Narzekacie, że zarabiacie za mało? Może nie zasługujecie na więcej

Są na świecie ludzie, przez których złorzeczę. Należą do nich niektórzy freelancerzy. Ci, którzy przez swoją niekompetencję doprawioną zachłannością zawalają pracę innych.

Domniemana zajebistość - przypadłość wielu freeelancerów (fot. Unsplash.com CC0) Domniemana zajebistość - przypadłość wielu freeelancerów (fot. Unsplash.com CC0)

W branży, w której pracuję, bardzo dużo projektów powstaje we współpracy z freelancerami. Do tego grona należą ludzie z wieloletnim doświadczeniem, zawsze wszystko robiący najlepiej jak się da. Profesjonaliści, którzy po prostu przykładają się do swojej pracy. Niestety, nie tylko oni.

W tej zacnej grupie trafiają się również zgniłe jaja, które bardzo psują rynek. Ludzie, którzy chcą jak najmniej zrobić, a jak najwięcej zarobić. Skąd to wiem? Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, kiedy podwykonawca traktował zleceniodawcę jak powietrze, aby jednak na końcu bezczelnie upomnieć się o zapłatę. Żeby sprawa była jasna, ja nie mówię tutaj o zleceniodawcach, którzy podczas projektu wywalają go do góry nogami i nie widzą powodu, dla którego powinni swojemu zleceniobiorcy więcej zapłacić. Mówię tutaj o normalnych zleceniodawcach i niekoniecznie normalnych współpracownikach, którzy przyjmują zlecenia na zasadzie: nie znam się, ale powiem, że umiem - bo hajs ma się zgadzać w mojej kieszeni.

Efekt końcowy? Prosty do przewidzenia. Sama musiałam kilkakrotnie przepraszać klienta za to, że projekt nie zostanie wykonany na czas. Bo ktoś olał sprawę, postanowił nie odpowiadać na e-maile, nie odbierać telefonów, zapaść się pod ziemię, nie istnieć. Niestety, nie potrafię się potem tłumaczyć - nie skończymy na czas, bo nasz freelancer się wypiął. Nie potrafię, bo to niczego nie zmieni, poza tym, że wyjdę na jeszcze większą idiotkę. Jeżeli dobrałam do swojego zespołu niekompetentnych ludzi, no to ja za to odpowiadam. Takie są fakty. Klienta nie interesuje kto i dlaczego, ale jak rozwiążemy problem.

Problem? Naprawimy! (fot. Unsplash.com CC0) Problem? Naprawimy! (fot. Unsplash.com CC0)

A rozwiązanie zazwyczaj jest dla pośrednika kosztowne. Freelancer odpuszcza sobie, porzuca, olewa (wybierz sobie) zlecenie za powiedzmy 1000 złotych, zleceniobiorca przez niewykonanie projektu może stracić budżet na kilkanaście - kilkadziesiąt tysięcy złotych. Różnica skali problemu jest znacząca. Rentowność takiego projektu jest wtedy poniżej opłacalności, bo na miejsce nieprofesjonalnego współpracownika trzeba szybko znaleźć nowego.

Czy jest jakaś metoda na freelancerów z piekła rodem? Ja zaczęłam stosować bardzo prostą - po nazwisku. Nie mam żadnych skrupułów i mówię, kto mnie przerobił i dlaczego nigdy już nie zlecę mu projektu. Nie chciałabym również moich znajomych wsadzić na minę. Wystarczy, że ja ponoszę skutki współpracy z parchatym typem.

Nie, to nie będzie litania narzekań. Mam grupę stałych współpracowników, na których zawszę mogę liczyć i to oni gaszą moje pożary. Dziwicie się, że od początku nie biorę ich w takim razie do pracy? To nie tak. Ja bym bardzo chciała, ale właśnie ci ludzie mają takie obłożenie, że dziękują, ale rezygnują z kolejnego. Mają też dobre serduszka i kiedy zadzwonię do nich w naprawdę podbramkowej sytuacji to pomogą, bo tacy już są. Wiedzą, że to działa w dwie strony. Oni mi pomogą, a jak oni będą szukali zleceń to na bank coś ode mnie dostaną.

Sama od kilku lat nie tylko zlecam, ale również przyjmuję zlecenia. Robię je po godzinach pracy stałej, ale nigdy jeszcze nie zdążyło mi się oszukać pracodawcy lub zostawić go na lodzie. Jeżeli wiem, że nie mam czasu lub nie znam się na temacie, to go po prostu nie biorę. Wolę oddać zlecenie komuś z odpowiednimi kompetencjami. Tutaj nie chodzi przecież tylko o moje wynagrodzenie, ale o dobre imię. Praca freelancera w dużej mierze opiera się o reputację. Osoba, która jest godna zaufania będzie rekomendowana, co przekłada się przecież na ciągłość zleceń i stały zarobek. W końcu pracujemy po to, żeby mieć za co żyć, więc nie rozumiem dlaczego niektórzy gryzą rękę, która ich karmi. Nie dość, że gryzą, to jeszcze wścieklizną zarażają.

To jest Marcus. Marcus zawsze na czas dowozi mi miłość A to jest Marcus. Uważajcie nieprofesjonalni freelancerzy! (fot. Miss Olgu)