Jaja to symbol odrodzenia, a czego symbolem jest żur i kiełbasa? Czy znasz znaczenie wielkanocnych potraw?

Wszystko, co tradycyjnie znajduje się na naszym wielkanocnym stole, ma swoje głębsze znaczenie. Choć ze staropolskiej tradycji wielkanocnej zostały nam głównie duże ilości jedzenia i charakterystyczne dania - mazurki, baby, żur.

WielkanocBaranek z naturalną wełną? Nie sądzę. Fot. Pixabay.com

Na przykładnie zastawionym stole w XVII i XVIII-wiecznym magnackim domu, zgodnie z symboliką liczb, która odnosi się głównie do kalendarza, powinny się znaleźć: cztery pieczone dziki (ewentualnie wieprzowina) - tyle, ile pór roku; dwanaście jeleni - jako symbol dwunastu miesięcy; pięćdziesiąt dwa ciasta - serniki i mazurki (gdyż tyle mamy tygodni w roku) oraz trzysta sześćdziesiąt pięć bab (tyle ile dni w roku). Czasem też na stole pojawiały się cztery puchary napełnione winem. Czy więc te kilka mazurków, które przygotowujemy i jedna babka wielkanocna na stole to tak dużo?

Wielkoniedzielny stół był tradycyjnie stołem bez dymu. Tego dnia nie rozpalano w piecu, dopuszczalne było jedynie podgrzanie żuru. W związku z tym przygotowywano wyłącznie dania na zimno. Po takim śniadaniu nikt raczej nie myślał o ciepłym obiedzie. Obawiam się też, że przed wieczorem nie dało się odejść od stołu.

Jaja przepiórczeOdrodzenie w nowym życiu - jest! Fot. AU

Każda z potraw wielkanocnych ma swoje znaczenie. Co ciekawe, znaczenie to w niektórych wypadkach zmieniło się przez wieki wraz z laicyzacją wszystkiego, co nas otacza - w tym Świąt Wielkanocnych. Jaja były symbolem odrodzenia w nowym życiu, kiełbasa symbolizowała powrozy, którymi podczas męki skrępowany był Chrystus, a dziś mówi się, że to symbol dostatku i zdrowia. Ocet i pieprz miały przypominać w smaku napój, którym pojono Chrystusa, a chrzan był symbolem goryczy męki Pańskiej, choć dziś raczej usłyszymy o witalności i sile fizycznej. Ciasta, chleb i baby były odpowiednikiem tego chleba, którym Jezus dzielił się ze swoimi braćmi, a współcześnie o mazurkach i ciastach dowiemy się raczej jako o słodyczy po zmartwychwstaniu.

Juliusz Słowacki o zastawionym stole u księcia Radziwiłła pisze tak:

Obróciliśmy wtenczas oczy na święcone, a było na co patrzeć, albowiem i tu pod prezydencją księcia kucharz wszystko tak urządził, że nie tylko apetytowi, ale i myśli było przyjemnym. W sali tej albowiem, śród mnóstwa drzew, z miodu lipcowego była sadzawka, z wyspą zieloną owsem pokrytą, na której się pasł święty baranek z chorągwią, mający oczy z dwóch karbunkułów ze skarbca J.O. księcia wyjętych, które błyszczały niezmiernie. Na tego baranka godziło czterech dzików okropnej wielkości, upieczonych całkowicie, a dwanaście jeleni ze złoconymi rogami, w różnych pozyturach wyskakiwało z lasu, który był z drzew pomarańczowych, różnymi konfektami obrodzony. Gdy tu same mięsiwa, to w przyległej komnacie były ciasta i napoje niemniej misternie ułożone. Nie lasy tam, ale baby podobne skałom nosiły na głowach z migdałowych murów grody i fortece, coś nawet podobnego Jerozolimie widać było, albowiem śród cukrowych domów ukryte ananasy koronami szarymi naśladowały palmowe drzewa, a w bramach zaś figurki cukrowe w szmalcowanych pancerzach i z krzyżami czerwonymi na piersiach, jako jerozolimscy rycerze za czasów Godfreda, stali na straży.

Stół wielkanocny stał się pewnym spektaklem kulinarno-teatralnym. Ten przedstawiony przez Słowackiego był nie tylko tym tradycyjnym stołem, gdzie nad smacznymi posiłkami górował baranek Paschy i młode żyto - symbol nowego życia. Radziwiłł, a właściwie jego kucharz, zamyślił sobie koncept niesamowity, który miał wprawić w zdumienie gości. Takie zaskakiwanie oryginalnością nakrycia do stołu nie było niczym nadzwyczajnym. Chociaż trzeba przyznać, że opis Słowackiego przybiera cech iście groteskowych. Karłów owiniętych w salcesony na pewno nikt nie jadał, nikt ich też nie piekł jako farszu do pasztetu, a i o tym przeczytamy w utworze "Święcone u J.O. ks. Radziwiłła Sierotki". Nie ma jednak wątpliwości, co do tego, że jak na nasze dzisiejsze wymagania, pojawiały się na stołach swoiste kurioza. Kilkumetrowej wysokości sękacze, naturalnej wielkości jelenie ze złoconymi rogami czy baranki z naturalną wełną na głowie (dzięki owijaniu jej przed pieczeniem w nasączony tłuszczem pergamin) były częstym widokiem na magnackim wielkanocnym stole. Ogrom potraw, urok zastawy, kryształowe kielichy i porcelanowe talerze były zaś dodatkową oprawą.

Babka wielkanocna365 babek? Jest jedna i też nieco przykucnęła. Za to na pewno ma bogate wnętrze! Fot. AU

Zatem jeśli Święta Wielkanocne wydają się wam zbyt wystawne, nakrycie do stołu i ilość wędlin i pasztetów was przeraża, a faszerowane jajka w ilości trzydziestu sztuk to zaiste kuriozalne danie na największym z półmisków - polecam sięgnąć do jakiejkolwiek książki kucharskiej z XIX wieku. Sałata wiosenna z 12 przepiórczymi jajkami i mała tarta jajeczna, którą chcę podać na śniadanie ma się nijak do tych dwunastu jeleni! Nie mówiąc o tym, że nie planuję żadnej pieczeni, z której po rozkrojeniu wylecą żywe przepiórki, gołębie i jarząbki! Chociaż jeszcze moja babcia nie umiała upiec mniej niż 15 mazurków. Szczytem zaskoczenia gości jest dziś ułożenie serwetek w fantazyjny wzór, a przecież to tylko - oczywiście bardzo ważne - śniadanie.

jajka wielkanocneMoże i mieli złocone jelenie, ale nie mieli takich pięknych kolorów! Fot. AU

Smacznego jajka!

Jajka w burakach, faszerowane awokado.Dania wielkanocne bez majonezu podobno się nie liczą. Ale Ewa Chodakowska mawia, że majonez lepiej zastąpić awokado. Sprawdziliśmy. Ewka mądrze prawi. Smakuje genialnie. No to #haps!A tu cały przepis: http://bit.ly/1T6ig7J

Posted by Haps on Wednesday, March 23, 2016