14 rzeczy, które twój kierowca Ubera chciałby żebyś wiedział

Uber jest dobry, bo jest dobry i tani. Jednak niekoniecznie jest to dobra praca. Podpowiemy wam, jak ułatwić życie ludziom, którzy ją wykonują. Wykreślcie więc kilka punktów z poniższej listy.

04.08.2015 Gdansk . Aplikacja firmy przewozowej Uber .  fot. Lukasz Glowala / Agencja Gazeta ŁUKASZ GŁOWALA

1. Jako kierowca Ubera jeździłem przez półtora miesiąca. Przez ten czas przejechałem dobrych parę tysięcy kilometrów. Po mieście. Często zadawano mi pytanie, czy praca jest fajna. Dla mnie była koniecznością. Byłem w dołku finansowym.

2. Nie, ta praca nie była fajna. W międzyczasie szukałem innej.

3. Jeździłem na godziny. Stawka 12zł/h z hakiem (kpina!). Matematyka była prosta. Im więcej wyrobię godzin, tym większa będzie wypłata. Jeździłem więc po 8-12h, czasami po 15h. Rano, popołudniu, w nocy. Po tygodniu byłem zajechany jak pięty Indianina. Byłem niewyspany, a moje ciało obolałe i spięte od siedzenia w samochodzie. Kiedy było bardzo źle, zakładałem okulary przeciwsłoneczne, żeby pasażerowie nie widzieli moich oczu.

4. Do pracy potrzebne mi było zaświadczenie o niekaralności i posiadanie prawa jazdy od co najmniej trzech lat. Załatwiłem papiery i jazda. Dostałem służbowy samochód, zapisywałem przebieg km. Każdego dnia robiłem raport co, gdzie, jak i kiedy. W ciągu półtora miesiąca odbyłem ponad dwieście kursów. Przewiozłem kilkaset osób. Na początku zapamiętywałem ich twarze. Po kilku dniach każdy pasażer był dla mnie taki sam.

5. A jacy byli pasażerowie? Ludzie jak ludzie. Niektórzy zagajali rozmowę, łaknęli jej. Inni milczeli. Dzień dobry, jedziemy tu i tu, do widzenia. Jeden pasażer, totalny dandys, przez prawie godzinę jazdy rozmawiał ze swoją matką. Musiałem tego słuchać. A nie chciałem.

6. Pracę jako kierowca rozpocząłem zaraz po incydentach z warszawskimi taksiarzami, którzy obrzucali jakimś śmierdzącym świństwem kierowców Ubera. Jeździłem z duszą na ramieniu. Szczególnie kiedy musiałem stawać przy oznaczonych taksówkach.

7. Irytujące incydenty? Dostałem zlecenie, które zostało oznaczone na przystanku autobusowym na trasie Łazienkowskiej. Na ruchliwej trasie w godzinach szczytu. Autobus za autobusem. Każdy na mnie trąbił, kierowcy pukali się w czoło, ludzie patrzyli jak na kretyna. Szczęście, że nie spowodowałem wypadku. Po kilku minutach, po prostu odjechałem.

Uber Uber

8. Inny przykład? Noc. Jadę w miejsce zaznaczone na mapie przez klienta. Totalne zadupie. Krzaki, dziury, musiałem jechać 5 km/h, żeby przejechać przez nierówny teren. Co było wokół mnie? Nie miałem pojęcia, bo było ciemno, żadnych świateł. Gęsty mrok. Bałem się. Zamknąłem samochód od wewnątrz, napisałem do dziewczyny gdzie jestem, żeby wiedziała na wypadek gdyby... Dzwoni telefon. Kobieta. - Za ile pan będzie, bo czekamy już. Odpowiadam, że już jestem na miejscu, ale zaszła chyba jakaś pomyłka. Okazało się, że pani oznaczyła na mapie zły punkt. Oczywiście twierdziła, że wina leży po mojej stronie. I zrezygnowała z przewozu. Przeprosiłem i życzyłem miłej nocy.

9. Noc, a może rano? Zagłębie melanżu. Mazowiecka. Do auta wchodzi dwóch chłopaków. Jedziemy. Mieli ze sobą jedzenie. Po chwili cały samochód śmierdział naczosami, sosem pomidorowym, a to wszystko zmiksowane z przetrawionym alkoholem. Totalna bejownia. Dojechaliśmy na miejsce docelowe. Wysiadają. Odwracam się. Kanapa i drzwi były umazane tłustym sosem (te chłopaki zresztą też). Krzyczę do nich. - Przepraszam! Panowie! Zostawiliście mi syf. Jak ja mam teraz jeździć? Muszę jechać na myjnię, a jest noc! Już dzisiaj nic przez was nie zarobię! Czyszczenie samochodu kosztuje 50 zł. Chłopak spojrzał na mnie (był nawalony) zapytał, czy nie obejdzie się bez płacenia. Odpowiedziałem mu, że niestety. Poszedłem z nim do bankomatu, wypłacił 50 zł i mi je dał. Klient brudzący, ale nie awanturujący się. Chociaż tyle dobrze.

10. Będąc uberowym kierowcą zostałem, chcąc nie chcąc, dilerem. Wiozłem trzech Rosjan. Typowe Borysy. Równe chłopaki. Odwiedziliśmy kilka miejsc. Chodziło o trawkę. Chyba mnie polubili, bo namawiali gorąco, żebym zrobił sobie przerwę i poszedł z nimi na imprezę "zapalić" i się wyluzować. Widać musiałem wyglądać na spiętego. Grzecznie, ale stanowczo odmówiłem.

Uber Uber

11. Raz zdarzyła mi się bardzo niesympatyczna młoda dama. Pomyliłem drogę (Uber korzysta z nawigacji Googla). Poinformowałem ją o tym, przeprosiłem i zawróciłem w dodatku w miejscu niedozwolonym. Dziewczyna zażądała przewozu za darmo.

12. Piątek i weekend to największy ruch. W piątek od godz. 16 do 6 rano, praktycznie non stop są zlecenia. Nie lubiłem weekendów, bo ludzie zamawiali samochód w oznaczone miejsce, po czym nie przychodzili. Nie odbierali telefonów, odzywały się sekretarki. Cóż, alkohol robił swoje.

13. Od trzech lat mam prawo jazdy. W tym czasie dostałem tylko jeden mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu. Przez półtora miesiąca pracy jako kierowca Ubera dostałem 15 pkt karnych i 350 zł mandatu w sumie. O 15 pkt i o 350 zł za dużo.

14. Moja refleksja. Warszawa jest ogromna. Nauczyłem się szacunku dla miasta. Mieszkam tutaj od urodzenia. Od 25 lat. Ale dopiero teraz miałem okazję poznać miasto i jego zakamarki. Poczuć klimat ulic. Ludzie jeżdżą do pracy i z powrotem, odwiedzą ciotkę, pójdą na piwo, do kina. Poruszają się tylko głównymi ulicami i nie mają pojęcia, jak olbrzymia, różnorodna i ciekawa jest Warszawa.

Opowiadał Marek