniec będzie opowiadanie motywacyjne. O kobietach. Nie bardzo analogiczne do tego pierwszego, ale też je lubię. Jedna z moich przyjaciółek została bardzo źle potraktowana przez swojego wieloletniego chłopaka. Zostawił ją, gdy była w ciąży. Opróżnił wspólne konto. Zabrał wspólny samochód - zapisany na niego, ale kupiony z jej pieniędzy. Trudno wymyślić zestaw bardziej haniebnych postępków. Najstraszniejsze było jednak to, że dziewczyna nagle przekonała się, że przez lata żyła z człowiekiem, o którym tak mało wiedziała! Że kochała drania. I oto siedziała sobie pochlipując, otoczona gronem zaprzyjaźnionych kobiet, które przytulały, pocieszały, ocierały łzy, karmiły ciastkami i malowały jej paznokcie u nóg. A potem zaproponowały, że odwiozą ją do domu. Gdy wyszły na ulicę, dziewczyna zatrzymała się jak wryta.

Co się stało? Ano, zobaczyła samochód swojego lubego - tak całkiem zwyczajnie i bezczelnie stał sobie przy krawężniku. I wtedy nagle w tych pięć dziewczyn wstąpiła moc. Jedna stanęła na czatach, druga wyjęła pilnik, trzecia cążki, czwarta nożyczki - no wszystko, co ewentualnie kobieta może mieć w torebce po seansie pedicure. Reszty możecie się domyśleć.

Nie. Nie jest to nawoływanie do niszczenia mienia. Uważam, że niszczenie mienia jest fatalne. Chce tylko powiedzieć, że kobiety potrafią się obronić, zwłaszcza jeśli trzymają się razem i się wspierają. Że w sytuacji skrajnej, tam gdzie nie da się przeciwstawić słowu - słowa, potrafią użyć pięści. Lub ewentualnie pilnika do paznokci.