Jak się szybko uspokoić - 7 niezawodnych sposobów

Czasem zdenerwowanie przejmuje władzę nad rozumem. Są tacy, i ja do nich należę, którym zdarza się to częściej. Dlatego warto mieć na podorędziu kilka sprawdzonych metod, żeby w razie konieczności ugasić pożar neuronów i zadziałać racjonalnie.

Najlepszym sposobem na to, żeby nie działać pod wpływem gniewu, stresu czy strachu jest pozbycie się ich tak szybko, jak się da. I w moim wypadku działa to tak, że jak mam coś do wykrzyczenia to krzyczę.

Jestem typem choleryczno-sangwinicznym, a mój mąż - flegmatyczno-melancholijnym co oznacza, że gdy ja "palę Wołmontowicze" (chodzi o to, co Kminic z wściekłości zrobił z jedną wioską), to on rozważa sprawę. Dwa dni później jego gniew osiąga punkt kulminacyjny - ale ja już nie wiem, o co chodzi.

O ile jednak w bezpiecznej domowej atmosferze niepohamowane emocje mogą co najwyżej zepsuć dzień rodzinie (moi synowie znaleźli na to sposób: rozśmieszają mnie i niestety zawsze działa - okropne to, trudno utrzymać autorytet, jak się człowiek raz zacznie chichotać to już do wrzasku nie wróci), o tyle w sytuacji urzędowej albo służbowej należałoby się powściągnąć. Ponieważ mam za sobą kilka traumatycznych przeżyć, od lat skrupulatnie notuję w pamięci wszystkie rzeczy, które mnie uspokajają. Może i wam coś z tego się przyda. Przetestujcie i powiedzcie, jak wam poszło.

1. Oddychaj i licz

Pamiętam, że przeczytałam o tej technice w czasie, gdy bardzo źle się działo w mojej pracy. Non stop chodziłam z gulą w gardle i ze ściśniętym żołądkiem. Szukałam rozmaitych sposobów odstresowania się i trafiłam na ten: trzeba wciągnąć powietrze nosem licząc do trzech - staraj się jednocześnie przepychać je na samo dno płuc i napełnić nim brzuch. Potem przytrzymaj - licząc do pięciu i wreszcie wypuść powoli ustami - licząc do siedmiu. Całą akcję powtórz trzy razy. Bez wielkiej wiary zaczęłam to robić, ale - kurcze blade - to działa!

2. Keep smiling

Uśmiechając się - sami sobie wysyłamy pozytywny sygnał, a nasze samopoczucie zmienia się na lepsze, naprawdę! Kiedyś miałam możliwość rozmawiać z profesorem Vetulanim i on mi to potwierdził: przeprowadzono poważne doświadczenia, które dowiodły, że istnieje ścisły związek między mimiką twarzy - a uczuciami. Spróbujcie to zrobić i wsłuchajcie się w siebie: jest wam smutno i źle, ale zaczynacie się (trochę na siłę) uśmiechać. Zmiana samopoczucia gwarantowana. Można też spróbować idąc po ulicy uśmiechać się do ludzi. Co któryś odda ten wyraz bezinteresownej sympatii, życzliwości. To też pomaga.

3. Poczuj się dzieckiem wszechświata

Ściągasz buty, stajesz bosą stopą na trawie, zamykasz oczy, wystawiasz twarz do słońca. Albo wchodzisz do lasu, przytulasz się do drzewa. No tak, wiem, jeśli człowiek siedzi w biurowcu, to trudno mu tulić się do sosny. Dlatego warto mieć na okoliczność "pożaru w burdelu" wgrane na komórkę dźwięki tajgi syberyjskiej albo śpiew ptaków - mnie pomaga.

Lata świetlne przed nami, lata świetlne za nami - czym wobec tego jest jedna durna pinda, która ci zepsuła humor?

4. Nie jesteś jedna na świecie

Uspokaja mnie przyglądanie się ludziom np. w autobusie czy metrze i próba wyciągnięcia z tego jak wyglądają jak największej liczby informacji. Potem myślę sobie, że życzę im dobrze i że chciałabym, żeby dostali od losu to, czego im brak. Widzę kobietę w peruce, bez brwi i rzęs. Życzę jej zdrowia. Widzę zbuntowanego nastolatka z głową wciśniętą w ramiona - życzę mu zrozumienia od świata, a przede wszystkim od rodziców. Widzę śliczną dziewczynę w szpilkach i chanelowskim kostiumiku na wózku inwalidzkim - życzę jej prawdziwej miłości. I tak dalej.

5. Wpraw ciało i umysł w ruch

Nie jestem typem sportowca, niestety, ale uwielbiam dwie rzeczy: pływanie i jeżdżenie na rowerze. I jedno i drugie bardzo pomaga rozładować złe emocje. Tyle pisano o tym, ze ruch jest najlepszą odpowiedzią na stres, że ja nie będę. Sama jednak doświadczyłam, że jak człowiek się rusza - idzie, biegnie, płynie, to jednocześnie jakby się posuwał mentalnie na drodze do rozwiązania problemu. Wszystko się w głowie układa, wraz z ruchem. Rozpracowanie problemu, który nas wytrąca z równowagi zdecydowanie pomaga się uspokoić.

6. Stwórz oazę świętego spokoju

Pan B. powiesił mi w pokoju hamak, a ja przyczepiłam do niego dzwonek koshi. To jest moje miejsce, w którym mieszka święty spokój. Wystarczy się położyć, zamknąć oczy i oddać bezmyślności. Po chwili już lepiej. Myślę, że każdy może sobie stworzyć takie miejsce na własny użytek. Ono nawet nie musi być prawdziwe. Jako dziecko dużo czasu spędziłam w szpitalu. Wtedy wyobrażałam sobie, że mam pod ręką statek kosmiczny, wypełniony poduszkami, pufami i pluszakami. Mogłam nim odlecieć, ile razy chciałam. Wyobrażanie sobie tego ciepłego, miękkiego i bezpiecznego miejsca bardzo mi pomagało. Ta intuicyjnie odkryta metoda przydawała mi się także w dorosłym życiu. Niektórzy nazywają to wizualizacją. Niech będzie.

7. Skup się na tym, co od ciebie zależy

No niestety, nie wszystko. Nie mogę zatrzymać wojen, ale mogę wesprzeć ich ofiary. Nie mogę uniknąć choroby (jeśli na mnie czyha), ale mogę robić badania. Nie mogę sprawić, że szef mnie polubi, ale mogę wykonać swoją robotę najlepiej, jak potrafię. Nie mogę zabezpieczyć swojego dziecka przed całym złem świata, ale mogę je uczyć mądrości.

W ubiegłym roku dostałam paranoi, że co będzie, jak wybuchnie wojna. W związku z tym postanowiłam nas zabezpieczyć na wypadek wielkiego głodu - nigdy w życiu nie mieliśmy tylu przecierów pomidorowych, buraczków z cukinią i gruszek w occie.

Kurczę, robienie przetworów okazało niesamowicie skutecznym sposobem na uspokojenie!

Nie mówiąc o tym, jak miło, gdy w środku zimy buchnie ci ze słoika zapach sierpniowych pomidorów. To od razu przywraca wszystkiemu właściwe proporcje.

Więcej o: