Jak zmusić Polaków do czytania? Należy połączyć czytanie z piciem alkoholu!

Jak co roku, płacz i zgrzytanie zębów, bo Polacy nie czytają i ani prośbą, ani groźbą do czytania się ich nakłonić nie da. Jest jednak pewien sposób, który pozwoli zachęcić rodaków do lektury...

(Fot. Quinn Dombrowski/ flickr.com/quinndombrowski CC BY-SA 2.0, kolaż foch.pl) (Fot. Quinn Dombrowski/ flickr.com/quinndombrowski CC BY-SA 2.0, kolaż foch.pl)

Gdy lata już temu przeprowadziłam się do Londynu, stanęłam przed problemem stworzenia sobie całej siatki znajomych praktycznie od zera. Chciałam, żeby to byli ludzie fajni i sensowni, a nie jakaś przypadkowa zbieranina narzucona mi przez okoliczności, więc musiałam podejść do zagadnienia pro-aktywnie. Wpadłam  wtedy na pomysł stworzenia klubu książkowego. Rozwiesiłam ogłoszenia w internecie i zaczęłam nawet bezpośrednio nagabywać ludzi na takich serwisach jak Goodreads.

Książki są wspaniałe, ale nieczytającym łatwiej się przeprowadzać. (fot. Kinga Burger) Książki są wspaniałe, ale nieczytającym łatwiej się przeprowadzać. (fot. Kinga Burger)

Plan spełnił swoje oczekiwania i mam teraz grupę znajomych, z którymi regularnie spotykamy się dyskutować o książkach. Często łączymy to też z wyjściami do kina, teatru lub na wystawę, a zawsze z jedzeniem i piciem. W naszym klubie dyscypliny nie ma żadnej. Panuje demokracja - zmieniająca się po kilku kolejkach w anarchię. I to wtedy, na lekkim rauszu, sobie często myślę: dlaczego ci Polacy nie czytają, przecież to takie fajne i można to idealnie połączyć z piciem alkoholu i kłóceniem się, dwóch konkurencjach, w których Polska ma szczególne osiągnięcia.

Kolejny raport o stanie czytelnictwa w Polsce i kolejne załamywanie rąk, bo każdego roku jest coraz gorzej. W 2015 już tylko 37% respondentów przeczytało chociaż jedną książkę. Niedługo nie będzie już komu nawet tego raportu przeczytać. Oczywiście powstaje dużo akcji odgórnych i oddolnych, żeby jakoś groźbą i szantażem tych ludzi do czytania zmusić. "Czytaj, bo będziesz głupi", "Czytaj, bo nie pójdę z tobą do łóżka". Tak jakby bycie głupim w jakikolwiek sposób w czymkolwiek w Polsce przeszkadzało, a co do chodzenia do łóżka, to co ta za groźba, skoro pozostaje przynajmniej 67% społeczeństwa, które nie ma nic przeciwko kopulacji z nieczytającymi.

Książki najlepiej połączyć z alkoholem (fot. Kinga Burger) Książki najlepiej połączyć z alkoholem (fot. Kinga Burger)

Daleka byłabym też od fetyszyzacji czytania i dawaniu mu bezwarunkowo statusu podwyższonej wartości moralno-intelektualnej. Osobiście bardziej wartościowe wydaje mi się słuchanie podcastów na jakieś ambitne tematy, oglądanie filmów dokumentalnych, chodzenie na wolne wykłady, wystawy czy do teatru niż czytanie o jakiejś pani, która rzuca wszystko, by przenieść się na prowincję, gdzie czeka ją szczęście i miłość lub o byłym agencie CIA, który po raz kolejny ratuje świat w pojedynkę. Oczywiście każdy może sobie czytać co chce i wstydu w tym nie ma żadnego, ale też nie ma co czuć jakiejś wyższości, tylko dlatego, że niewymagającą papkę przyswaja się w formie pisanej.

Jak namówić do czytania sąsiada? (fot. pixabay CC0) Jak namówić do czytania sąsiada? (fot. pixabay CC0)

Powoli muszę się zbliżyć do ostatecznej konkluzji tego felietonu (bo zaczynam się martwić, że nikt nie doczyta), która jest taka, że z ludźmi należy osobiście i po dobroci. Myśl globalnie, działaj lokalnie. Nie róbmy akcji jak namówić Polskę do czytania, tylko jak namówić do tego sąsiada/kuzynkę/kolegę z pracy/przyjaciółkę/narzeczonego. Jeżeli w ciągu tego roku każda z tych osób, które książkę przeczytały namówi chociaż jedną nieczytającą osobę do przeczytania jednej książki, przyszłoroczne statystki wykażą 74% czytających, eksperci odtrąbią sukces i wszyscy będziemy mogli odpalić sobie Netflixa i się zrelaksować.

Najłatwiej namówić na książkę takiego człowieka, którego się zna. (Po rekomendacje zapraszam na mojego bloga.) Wie się, co on lubi, czego nie lubi i czym się interesuje. Najlepiej chyba zacząć od jakiejś lekkiej, a niegłupiej literatury faktu na odpowiednio dobrany temat, prezentując obiektowi naszych wysiłków książkę w prezencie z ładnie i od serca napisaną dedykacją zupełnie bez okazji. Obiekt powinien się na tyle wzruszyć, żeby chociaż spróbować pierwszy rozdział przeczytać i może zaskoczy. Zawsze to jakiś sukces w szlachetnej walce o zwiększenie poziomu czytelnictwa.

Więcej o: