Kultura gwałtu istnieje - sprawa Brocka Turnera jest najnowszym dowodem

20-letni były student uniwersytetu Stanforda i utalentowany pływak z szansami olimpijskimi napastował seksualnie nieprzytomną dziewczynę. Sposób w jaki opinia publiczna oraz wymiar sprawiedliwości traktują sprawcę i ofiarę pokazuje, że coś jest bardzo nie w porządku.

In this June 2, 2016 photo, Brock Turner, 20, right, makes his way into the Santa Clara Superior Courthouse in Palo Alto, Calif. The six-month jail term given to Turner, the former Stanford University swimmer who sexually assaulted an unconscious woman after both attended a fraternity party, is being decried as a token punishment. (Dan Honda/Bay Area News Group via AP) MAGS OUT NO SALES Brock Turner w drodze do sądu (Dan Honda)

Kultura gwałtu to nie jest pusty slogan. Kultura gwałtu to zjawiska i działania, które w subtelny sposób wykrzywiają percepcję i powodują, że gwałt jest lekceważony i trywializowany.

17 stycznia 2015 roku dwóch studentów, jadąc rowerem przez kampus Uniwersytetu Stanforda, zauważyło niedaleko śmietników młodego mężczyznę leżącego na półnagiej, nieprzytomnej dziewczynie. Gdy chłopak spostrzegł rowerzystów zaczął uciekać, ale po krótkim pościgu został zatrzymany i wezwano policję.

Owym młodym mężczyzną był świeżo upieczony student Brock Turner. W zeszłym tygodniu odbyła się rozprawa, podczas której został uznany winnym napaści na tle seksualnym i skazany na sześć miesięcy więzienia oraz trzy lata nadzoru kuratora, choc groziło mu 14 lat więzienia. Łagodny wyrok wywołał burzę w całych Stanach, a czarę goryczy i obrzydzenia przelał ojciec Turnera, pisząc w liście skierowanym do sędziego, że jego syn płaci zbyt wysoką cenę za raptem "20 minut akcji". Oraz, że chłopak jest do tego stopnia załamany, iż nie ma ochoty nawet na swoje ulubione steki...

Zasądzone przez ławę przysięgłych pół roku więzienia zostało zmienione przez sędziego Aarona Persky'ego na trzy miesiące. Sędzia tłumaczył swoją decyzję młodym wiekiem oskarżonego, jego dobrą opinią w środowisku, niekaralnością, działaniem pod wpływem alkoholu oraz obawą, że dłuższy pobyt w więzieniu źle wpłynie na tego młodego człowieka.

A gdzie w tym wszystkim ofiara? Jak cała ta historia wpłynęła na nią? Jaki ślad na jej psychice i ciele zostawiło "20 minut akcji" Brocka Turnera? List dziewczyny, skierowany do napastnika, przeczytać można tutaj (długa, ale warta uwagi lektura dla osób o mocnych nerwach). Dawno nie czytałam czegoś tak przejmującego, tak dokładnie punktującego prawie wszystko co stoi za istnieniem kultury gwałtu.

Kultura gwałtu dotyczy nas bardziej, niż jesteśmy gotowi to przyznać. To straszne, ale często sami ją nieświadomie budujemy. Jak? Och, przeważnie to nic spektakularnego - na przykład nie reagujemy na kawały o gwałtach. Najczęściej dla świętego spokoju, co by nas za sztywniaków nie uznano. Tymczasem żarty o przemocy, także seksualnej, nie są śmieszne. Nigdy. Są chore.

Kojarzycie Blurred Lines ? Na pewno tak. Całkiem niezły kawałek, wpada w ucho. I pal licho półnagie panny w teledysku, cóż, klip jakich wiele, a modelki wykonują tam po prostu swoją pracę. Ale słabo zaczyna się robić w momencie, gdy postanowicie przeanalizować słowa. Robin Ticke wraz z kolegami radośnie śpiewa o gorącej suczce, zwierzęciu, które trzeba uwolnić oraz, że oni już wiedzą, czego ona chce. Nie żeby pytali, oni zwyczajnie wiedzą lepiej. Lepiej wie również Justin Bieber w swoim kawałku What do you mean? "What do you mean, when you nod your head yes, but you wanna say no?" - śpiewa skonfudowany chłopiec, całym testem piosenki sugerując, że kobieta tak już ma, że nie wie czego chce, mówi jedno, a robi drugie i najlepiej byłoby zdecydować za nią. Drobiazgi, czepialstwo? Feminazizm? Nie, to właśnie takie małe rzeczy tworzą kulturę gwałtu.

Znamienne jest, jak w Stanach media formułowały informacje o napaści z udziałem Brocka Turnera. O dziewczynie pisano jako o "pijanej, nieprzytomnej ofierze gwałtu", o Turnerze zaś jako o "obiecującym uniwersyteckim pływaku" . Nie o "pijanym gwałcicielu", nie. Jako o "dobrym chłopaku, któremu historia z oskarżeniem o gwałt zniszczyła karierę".

Dla kultury gwałtu charakterystyczne jest sympatyzowanie z gwałcicielami i przerzucanie winy na ofiarę. Między innymi dlatego 97 proc. sprawców napaści seksualnych unika kary. "Dobry chłopak", "czy on wygląda na zbrodniarza?", "na pewno się o to prosiła", "mężczyźni mają swoje potrzeby, to biologia", "po prostu potknął się i nadział penisem na jej waginę" (autentyk). Tymczasem ktoś taki jak "typowy gwałciciel" nie istnieje. Zdecydowana większość ofiar zna swoich oprawców, to nie dewianci wyskakujący z krzaków, nie imigranci, tylko znajomi, współpracownicy, członkowie rodziny. To często "mili" ludzie. Tylko jakie ma znaczenie, że miły jest ktoś kto zgwałcił, zabił, ukradł, zniszczył czyjeś życie?

Piętnowanie ofiary, a nie sprawcy, jest typowe dla kultury gwałtu. Zwróciliście kiedyś uwagę, o czym mówi większość poradników i kampanii społecznych związanych z gwałtem? Nie o tym, że gwałt to zbrodnia, że aby uprawiać seks, potrzebna jest świadoma zgoda obu stron, albo że NIE znaczy NIE i można to powiedzieć w dowolnym momencie. Zamiast tego poucza się w nich kobiety jak unikać sytuacji mogących prowadzić do napastowania seksualnego. Odpowiedzialność zrzucana jest na potencjalną ofiarę. Kobieta nie powinna: eksponować ciała, ubierać krótkich kiecek, butów na wysokim obcasie, malować się zbyt odważnie, wychodzić z domu nocną porą, tańczyć samotnie, pić alkoholu, zażywać narkotyków, mówić, że lubi seks. Powinna natomiast: ubierać się skromnie, unikać intensywnych imprez, trzymać buzię i cipkę zamkniętą na klucz, mieć oczy dookoła głowy i uczęszczać na kursy samoobrony. Aluzja jest czytelna. Jeżeli coś z powyższego przeoczy, sama przyłoży rękę do ewentualnego gwałtu. Z jakiegoś powodu nikomu nie chce się pracować nad tym, żeby do gwałtów nie dochodziło. Łatwiej jest uczyć jak ich unikać poprzez wspomniane wyżej poradniki i kampanie oraz wymyślanie antygwałtowych gadżetów.

Kultura gwałtu istnieje i dotyczy każdego cholernego aspektu naszego życia Jedna z amerykańskich kampanii społecznych mająca przeciwdziałać gwałtom (Home Office/NHS)

Brock Turner nie przyznał się do winy, a sam proces był jego inicjatywą, napadnięta przez niego dziewczyna była przygotowana raczej na przeprosiny i polubowne załatwienie sprawy. Jak większość ofiar gwałtu wstydziła się tego co zaszło i mimo ewidentnych dowodów oraz świadków, wątpiła, czy świat jej uwierzy. W końcu poszła na imprezę, upiła się, straciła przytomność. Wszyscy pomyślą, że tego chciała. Tak samo pewnie jak 16-letnia Brazylijka, zgwałcona niedawno przez 30 mężczyzn. Kobieta powinna wiedzieć, że nie należy jechać do domu (własnego) chłopaka w środku nocy. Powinna przewidzieć, że może zostać nafaszerowana narkotykami, a później ocknąć się w zupełnie innym miejscu i być gwałcona przez kilkudziesięciu wymachujących bronią facetów. To tylko jej wina.

fot. Daniela Brown/Flickr fot. Daniela Brown/Flickr

Kultura gwałtu to nie feministyczny slogan. To smutny fakt. Trudno jest zatrzymać to zjawisko, ale chociaż próbujmy do diabła! Nie udawajmy, że tego nie ma, że nic się nie dzieje. Nie można akceptować przerzucania winy na ofiarę i wybielania sprawcy. Kimkolwiek by nie był. Nie należy milczeć, gdy burmistrz warszawskiego Ursynowa sprawę gwałtu w swojej dzielnicy komentuje słowami "jak ona biegła po ciemku?" Lub gdy typy w rodzaju Ziemkiewicza czy Korwina-Mikke gwałt trywializują. Wymagajmy by traktowano ten temat poważnie i aby ludzi uczono jak nie gwałcić, a nie jak nie zostać zgwałconym.