Pokaż mi swój pulpit, a powiem ci kim jesteś

Zastanawialiście się kiedykolwiek, czy pracując w ładnym i przyjaznym wnętrzu można pracować lepiej? Albo czy zdjęcie na pulpicie komputera może o nas cokolwiek powiedzieć? Ja się nad tym czasem zastanawiam, nie z nudów, z czystej ciekawości.

kot Kot, idealny na kanapie oraz na pulpicie /fot. Pexels CC0

Jeśli nie masz własnej firmy, to w pracy masz niewiele swoich rzeczy. Może jakiś kwiatek, kubek, ulubiony długopis, czasem kalendarz. Reszta należy do firmy. Biurko jest służbowe, jak masz szczęście to masz też kontenerek pod biurkiem na dokumenty i kilka osobistych drobiazgów. Biura wyglądają często podobnie. Przestrzeń jest neutralna i bezosobowa oraz łatwa do utrzymania porządku. Najlepiej żeby było w miarę elegancko i sterylnie lub chociaż porządnie. Bezpieczne szarości, metal szkło, praktyczne meble w okleinie z jesiona, przewidywalność i ujednolicenie. Oczywiście są wyjątki, ale wróćmy na ziemię i weźmy się do roboty.

biuro Wróćmy na ziemię /fot. Magda Acer

Czasem zastanawiam się, czy pracując w sformatowanej przestrzeni nie formatuję również swojego mózgu? Skoro stare przysłowie mówi, że "z kim przestajesz, takim się stajesz", to może w jakimś stopniu odnosi się to również do otoczenia, w którym spędzamy co najmniej osiem godzin dziennie. Czy nudny pokój sprawi, że stanę się nudna? Mam nadzieję, że tak łatwo nie przesiąknę taką atmosferą i że mój mózg będzie asertywny. Kiedy oglądam zdjęcia absolutnie odjechanych biur, to w pierwszej chwili myślę, że chciałabym tam pracować. Jednak po chwili pojawia się refleksja, że te miejsca są zbyt oryginalne i w jakiś sposób rozpraszające, że nie jestem pewna, czy byłabym w stanie skupić się w nich na pracy.

Kwestia miejsca pracy jest bardzo indywidualna. Są ludzie, którzy mogą pracować w kawiarnianym gwarze, inni potrzebują ciszy i spokoju. Mam bardzo kreatywnych znajomych, którzy potrzebują w pracy absolutnego skupienia i ascetycznego wnętrza. Bałagan ich rozprasza. Inni najlepiej czują się w artystycznym nieładzie. Jestem raczej w tej drugiej grupie. Chaos wciąż mnie inspiruje. Kiedy pracuję moje biurko jest zawalone papierami. Muszę mieć swoje notatki, żółte karteczki z pomysłami i coś do bazgrania podczas rozmów przez telefon. Oczywiście kiedy kończę, chowam wszystkie papiery do szafy, obowiązuje nas tzw. polityka czystego biurka oraz ustawa o ochronie danych osobowych.

relaks Mogłabym tak pracować... do emerytury /fot. Pexels CC0

W moim urzędzie musimy dbać o porządek nie tylko na biurku, przeciwko czemu wcale się nie buntuję (żeby nie było). W praktyce oznacza to, że nie powinniśmy przyczepiać nic do ścian. Zaleca się, żeby ściany pozostały gładkie i nieskażone żadnym indywidualnym pierwiastkiem. Tak się jednak nie da. Wszyscy pracownicy, bez wyjątku przeprowadzają akty małej dywersji nadając przestrzeni wokół siebie nieco bardziej osobisty charakter.

Zaczęło się od kwiatów, które dosłownie wprowadzają życie i tlen do wiecznie klimatyzowanych biur, potem pojawiły się kalendarze, które i tak dostajemy pod koniec każdego roku. Później na ścianach zamieszkały ciekawe zdjęcia i obrazki namalowane pieczołowicie przez dzieci. Słowiańska, ułańska fantazja? Nie, to raczej naturalna ludzka potrzeba aranżacji przestrzeni, potrzeba sprawienia, żeby było ładniej i jakoś tak bardziej swojsko. Przyczepiając rysunki dzieci do ścian, ustawiając zdjęcia rodziny albo ukochanych zwierzaków na biurkach oswajamy i personalizujemy miejsce pracy. Chcemy zwyczajnie sprawić, żeby dzięki osobistym drobiazgom pracowało się nam lepiej. Osobiste akcenty pomagają przypomnieć sobie, co jest tak naprawdę ważne i po co chodzimy do pracy.

Jednak są przestrzenie, których z różnych powodów nie można zaaranżować w żaden sposób. Wówczas jedynym miejscem, które urządzamy według własnego uznania i fantazji jest pulpit komputera. Pokaż mi swój pulpit, a powiem ci kim jesteś. Może to banał, ale coś w tym jest. Na monitorach facetów najczęściej znajdziecie szybkie samochody, hojnie obdarzone przez naturę lub chirurga plastycznego laski, coś związanego z piłką nożną lub aktualnym hobby, ewentualnie jakąś fotkę z wakacji. Jeśli na pulpicie zobaczycie zdjęcia dzieci, słodkich zwierzaków lub ładne krajobrazy, to na 99% jest to komputer kobiety. Czy zdjęcie na pulpicie może coś o nas powiedzieć? Czy to tylko przypadkowo ładny obrazek, na którym rozmieszczamy ikony programów i folderów?

pulpit To, co tam masz na pulpicie /fot. Pexels CC0

Przez długi czas miałam ustawione dość mroczne zdjęcie, które po prostu bardzo lubiłam. Wiele osób pytało, czemu nie mam na pulpicie zdjęcia dzieci, tylko taki dziwny i trochę straszny obrazek? Znudzona tymi pytaniami zaczęłam odpowiadać, że to zdjęcie oddaje mój stosunek do pracy, co z reguły kończyło wywiad. Teraz mam widok z Orlej Perci na Dolinę Pięciu Stawów. I kiedy chcę sobie zresetować głowę po tabelkach w excelu, to przełączam się na pulpit i myślę sobie, że już niedługo wrócę w to piękne miejsce w Tatrach.

Magda Acer