Romans w pracy - schemat, którego da się uniknąć

Romans w pracy. Brzmi interesująco, a może nawet znajomo. To na pewno kusząca odmiana dla codziennej monotonii, na pewno będą wspomnienia i kilka(dziesiąt) wspaniałych orgazmów. Tylko czy warto ryzykować karierę, zasady, opinię, nerwy?

Z uczuciami nie wygrasz Z uczuciami nie wygrasz /fot. Pexels CCo

Nie jestem strażnikiem moralności, nie zamierzam oceniać i piętnować ludzi, którzy zdecydowali się na biurowe amory. Słyszałam już wypowiedzi święcie oburzonych, że to moralne dno, że etycznie karygodne. Zwłaszcza, gdy romans rozwija się między osobami, które aktualnie są w stałych związkach. Otóż, to wszystko nie jest takie proste, ani z czarno-białe.

Tak się bowiem składa, że praca jest doskonałym miejscem do nawiązania romansu. Spędzamy tam, co najmniej osiem godzin dziennie, czyli w praktyce, często więcej niż z mężem lub żoną. Pracując wspólnie nad projektem łatwo się zbliżyć do drugiej osoby, zafascynować jej sposobem myślenia i rozwiązywania problemów. W dodatku odpada cała trywialność życia codziennego i małe domowe niedociągnięcia w postaci rozciągniętego dresu, niedomalowanych paznokci, czy przetłuszczonych włosów. W pracy, wizerunkowo, często prezentujemy lepszą wersję siebie. Są sytuacje, w których relacja zawodowa szybko może przerodzić się w bardziej intymną. Wspólna, intensywna praca zbliża. Od tego trudno jest uciec.

W biurowych rozmowach, oprócz tematów stricte związanych z konkretnym zadaniem, zaczynają pojawiać się wątki osobiste. To się prostu dzieje, naturalnie. Najgorzej, jeśli okazuje się, że macie wspólne zainteresowania, lubicie te same książki, filmy, macie podobne poglądy, jeśli nić porozumienia jest coraz mocniejsza. Wówczas pojawia się chemia, wcale nieproszona. Po cichutku i powoli wpełza w tę przestrzeń między wami. I nagle okazuje się, że sposób w jaki on podwija rękawy białej koszuli, kiedy siedzicie po godzinach nad pilnym zleceniem doprowadza do tego, że nerwowo przygryzasz usta (cóż, każdy ma jakąś słabość i drobne fetysze). Doprowadza cię do granic szaleństwa. Na myśl o nowym dniu w pracy uśmiechasz się jak nienormalna. W brzuchu szaleją motyle. I to jest tak absolutnie przyjemne, że nie chcesz żeby się skończyło.

Obrabiacie jakieś tabelki w Excelu, analizujecie wyniki sprzedaży, czy skupiacie się nad czymś równie fascynującym, a ty łapiesz się na tym, że zamiast myśleć o liczbach, wizualizujesz sobie różne przemiłe sytuacje zaczynające się od powolnego rozpinania guzików koszuli, a kończące na serii uniesień. Najchętniej włożyłabyś głowę, do wiadra z lodem. W myślach rozkazujesz sobie ogarnąć się i uspokoić. Gdzie, do licha jest ten lód! Tylko, że on się tak uśmiecha i proponuje wino po pracy. Jesteś ugotowana i nawet jeśli chcesz się jakoś wymigać, i tak wiesz, że to bez sensu. Pokusa jest ogromna, a rozsądek jakby cofnął się wieku niemowlęcego i gaworzy tylko coś niezrozumiale, więc kompletnie go nie słuchasz.

SZUKASZ SPOSOBU, BY NAPRAWIĆ SWÓJ ZWIĄZEK? TEN TEST POMOŻE ZDIAGNOZOWAĆ WASZĄ RELACJĘ>>>

Pretekstem do romansu może być jeszcze bardziej banalna sytuacja. W twoim związku się nie układa, pokrzykujecie na siebie. W powietrzu wiszą dąsy i pretensje, atmosfera jest fatalna. I w tym wszystkim trafia się delegacja, konferencja, czy jakiś inny służbowy wyjazd. A na wyjeździe on. Miły, szarmancki, do tego przystojny i wysportowany, jak w ogóle mogłaś nie zauważyć wcześniej tego ciała. W dodatku ewidentnie cię podrywa. Niby znacie się całkiem nieźle z biura, ale teraz masz okazję poznać go bliżej, a nawet bardzo blisko. Masz wrażenie, że to klasyczny motyw z typowego romansidła. Tylko że przytrafia się tobie.

Wszystko fajnie i przyjemnie, tylko co potem? Bo zawsze jest jakieś potem. Te wszystkie fantastyczne emocje, motyle, które wygryzają ci dziurę w trzewiach, są tak bardzo kuszące. Zauroczenie jest takie efektowne. A seks? Czy może być coś przyjemniejszego? Sęk w tym, że po chwili radości przychodzi codzienność i otrzeźwienie. Spotkania na korytarzu, niezręczność związana z tym, że oboje nie do końca wiecie jak się po tym wszystkim zachować. Do tego wszystkiego dochodzi lęk przed plotkami i przylepieniem łatki panny puszczalskiej, takie znane, swojskie "co ludzie powiedzą".

Ale przynajmniej było miło Ale przynajmniej było miło /fot. Pexels CCo

Jestem ostatnią osobą, która mogłaby oceniać i potępiać romanse w pracy. Nie dlatego, że sama w to brnęłam. Nie brnęłam, ani nie praktykowałam, po pierwsze dlatego, że jestem w stałym związku. Po drugie jestem pod tym względem strasznym tchórzem i zawsze wycofywałam się, gdy relacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Ale zdaję sobie sprawę z tego, jak łatwo jest przekroczyć granicę pozornie niewinnego flirtu. Po trzecie nie do końca wierzę w przyjaźń między kobietą a mężczyzną. Ona nie istnieje w czystej formie. W tle, w podświadomości zawsze pojawia się instynktowne zainteresowanie drugą stroną. A stamtąd łatwo pójść o krok dalej. Bardzo łatwo.

Magda Acer

SZUKASZ SPOSOBU, BY NAPRAWIĆ SWÓJ ZWIĄZEK? TEN TEST POMOŻE ZDIAGNOZOWAĆ WASZĄ RELACJĘ>>>