Testujemy kosmetyki: jak firma Yope dopieściła nasze dłonie (i nosy)

Mydło w płynie zazwyczaj nie wywołuje emocji. Chyba że jest paskudztwem wysuszającym dłonie albo... Albo pochodzi z polskiej firmy Yope, która wreszcie dopieściła wymagające klientki. Okazuje się, że są mydła, które nawilżają i pielęgnują skórę.

Yope naturalne kosmetyki do rąk (fot. materiały prasowe) Yope naturalne kosmetyki do rąk (fot. materiały prasowe)

To było tak: otrzymałam informację, że w redakcji czeka na mnie paczka z produktami Yope do testowania. Ponieważ w redakcji bywam rzadko, postanowiłam przekazać kosmetyki do przetestowania koleżankom. Napisałam do Red. Nacz. z uprzejmą prośbą o przejęcie paczki i jaką otrzymałam odpowiedź? Żebym się w ogóle nie przejmowała, bo paczka jest już otwarta, a kosmetyki już wszystkie koleżanki testują, wąchają, wcierają i są zachwycone.

Testowanie kosmetyków nie wywołuje zazwyczaj aż takiego entuzjazmu w redakcji (nie każdy chce być królikiem doświadczalnym, co doskonale rozumiem), więc sprawa wydala mi się nieco podejrzana. Postanowiłam przeprowadzić śledztwo w sprawie zawartości przesyłki. Oto czego się dowiedziałam.

Yope jest młodą polską firmą produkującą kosmetyki naturalne - na razie mydła w płynie ("zwyczajne" oraz kuchenne) i balsamy do rąk. W przyszłości ma ukazać się seria produktów do czyszczenia domu. Dlaczego Yope zaczyna od mydeł i balsamów do rąk? Ideą firmy jest stworzenie produktów przyjaznych delikatnej skórze dłoni. Takich, które by nie przesuszały jej nadmiernie i nie podrażniały. Czy to nie przesada? Nie.

Producenci słusznie zakładają, że większość osób odczuwa nieprzyjemne skutki mycia rąk po kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, wystawiania ich działanie wiatru, czy na sporadyczny (zwykle wkładamy rękawiczki ochronne, prawda?) kontakt z silną chemią, której używamy do utrzymania w czystości naszych gospodarstw domowych.

Yope mydło kuchenne Zestaw SOS dla dłoni, czyli delikatne mydło w płynie i balsam do rąk (fot. materiały prasowe)

Mydła w płynie to wrogowie numer jeden mojej delikatnej skóry. Raz umyta niewłaściwym produktem, regeneruje się bardzo długo, tygodniami siejąc spustoszenie wśród moich rajstop (łuszczące się skórki uwielbiają zahaczać i niszczyć delikatne tkaniny). Dlatego w mojej podręcznej kosmetyczce oprócz kremu do rąk noszę... kostkę delikatnego mydła i używam go w toaletach poza domem. To nie obsesja, to konieczność. Dlatego koncepcja Yope - skupiająca się w pierwszej kolejności na ochronie dłoni- jest bliska mojemu sercu.

Kosmetyki Yope oparte są o składniki naturalne. Nie zawierają silikonow, parabenów, syntetyczych barwników ani olejów mineralnych. Nie zawierają też silnych detergentów (SLES, SLS). Zawierają za to dużo dobrych, nawilżających i uelastyczniających naskórek składników (pełen zestaw składników znajduje się na stronie producenta www.yope.me) oraz, co podkreślają moje redakcyjne koleżanki, wspaniale pachną.

Yope mydło kuchenne Cała redakcja potwierdza - pachnie pięknie! (fot.materiały prasowe)

Niestety, ponieważ nie mogłam przetestować produktów Yope osobiście, poprosiłam o pomoc red. nacz. Kasię i red. Monikę. Zobaczcie, co napisały.

Kasia: Kosmetyki YOPE ujęły mnie przede wszystkim zapachami i dizajnem. Zarówno ślicznie zaprojektowane opakowania jak i oryginalne i długo utrzymujące się kompozycje zapachowe urzekły mnie totalnie. Goździki, werbena, figa, bergamotka - pachną przyjemnie, a opakowania ze stylowymi rysunkami dobrze wyglądają i nie mam ochoty chować ich do szafki czy szuflady. Nie należę do ekomaniaczek, więc kwestia naturalnych składników użytych do produkcji nie przemawia do mnie jakoś bardzo mocno. Tym bardziej że wiele naturalnych składników mnie uczula, więc zazwyczaj podchodzę ostrożnie do tego typu kosmetyków. Natomiast żaden z produktów YOPE nie podrażnił mi skóry - zarówno mydła jak i balsamy są bardzo łagodne.

Yope balsamy do rąk Przyjemnego zapachu co prawda nie zobaczycie, ale opakowania też są niczego sobie (fot. materiały prasowe)

Monika: Mydło nigdy nie było dla mnie kosmetykiem istotnym. Zazwyczaj towarzyszącym. Większą uwagę zwracałam raczej na kremy do rąk. Także i z tego powodu, że dużo zmywam, mam do tego sporo ubrań wymagających prania ręcznego. Przy tak zniszczonej i przesuszonej skórze do rąk priorytetem było ich nawilżanie i regenerowanie. Oczywiście, do dnia, w którym dzięki Marcie, na mojej drodze stanęło figowe mydło do rąk (YOPE). Producenci podkreślają, że aż 92% produktu to składniki pochodzenia naturalnego. Na mnie nigdy nie robiło to akurat specjalnego wrażenia, ale wiem, że są fascynatki takich kosmetyków. To, co jest ważne dla mnie to fantastyczny zapach figi. Bardzo trwały, ale przy tym zupełnie nienachalny. Mąż też aromat zaaprobował, więc nie jest to głos jednostkowy. Do tego mydło nie wysusza. Ani rąk, ani reszty ciała. Wiem, bo stosuję je zamiast klasycznego mydła do ciała. Myślę, że mój romans z marką na tym mydełku się nie skończy. Jeśli nie chcecie niczego kupować, nie wchodźcie na stronę producenta. Jeśli nie jesteście w stanie odmówić sobie kosmetyku, który pachnie trwale i naturalnie - tym bardziej. Jeżeli jednak lubicie mieć zadbaną skórę - niestety, ale chyba nie macie wyboru.

Yope mydło kuchenne Podobno skutecznie usuwają nieprzyjemne kuchenne zapachy, więc warto spróbować (fot. materiały prasowe)

Ja tym razem obeszłam się smakiem, co nie znaczy, że nie drążyłam tematu produktów Yope. Frapował mnie na przykład podział mydeł w płynie na "mydła" i "mydła kuchenne". Otóż okazuje się, że te kuchenne zawierają składnik pochodzenia roślinnego neutralizujący przykre zapachy. Jestem ciekawa, jak skuteczny jest w zwalczaniu zapachu cebuli lub czosnku...

Interesowało mnie też, w jakich sklepach stacjonarnych można kupić (no dobrze, POWĄCHAĆ) te kosmetyki. Otóż można je znaleźć w Almie i u wielu niesieciowych sprzedawców. W końcu pytanie zasadnicze - ile trzeba zapłacić za gładkie, dobrze nawilżone i nierwące pończoch dłonie? Cena mydeł wahają się od 16 do 20 zł za 500 ml, cena balsamów to około 40 zł za 500 ml. Przy czym opakowania po mydłach można wielokrotnie uzupełniać, a cena 500 ml mydła w saszetce to około 13 zł. To co, kto zaryzykuje?