Caitlin Moran: Nikt nie zastanawia się czy 70-letni Bob Dylan dobrze prezentuje się na plaży

Odkąd jako osiemnastolatka zaczęła publikować w "The Times", Caitlin Moran jest pełnoetatową ekspertką od kobiecości. Nam autorka "Jak być kobietą?" i "Dziewczyny, którą nigdy nie byłam" wyjaśnia dlaczego nastolatki mają przerąbane, feministka to nie Jezus w spódnicy, a 500+ jest głupim pomysłem.

foch.pl/fot Gareth Iwan Jones foch.pl/fot Gareth Iwan Jones

Jak ci się udało tak wcześnie wkroczyć w tradycyjnie męski świat "poważnego" dziennikarstwa?

CAITLIN MORAN: Gdy zaczynałam pisać, mężczyźni wyprztykali się już z tematów. Jako kobieta miałam mnóstwo przeżyć, których nikt jeszcze nie opisał. Zamiast pisać o Luke'u Skywalkerze czy innym białym chłopaku walczącym ze złem, oddałam głos osobom, które dotychczas były niewidzialne. Takim jak biedne, grube nastolatki, które pragną zmieniać świat.

Jak Johanna z Twojej powieści "Dziewczyna, którą nigdy nie byłam".

- Tak, bo one mają najbardziej przerąbane. Rolą współczesnej nastolatki jest wyglądać seksownie i mówić rzeczy w stylu "jestem śmiertelnie zakochana w Bradzie!" Nikt ich nie przedstawia jako inteligentne, ambitne i głodne życia. Młode dziewczyny świata uczą się z mediów, które krytykują ich idolki za nieudane stylizacje i nietrafione wybory miłosne, a do nich samych mówią komendami typu: "Schudnij!" albo "Kup tę sukienkę!" Dlatego ja, pisząc o nastolatkach wyobrażam sobie, że siedzimy razem, śmiejemy się z tych bzdur i kombinujemy jak naprawić świat.

Dla tych dziewczyn jesteś autorytetem. Odpowiada Ci to?

- Bardzo. Kobiety, które odniosły sukces zwykle reagują na podziw skrępowaniem. Komunikat, który najczęściej wysyłamy to: "Proszę, nie szanujcie mnie, nie słuchajcie! Jestem głupiutka, nie mam nic do powiedzenia i zaraz potknę się o własne nogi" Ja mówię: zwróćcie na mnie uwagę! Mam masę doświadczeń, jestem sympatyczna i gadam z sensem. Widzę was i wasze problemy, więc pozwólcie mi je rozwiązać.

Czego uczysz swoje nastoletnie córki?

- Radości życia i feminizmu - chcę, żeby wiedziały, że nie jest on zbiorem bzdurnych zakazów w stylu: "Nie maluj się" albo "Nie noś krótkich kiecek", tylko narzędziem, które przydaje się na każdym kroku. Kiedy włączają teledysk, w którym Rihanna stoi w szczerym polu w samych gaciach i domaga się brutalnego seksu, moje córki mają świadomość, że kręcąc go mogła mieć bolesny okres i marzyć, żeby pozwolili jej wystąpić w sweterku. Rozumieją, że nawet perfekcyjne celebrytki nie są seksowne przez całą dobę i że one też nie muszą.

fot Gareth Iwan Jones Gareth Iwan Jones / Gareth Iwan Jones

Czy drażni cię epatowanie seksem?

- Nie, ale nie podoba mi się, że kobieta zawsze musi wyglądać ponętnie. Ile czasu realnie spędzamy na uprawianiu seksu? Kilkanaście, kilkadziesiąt minut tygodniowo? Wieczna seksowność jest zatem dość niepraktyczna. O wiele bardziej użytecznie byłoby cały dzień snuć się w piżamie, w pełnej gotowości na te siedemdziesiąt godzin snu, których potrzebujemy. Wiesz co? Mam nadzieję, że Rihanna zrobi coś naprawdę przełomowego i spróbuje po ludzku się zestarzeć. Z niecierpliwością czekam na pierwszą gwiazdę pop, która zdziadzieje i dorobi się włosów na brodzie. Do tego potrzeba jednak siły i władzy. Mężczyźni dysponują nimi od dawna, dlatego nikt nie zastanawia się czy siedemdziesięcioletni Bob Dylan dobrze prezentuje się na plaży. Dopóki kobiety nie mają prawa siwieć, tyć i zapuszczać wąsów jak faceci, nie ma mowy o równouprawnieniu.

Czy celebrytki nadają się na ikony feminizmu?

- Jasne. Weźmy Beyonce, Lorde, Taylor Swift, Lenę Dunham, Amy Schumer..

Niektórzy twierdzą, że ich feminizm jest wybiórczy albo udawany...

- Ludziom wydaje się, że wzorowa feministka musi brać na warsztat wszystkie co do jednego problemy kobiecości. Szukają Jezusa w spódnicy, który zbawi trzy i pół miliarda kobiet. Tymczasem feminizm jest jak patchworkowa kołdra - każdy doszywa swój kawałek materiału. Taka Taylor Swift, na przykład, bardzo często zamiast szpilek wybiera wygodne buty, pisze piosenki o kobiecej przyjaźni i uczy młode dziewczyny, że posiadanie w życiu więcej niż jednego chłopaka nie czyni cię puszczalską. To bardzo dużo jak na jedną osobę.

Ale wciąż za mało, żeby przestała być przedmiotem krytyki. Takiej Lenie Dunham internet wciąż wypomina narcyzm i perwersyjność.

- Przypadek Leny pokazuje, że nadal nie da się być kobietą i nie oberwać nawet za delikatne naruszenie konwenansów. Wszyscy ją maglują, atakują i każą bronić swoich poglądów i twórczości. A przecież to normalna dziewczyna, która napisała zabawny serial ku pokrzepieniu rówieśniczych serc. Kiedy moje córki zaczęły dorastać, przerażało mnie, że w sieci pełno jest teraz darmowej pornografii, która z pewnością posłuży im za edukację seksualną. Wtedy z pomocą przyszła Lena i jej serial. Z "Dziewczyn" wynika, że jeśli zachce ci się akrobacji inspirowanych pornografią, to spadniesz z kanapy, rozboli cię odbyt i umrzesz ze śmiechu. Lena uczłowiecza seks i pokazuje nam coś, czego próżno szukać w filmach porno: reakcję kobiety, której mina mówi "Czy to powinno mi się podobać?". To bezcenne!

Choć feminizm ma się lepiej niż kiedykolwiek, mnóstwo kobiet nadal się od niego odżegnuje. Jak na to reagujesz?

- Duszkiem wypijam kieliszek tequili i mówię: "Uwierzę, że nie jesteś feministką pod warunkiem, że nie miałaś szansy na zdobycie wykształcenia, więc możesz wykonywać zaledwie garstkę zawodów; że wychodząc za mąż rzuciłaś pracę albo nie przeszkadza ci, że twoje zarobki wędrują na konto męża; ani że z prawnego punktu widzenia wszystko co posiadasz, a także twoje dzieci i ty sama stanowicie własność mężczyzny; że nie możesz głosować, a jeśli zostaniesz zgwałcona, sąd nie uzna tego za przestępstwo. Jeśli tak wygląda twoje życie i jesteś z niego zadowolona, to masz święte prawo odżegnywać się od feminizmu. Jeśli natomiast jako kobieta cieszysz się pełną autonomią, to wiedz, że jesteś feministką i zawdzięczasz swoje prawa innym kobietom, które je dla ciebie wywalczyły."

Niektórzy powiedzieliby, że to wszystko prawa człowieka gwarantowane przez konstytucję, a nie feminizm.

- Prawa człowieka nie stawiają na pierwszym miejscu kwestii związanych z rozmnażaniem, wykorzystywaniem seksualnym, małżeństwem. Mówiąc ogólnie o prawach człowieka nie dostrzegamy, że pula, która przysługuje kobietom jest znacznie mniejsza. Te nierówności da się wyeliminować, ale musimy zacząć nazywać rzeczy po imieniu.

Czy pod tak definiowanym feminizmem mogą podpisać się mężczyźni?

- Nie tylko mogą, ale i muszą. Feminizm jest tożsamy z równouprawnieniem, a równouprawnienie nigdy nie stanie się faktem, jeśli będzie je uznawać tylko połowa społeczeństwa. Poza tym, jeśli feminizm stawia znak równości między płciami, to jak można mężczyznom odbierać prawo do feminizmu? To nielogiczne.

Jako jedna z pierwszych opisałaś swoją aborcję, której poddałaś się jako mężatka, legalnie, w bezpiecznych warunkach. Taki tekst nie powstałby w Polsce.

- Wiem o czym mówisz i przeraża mnie to. Odbieranie nam prawa do świadomego macierzyństwa oznacza powrót do czasów kiedy kobiety robiły za maszynki do rozmnażania. Jeśli nie zabił ich poród, rodziły po dziesięcioro dzieci, którym nie były w stanie zapewnić należytej opieki. Po wprowadzeniu antykoncepcji okazało się, że nie wszystkie mamy ochotę zarodzić się na śmierć. Niektóre z nas chcą dożyć starości i zamiast gromadki wolą mieć jedno dziecko.

Polki dostają od rządu pięćset złotych zasiłku, żeby nie poprzestawać na jedynaku.

- Chyba nikt tego dobrze nie przemyślał. Programy, w których kobietom płaci się za rozmnażanie stawiają nas w kłopotliwym położeniu. Doraźny zastrzyk gotówki kusi, ale pomyśl: co będzie kiedy dzieci dorosną? Nie będziesz miała nic do roboty, bo poświęciłaś się macierzyństwu, a rynek pracy krzywo patrzy na dwudziestoletnią wyrwę w CV. Bez własnych oszczędności będziesz całkowicie zależna od męża, który - jeśli wierzyć statystykom - właśnie wtedy zacznie rozglądać się za kimś młodszym.

Nikt nie myśli o długofalowych konsekwencjach, kiedy brakuje pieniędzy na czynsz i pieluchy.

- To prawda. Jeśli z trudem wiążesz koniec z końcem, weźmiesz te pieniądze i urodzisz dzieci, których nie chcesz albo o które nie możesz zadbać. A potem z tych niechcianych, zaniedbanych dzieci wyrosną zaburzeni dorośli - narkomani, prostytutki, przestępcy. Wiesz ile rządowych pieniędzy pochłaniają takie przypadki? Drożej dla kraju byłoby tylko iść na wojnę.

Spotkać swoja idolkę - spełnione marzenie! Spotkać swoja idolkę - spełnione marzenie!

*Caitlin Moran (ur. 1975) - brytyjska dziennikarka, felietonistka "The Times" . Po polsku ukazały się dwie jej książki: "Jak być kobietą" i "Dziewczyna, którą nigdy nie byłam" .

Wydawnictwo Czarna owca Wydawnictwo Czarna owca

Więcej o: