Thule Urban Glide - test wózka nie tylko dla biegaczy

Czy świetny wózek biegowy może też być praktyczną miejską spacerówką? Sprawdzamy Thule Urban Glide - wózek joggingowy, który według obietnic producenta ma łączyć w jednym cechy idealnego wózka zarówno do biegania w terenie, jak i w miejskiej dżungli.

Zostaliśmy poproszeni o przetestowanie wózka biegowego Thule Urban Glide . Mój mąż, biegacz-amator, czytał o nim wcześniej w internecie. Ja nie wiedziałam nic i nie byłam jakoś szczególnie zachwycona perspektywą. Wózek do biegania? Dla mnie? A co ja miałabym z nim robić? Przecież biegać zdarza mi się co najwyżej za autobusem, a i to sporadycznie. Zdaniem producenta Thule Urban Glide, jak sama nazwa wskazuje, sprzęt doskonale nadaje się również do miasta. No to sprawdzam!

Testujemy ekstra wóz!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Natalia Sosin-Krosnowska (@matka_roku)

Wózek przyjechał zapakowany w niewielki karton. Po wyjęciu ukazał się moim oczom dość kompaktowo wyglądający aluminiowy stelaż ze zdemontowanymi kołami. Jak się okazało, nie czekało nas żadne skręcanie, w wózku wszystko działa "na wcisk" (szwedzka myśl techniczna!). Jego złożenie i rozłożenie jest dziecinnie proste - jeden ruch i można ruszać w drogę. Zresztą, zobaczcie sami:

Złożony wygląda imponująco. To naprawdę kawał wozu (wymiary po złożeniu: 87,5 x 53 x 35 cm - długość, szerokość, wysokość). Zaznaczyć muszę, że złożenie i rozłożenie wózka nie sprawiło mi żadnych kłopotów mimo niedawnej poważnej kontuzji (nadgarstek złamany z przemieszczeniem, niespełna rok temu). Po przekręceniu blokady wózek właściwie rozkłada się sam.

Kolejna zaleta, którą od razu można odczuć to lekkość - Thule Urban Glide waży 10,5 kilo. Nie jest to waga piórkowa, jak w przypadku tak zwanych "parasolek", ale nie tego przecież spodziewamy się po takim sprzęcie. Jak na wózek do biegania to naprawdę mało. Kolejna ważna cecha to pasy. Porządne, pięciopunktowe, zapewniające dziecku stabilne siedzenie podczas podróży, z wygodną regulacją i miękkimi ochraniaczami zarówno na wysokości ramion, jak i na klamrze, spinającej całość między nóżkami malucha. Siedzisko jest natomiast na tyle szerokie, że dziecko nie czuje się skrępowane i "wciśnięte w fotel". Po bokach są nawet małe kieszonki, w których można schować zabawkę czy butelkę z napojem malucha.

Thule Urban Glide - wózek biegowy i miejski (Fot. Wojtek Krosnowski) Thule Urban Glide - wygodna spacerówka do biegania i na miasto (Fot. Wojtek Krosnowski)

Miejsca do przechowywania jest w ogóle zaskakująco dużo i jest ono dobrze przystosowane do użytkowania "w biegu". Ktoś to dobrze przemyślał - duża torba pod wózkiem, zamykana na zamek, ale też zapinana na rzepy, dzięki czemu łatwo się do niej dostać. Spokojnie zmieszczą się w niej większe zakupy. Dodatkowo siateczkowa kieszeń z tyłu siedziska i mała kieszonka z tyłu torby, idealna na klucze, portfel, telefon.

Thule Urban Glide - duża torba i poręczne kieszenie na drobiazgi (Fot. Wojtek Krosnowski) Thule Urban Glide - duża torba i poręczne kieszenie na drobiazgi (Fot. Wojtek Krosnowski)

Postanowiliśmy, że wózek przetestujemy oboje - wiadomo, że Urban Glide jest zaprojektowany głównie jako wózek biegowy i nie spodziewaliśmy się, by miał w tej kwestii rozczarować. Ale co z funkcjonalnością w mieście? Jak poradzi sobie z wysokimi krawężnikami? Jak będzie się go targać na drugie piętro bez windy? Czy sprawdzi się w alejkach sklepowych? Mój mąż biega, wziął więc naszego dziewięciomiesięcznego współtestera na przejażdżkę. Ja postanowiłam zająć się sprawdzeniem komfortu użytkowania w wersji miejskiej.

Thule Urban Glide testowany przez tatę i jego dzielnych asystentów (Fot. Natalia Sosin-Krosnowska) Thule Urban Glide testowany przez tatę i jego dzielnych asystentów (Fot. Natalia Sosin-Krosnowska)

Wrażenia z biegu trasami zróżnicowanymi - od asfaltu, przez las, aż po nadwiślańską piaszczystą ścieżkę: doskonale się prowadzi, jest lekki, zwrotny, stabilny. Nie grzęźnie nawet w piachu. Masz poczucie, że dziecko jest bezpieczne, poza tym plusem jest "okienko" z tyłu daszka, przez które można podglądać malucha. Biegacze chcący korzystać z Thule Urban Glide powinni liczyć się zapewne z koniecznością dokupienia uchwytu na bidon, bo zatrzymywanie się po to, by wyciągnąć wodę z kieszeni na plecach siedziska nie jest wygodne, a w biegu nie sposób to zrobić. Hamulec ręczny (zwykły pasek, który zakładamy na przegub) jest najprostszym i najlepszym rozwiązaniem - w razie potrzeby pierwszym odruchem jest szarpnięcie i to się sprawdza.

Wspomniany daszek też jest atutem - duży, na krawędzi z siateczką, która daje cień. W przypadku wiatru czy mocnego słońca można zrobić z niego osłonę z przodu, która ochroni niemal całego pasażera.

Thule Urban Glide - pasażer osłonięty od stóp do głów (Fot. Natalia Sosin-Krosnowska) Thule Urban Glide - pasażer osłonięty od stóp do głów (Fot. Natalia Sosin-Krosnowska)

No dobrze, a co z użytkowaniem miejskim? W końcu nie tylko do biegania stworzono ten pojazd.

Moje pierwsze wrażenie ze spaceru było bardzo pozytywne. Wózek praktycznie "prowadzi się sam", można kierować jedną ręką bez wysiłku. Fantastyczna jest rączka z regulowaną wysokością, dzięki której spacery przestały kojarzyć mi się z codziennym bólem kręgosłupa, jaki niestety funduje nasz dość niski wózek. Hamulec ręczny świetnie się sprawdza także na mieście, zwłaszcza że ten drugi, nożny, jest niewygodny w użyciu. Szczególnie zwalnianie go (jest to twardy drut) było lekko bolesne. Nie wyobrażam sobie robienia tego latem w sandałach czy klapkach.

Thule Urban Glide w parku (Fot. Wojtek Krosnowski) Thule Urban Glide w parku (Fot. Wojtek Krosnowski)

Manewrowanie między półkami sklepowymi jest trudniejsze niż w przypadku zwykłej spacerówki, Urban Glide jest długi i ma spore koła. Trzeba brać na to poprawkę.

Trochę obawiałam się, jak będzie mi szło wciąganie wózka na drugie piętro po schodach, ale okazało się, że te duże koła załatwiają sprawę - wjeżdża się stopień po stopniu o wiele łatwiej niż naszym wózkiem. Tak, trochę znielubiłam naszego "staruszka", ale tylko trochę, bo siedzisko Urban Glide'a ma jeden, jak się okazało spory - z punktu widzenia naszego dziecka - minus. Nie da się ustawić go w pozycji pionowej. Maluch był wyraźnie zirytowany wymuszoną pozycją półleżącą. Oparcie bardzo łatwo się rozkłada do całkowitego leżenia (system paska z klamrą blokującą), ale do całkowitego pionu nie dochodzi. A siedzenie w pionie i obserwowanie świata jest obecnie w życiu naszego dziecka absolutnym priorytetem. Może z czasem mu się znudzi.

Thule Urban Glide - duże koła dają radę na każdych schodach (Fot. Wojtek Krosnowski) Thule Urban Glide - duże koła dają radę na każdych schodach (Fot. Wojtek Krosnowski)

Podsumowując: po niemal miesięcznym używaniu wózka mogę spokojnie polecić go ludziom, biegającym naprawdę dużo i chcącym biegać z dziećmi. Nie jest to raczej dobra opcja dla niedzielnych biegaczy, którzy więcej czasu spędzają na spacerach po mieście, muszą z dzieckiem wyjść na zakupy, muszą manewrować między fatalnie zaparkowanymi samochodami i (może nie przede wszystkim, ale jakże to ważne!) muszą gdzieś ten wózek trzymać rozłożony. U nas w domu wózek pełni chwilowo funkcję bezpiecznego miejsca dla dziecka, kiedy jestem z nim sama i potrzebuję, na przykład, zrobić coś w kuchni czy łazience. Z Urban Glide'em to zadanie utrudnione. No, chyba że ktoś ma wielki dom albo stać go na kilka wózków. Wtedy polecam bardzo! Ale to już zupełnie inna historia.

Plusy:

- Super jakość materiałów i wykonania

- Banalnie proste składanie i rozkładanie

- Niewielki rozmiar po złożeniu

- Pakowna torba pod wózkiem i dobrze zaprojektowana dodatkowa przestrzeń do przechowywania - wszystko to łatwo dostępne dzięki zamknięciom na rzepy

- Niska waga

- Pięciopunktowe pasy z miękkimi osłonami

- Wygodny w prowadzeniu, zwrotny

- Duże koła

- Regulacja rączki - dobra dla dużych i małych!

Minusy:

- Niewygodny hamulec nożny

- Siedzisko w pozycji półleżącej lub leżącej

Więcej o: