Życie w królestwie pustki. Depresja to nie fanaberia

"Nie ma jednej przyczyny, nie ma jednego typu choroby, a nawet identycznych objawów. Jest za to jedna wspólna cecha: poczucie totalnej pustki. Pustki, której nie da się niczym zapełnić. Pustki, która zalewa i wypełnia każdą komórkę ciała" - przeczytajcie co o depresji pisze nasza Czytelniczka (imię do wiadomości redakcji).

Poczucie bezsilności, lęku, bólu egzystencji, który przeobraża się w ból fizyczny i tak bardzo doskwiera, że przestajesz funkcjonować. Twój umysł obumiera, Twoje ciało się zmienia, a Twoja dusza płacze. Napady lęku, paniki, problemy ze spaniem, tycie lub chudnięcie, wycofanie z kontaktów społecznych, niska samoocena, poczucie winy, utrata satysfakcji, energii, brak akceptacji siebie. A czasem po prostu pragniesz umrzeć.

Czujesz się taki okaleczony. Wszystko, co miało znaczenie nagle przestaje je mieć.

Czujesz się taki okaleczony. Wszystko, co miało znaczenie nagle przestaje je mieć. Zobojętnienie czy strach przed otaczającą nas rzeczywistością, uzupełniają się z lękiem przed działaniem. Śmieszne, ale tak jest. Im bardziej wiesz, że trzeba coś zrobić, tym bardziej ogarnia cię paraliżujący lęk. Lęk który odczuwasz każdym zmysłem. Ja czułam zapach lęku, był on kwaśny jak pot, ale wiedziałam, że potem nie jest. Traciłam na wadze, zaczęły wypadać mi włosy, skóra zrobiła się szara i matowa, nie spałam, nie wychodziłam z domu, nie robiłam nic. Nie byłam w stanie wstać z łóżka i iść się umyć. Nie widziałam w tym żadnego sensu. Bo po co się myć, skoro i tak nigdzie się nie wychodzi, a nawet nie wstaje z łóżka? Możecie sobie myśleć, że to obrzydliwe, niehigieniczne i odrażające. Takie właśnie jest i taka jest właśnie ta choroba.

Postrzeganie samego siebie, jest jak oglądanie filmu z kimś innym w roli głównej.

Depresja nie pozwala na normalne funkcjonowanie, nie pozwala na wykonywanie podstawowych czynności, nie pozwala na nic, poza zamykaniem się w wewnętrznym kokonie. Nie wierzysz, że może spotkać cię cokolwiek dobrego, bo przecież zupełnie na to nie zasługujesz na. To, w jaki sposób zmienia się postrzeganie samego siebie, jest jak oglądanie filmu z kimś innym w roli głównej. To nie jesteś ty, to zupełnie obca osoba. Ale do tego dochodzisz dopiero, gdy masz szansę na leczenie lub całkowite wyleczenie. I ja szczerze wierzę w to ostatnie.

Niektórzy chorzy nie mają szansy na sprawdzenie tej teorii. Oni po prostu, tak zwyczajnie - umierają. Ból duszy jest tak silny, że tylko śmierć staje się wybawieniem. Ciągnie cię do śmierci, do tego świętego spokoju jaki oferuje Czarna Dama. Wierzysz, że tylko śmierć jest w stanie cię wyzwolić. Nie myślisz o tych, których możesz zostawić, nie myślisz o niczym innym jak o swoim wyzwoleniu. To przewrotne, ale zaczynasz w końcu myśleć, że to jest dobre i potrzebne. Znika lęk przed śmiercią, rodzi się potrzeba ostatecznego wyzwolenia. Dochodzisz do tego, że w końcu jesteś w stanie sam podjąć jakąś decyzję, że stanowisz o swoim losie. Nawet jeżeli czujesz, że wszystko jest stracone, to rodzi się gdzieś iskierka optymizmu. Ten optymizm to pragnienie śmierci.

Depresja dotyka wszystkich, bez rozróżnienia na płeć, wiek, rasę, status społeczny czy materialny. Dla depresji nie ma znaczenia, czy ukończyłeś podstawówkę, czy masz tytuł profesora.

Wiecie że sporo samobójców chorujących na depresję odbiera sobie życie właśnie w momencie, gdy wydaje się, że stanęli na nogi? To taki ostatni podryg przed śmiercią. Otoczenie jest później zdziwione, zszokowane i nie wierzy w to co się stało. Nic przecież nie zapowiadało śmierci bliskiego, przecież już się dobrze czuł. Nie wiem co mam Wam powiedzieć, taka jest właśnie ta choroba.

Depresja dotyka wszystkich, bez rozróżnienia na płeć, wiek, rasę, status społeczny czy materialny. Dla depresji nie ma znaczenia, czy ukończyłeś podstawówkę, czy masz tytuł profesora. Ona ma to w dupie. Dla niej liczy się tylko jak cię wyssać do końca. Ofiarą depresji pada nie tylko chory, ale i osoby, które są z nim blisko. To jest jak zaraza, która się rozprzestrzenia i zbiera coraz większe żniwo.

Czy jest coś co można zrobić dla chorego na depresję? Można i to bardzo dużo. Kochać, wspierać, a przede wszystkim pokierować do lekarza. Nie bójmy się rozmawiać o naszych emocjach. Nie mówmy, że jego problemy są błahe i wszystko wyolbrzymia. Nie odrzucajmy też z miejsca myśli o tym, że ktoś wśród naszych bliskich choruje na depresję. Depresja to nie wstyd, ani hańba dla rodziny.

Są telefony zaufania, jest internet- szukaj pomocy i wskazówek. Szukaj tego wszędzie. Bo twoja wiedza może komuś uratować życie.

Proste mówienie komuś, że ma się wziąć w garść też nie pomoże. Nie tędy droga - my chorzy wiemy, że mamy się wziąć w garść, ale po prostu nie umiemy. Nie w tym momencie. A jeżeli nie wiesz, jak masz pomóc bliskiemu i sam się czujesz bezradny, to też idź do psychiatry/psychologa i on cię pokieruje. Nie zostawi cię samego. Są telefony zaufania, jest internet - szukaj pomocy i wskazówek. Szukaj tego wszędzie. Bo twoja wiedza może komuś uratować życie.

Jeżeli czyta to jakaś osoba, która też zmaga się z chorobą, ale boi się do tego przyznać - nawet przed samym sobą - NIE JESTEŚ SAM, jest nas więcej. Nie jesteśmy źli i niewartościowi. Jesteśmy chorzy, ale chorobę można leczyć. Nie wstydź się iść do psychiatry! To nie XIX wiek i leczenie elektrowstrząsami. Są leki i jest psychoterapia. Czasami wystarczą tylko leki, a czasami potrzebny jest miks. Wiesz, gra jest warta świeczki, to gra o twoje życie. Nawet jeżeli nie widzisz teraz przed sobą nawet światełka w tunelu beznadziei, to ono gdzieś tam jest. To jest światełko życia, które na nowo w tobie rozbłyśnie.

Ja to wiem, ja już widzę to światełko. Czy ktoś mi pomógł? Tak, rodzina i przyjaciele. Kocham Was za to jeszcze bardziej. Biorę leki i zaczynam na nowo funkcjonować. Myślę, że życie jednak wyrwało mnie depresji i ze szponów śmierci... Myślę...