Jeśli kobieta jest świadoma tego, co ma między biodrami, to będzie jej łatwiej urodzić - rozmowa z doulą i tancerką Martą Mróz-de França

Marta Mróz-de França jest tancerką, organizatorką warsztatów dla kobiet i doulą z powołania. Opiekując się kobietami podczas porodu, nie poucza ich, jak mają rodzić dzieci. Woli wesprzeć ich wiarę we własne kompetencje.

fot. archiwum prywatne Marta Mróz-de França (fot. archiwum prywatne)

Przygotowania do porodu, obok radości oczekiwania, wiążą się ze strachem przed bólem i wątpliwościami. Doula pomoże ci je pokonać, wspierając doświadczeniem i siostrzaną solidarnością. Kiedy pisałam tekst o dziewczyńskiej przyjaźni, myślałam o tym, czego nauczyłam się od Marty.

Kim jest doula?

MARTA MRÓZ-DE FRANÇA: To kobieta, zazwyczaj matka, która opiekuje się drugą kobietą w czasie ciąży, porodu i w okresie poporodowym. Musi to być profesjonalistka, czyli osoba która ma skończony kurs, dokształca się na co dzień. Mnie bliskie jest wyjaśnienie tego terminu z języka greckiego - "doula" oznacza służącą, a więc osobę która stoi jeden krok za kobietą, jest dla niej wsparciem.

Skąd wywodzi się tradycja doulowania?

- Ze zwyczajów plemiennych, gdzie kobiety o większym doświadczeniu wspierały te oczekujące narodzin dziecka. Współczesna doula odnosi się do tej tradycji bycia wśród kobiet, chociaż może być też wsparciem dla mężczyzny.

To chyba rzadkość?

- Nie, bardzo często kontakt z doulą wychodzi z inicjatywy partnera. Mężczyźni chcą wiedzieć, co mogą zrobić, by ich kobieta czuła się bezpiecznie, znać swoją rolę podczas porodu. Stąd bardzo często doula pojawia się na sali jako ta trzecia osoba. Bywa, że jej pomoc ogranicza się do wsparcia rodzącej, gdy jej partner musi wyjść do toalety czy napić się wody.

doulaMarta Mróz-de França (fot. archiwum prywatne)

Sceptycy mówią, że dziś zawód douli jest zbędny. Jesteśmy przecież otoczone opieką położnych, lekarzy, chodzimy do szkół rodzenia.

- Doula jest odsunięta od tematów medycznych - nie zastąpi położnej czy lekarza. Zaoferuje natomiast różne rodzaje wsparcia: emocjonalne, fizyczne i informacyjne. Może towarzyszyć kobiecie na każdym etapie - od ciąży, przez poród i okres poporodowy. Jej zadaniem jest wspierać budowanie kompetencje kobiety jako matki, bez oceniania i podejmowania za nią decyzji.

Jak na twoją obecność przy porodzie reaguje personal szpitalny?

- W Warszawie instytucja douli jest na tyle znana, że większość szpitali pozwala na jej obecność jako trzeciej osoby podczas porodu. Coraz częściej zdarza się też, że przyjeżdżając na poród słyszę "dzień dobry, cieszymy się, że pani jest". Na sali porodowej nie zamieniam się w adwokata rodzącej - chyba że sytuacja jest kryzysowa i ona wyraźnie mnie o to poprosi.

Wspomniałaś, że doula zapewnia kobiecie wsparcie emocjonalne.

- Wszystko zależy od tego, jakiej usługi potrzebuje kobieta. Niektóre kobiety szukają w relacji z doulą głębszej, emocjonalnej więzi. Inne skupiają się głównie na stronie informacyjnej: chcą wspólnie przygotować plan porodu, omówić swoje prawa w szpitalu. Moim zadaniem jest wesprzeć kobietę tak, jak ona tego potrzebuje, więc jeśli rodząca potrzebuje postawić nacisk na stronę duchową, wchodzę w to razem z nią.

Nawet, jeśli chce cesarkę na życzenie?

- Oczywiście. Nie mnie decydować za kobietę, jak ma urodzić swoje dziecko, a tym bardziej oceniać jej decyzji. Jeśli chce, mogę z nią natomiast porozmawiać o plusach i minusach takiego wyboru.

Ile zarabiasz?

- Należę do grupy doul pracujących społecznie - pomagamy samotnym matkom, nieletnim, osobom w trudnej sytuacji życiowej. Natomiast regularne stawki w Warszawie to 800-1000 złotych za spotkania przed porodem, opiekę podczas porodu i po nim.

Jak reagują na obecność douli rodziny twoich klientek? Czy - zgodnie ze stereotypem - zastępujesz opiekę matki?

- Na początku moja pomoc bywa postrzegana jako kaprys. To się zmienia, gdy rodzina widzi, jak ciężarna zyskuje spokój i pewność siebie. Szczególnie, że niewiele matek planuje być z córką w momencie przyjścia dziecka na świat. W latach 60 i 70. wprowadzono medykalizację porodu, w istocie odbierając go kobiecie - stąd dzisiejsze trzydziestolatki znają zazwyczaj smutne porodowe narracje usłyszane od mam. Nasze babki i prababki, rodzące często w domach, przeżywały ten moment o wiele pozytywniej. Na szczęście teraz sytuacja rodzących się zmienia - wraz z wejściem do szpitala kobieta może, powołując się na standardy okołoporodowe, wpływać na to, jak przebiega poród, zamiast bezwolnie poddawać się procedurom medycznym.

Twój tata jest Brazylijczykiem, od dziecka tańczysz sambę. Czy to, że jesteś instruktorką tańca i na co dzień pracujesz z ciałem, ma wpływ na twoją pracę jako douli?

- Ogromny. W sambie i tańcach afrobrazylijskich miednica to centrum ciała kobiety. Podobnie jest podczas porodu. Jeśli kobieta przez całe swoje życie jest świadoma tego, co ma między biodrami, jest w stanie położyć swobodnie dłoń na wzgórku łonowym i się nie speszyć - to będzie jej łatwiej urodzić. Doula dokłada wiedzę o budowie miednicy - pokazuje, jak miednica się otwiera, może nawet zaproponować ćwiczenia wzmacniające wyścielające ją mięśnie. Ta wiedza ogromnie dodaje pewności siebie rodzącej, łagodzi powszechny lęk "rozerwie mnie!".

To chyba normalne - wszystkie boimy się bólu.

- Oczywiście, dlatego moim zadaniem przed porodem jest praca nad tym, by ten ból zmniejszyć. Są na to różne metody naturalne: od masażu przez ćwiczenie oddychania. Z drugiej strony próbuję przekazać, że ból porodowy nie znaczy, że coś złego dzieje się z naszym ciałem. On mobilizuje, by z tym ciałem współpracować, a każdy skurcz przybliża do narodzin dziecka i kobiety jako matki.

Co chciałabyś przekazać kobietom oczekującym narodzin dziecka?

- Aby uwierzyły w swoją siłę i w swoje kompetencje do bycia kobietą i matką.

***

Marta Mróz-de França - doula, nauczycielka brazylijskiej samby, pedagog. Mama 5,5 letniej Felici. Uwielbia kobiety i pracę z nimi. Nieskończenie wierzy w ich siłę i w siłę kobiecej wspólnoty.