Ta podstępna dziwka - tarczyca. Wasze potyczki z chorobą

Obie części tarczycowej opowieści Aleksandry (1 i 2) o bardzo Was poruszyły - pod tekstami i na Facebooku zostawiłyście mnóstwo komentarzy, a do redakcyjnej skrzynki wpadło jeszcze kilka dłuższych maili. Publikujemy fragmenty, które najmocniej poruszyły dla odmiany nas. Dla Autorek listów mamy fochowe koszulki - jesteśmy dumne, że mamy takie Czytelniczki!

Czytam sobie "Ta podstępna dziwka tarczyca", podpisano: Aleksandra. Przecieram oczy: czy ja napisałam to przez sen?! Bo w sumie to mogłam być ja, też Aleksandra, historia identyczna kropka w kropkę. Tyle, że dzieci nie mam i to jest jedyna różnica między mną, a Autorką.

Począwszy od tego, że nigdy przesadnie szczupła nie byłam, przez niechęć do WF, po odwieczne uważanie na to, co jem, bo tyłam błyskiem. To uśpiło moją czujność i ostatnie 2-3 lata przyjęłam bez zbędnego zdziwienia, a przecież przybyło mi 15 kg i żadne diety nie dawały dosłownie NIC. Mówiłam sobie: lata lecą, metabolizm zwalnia; nigdy nie byłam specjalnie usportowiona, więc tyję. I tak dalej w ten deseń.

Paradoksalnie diagnoza mnie ucieszyła, bo to oznacza, że moje zbutwienie, oślizgły wygląd i zmiana usposobienia to jednak choroba, a nie nieuchronna kolej rzeczy.

Kiedyś wystarczyło mi odstawienie batoników i okazjonalnej pizzy, żeby bez problemu i szybko tracić zbędne kilosy, a ostatnim czasem ni w ząb. Próbowałam wizyt u dietetyka, wypróbowałam wszelkie diety świata, koktajle i tabletki, siłownie, rower, pływanie, bieganie. Wszystko. I nic. A przecież nawet w swoich najgorszych chwilach obżarstwa nie jadłam tyle, żeby aż tak bardzo tyć! Potrafiłam po jednej świątecznej kolacji tak opuchnąć i przybrać na wadze, że nie poznawałam siebie w lustrze. Ten babsztyl to naprawdę niespełna 30-letnia JA?

(...)

Zdiagnozowała mnie przypadkowa dermatolożka, do której poszłam z nawracającym w chwilach stresu łysieniem plackowatym. Bez rozmowy: stanęłam w progu jej gabinetu: twarz nalana, wory pod oczami, skóra popękana na dłoniach, włosy w lichych strąkach, palce i kostki u nóg jak kiełbaski. I ona na dzień dobry mi mówi, że wyglądam jak podręcznikowy tarczycowiec i mam natychmiast zrobić badania. Potem endokrynolog stwierdził, że to Hashimoto, które mam od dobrych kilku lat.

Nie jestem z natury odludkiem, ale odwieczne zmęczenie, marazm i kompleksy z powodu wagi zrobiły ze mnie dresiarza-kanapowca, nie wychodzącego do ludzi z zasady.

Paradoksalnie ta wiedza mnie ucieszyła (mimo że jest to choroba nieuleczalna i będę łykać hormony do końca życia), bo to oznacza, że moje zbutwienie, oślizgły wygląd i zmiana usposobienia to jednak choroba, a nie nieuchronna kolej rzeczy.

Nie jestem z natury odludkiem, ale odwieczne zmęczenie, marazm i kompleksy z powodu wagi zrobiły ze mnie dresiarza-kanapowca, nie wychodzącego do ludzi z zasady. I unikającego jak ognia wszelkich spotkań z dawno nie widzianymi osobami, bo miałam świadomość, jak bardzo na niekorzyść się zmieniłam.

Jeszcze jedno o lekarzach: moja siostra jest doktorem, w rozmowie o moich wynikach przed wizytą u endokrynologa stwierdziła, że to chyba nic i tylko chwilowe zapalenie. Nie dajcie się zwieść, bo nawet jeśli jeden wynik macie w normie, to w korelacji z nawet odrobinę zawyżonym innym wynikiem, może to świadczyć o zaburzeniach pracy tarczycy. Endokrynolog to jedyny lekarz, który będzie umiał kompleksowo ocenić wyniki badań i postawić diagnozę.

Moja diagnoza jest bardzo świeża, a dawka hormonów, którą obecnie przyjmuję, nie jest zbyt wysoka, jednak ma stopniowo wzrastać. Ostatnie 2 tygodnie to dla mnie naprawdę dobre chwile - banalne porównanie do pęknięcia szklanej bani wokół głowy jest bardzo adekwatne. Nie muszę się ładować wielkimi dawkami kofeiny, żeby w ogóle móc funkcjonować w pracy. Odzyskałam energię, przestały mnie dręczyć depresyjne myśli na zmianę z popadaniem w otępienie. Nie śpię tyle, ile wcześniej. Trzymam kciuki za swoje włosy i przesuszoną, rogowaciejącą na potęgę skórę. Na razie zauważyłam, że łyse miejsca na głowie zaczęły zarastać. I mam ochotę płakać z radości, że może to wieloletnie, stopniowe podupadanie na zdrowiu i utrata komfortu życia wreszcie się skończyły!

(...)

Autorkę artykułu do podjęcia działań zmotywowało niekorzystne zdjęcie. Ja nie mam zdjęć. Żadnych. Od wielu lat wiem, jak moja nalana twarz wychodzi na fotografiach; wiem, że salcesony ramion i balerony w talii to coś, co źle się kadruje. Świadomie wyparłam wiedzę na temat tego, jak obiektywnie wyglądam z boku. Lustra w moim domu są niewielkie i odpowiednio oświetlone. Nigdy nie patrzę na swoje odbicie w wystawie, obok której przechodzę.

Ola

Skąd ja to znam? Też około 2 lat temu zaczęłam nagle tyć i też się nie przejmowałam bo to zima, bo zmiana pracy, bo stres, nie przybrałam gwałtownie na wadze tylko po 1kg do 2 i w chwili obecnej ważę 12 kg więcej. Nigdy nie byłam przesadnie szczupła, ale spokojnie mieściłam się w rozmiar 38. Zawsze dużo ćwiczyłam czym usprawiedliwiałam sobie swoją słabość do słodyczy. Dodatkowo w tym okresie zrobiłam się ospała, mogłam spać godzinami, byłam zmęczona i apatyczna. Wcześniej dusza towarzystwa, w tamtym okresie domatorka. Moje piękne kręcone włosy zaczęły wypadać.

Wiem, że na to się nie umiera, że lekami można unormować poziom hormonów, że waga nie jest najważniejsza ale nie mogę przestać myśleć o dziecku.

A ja wciąż uparcie twierdziłam, ze to wina pory roku, że stresu itp. ale kiedy waga przekroczyła 70kg powiedziałam dość. Mama umówiła mnie do dietetyczki, przed pierwszą wizytą miałam zrobić komplet badań, w tym badanie krwi. I wtedy wyszło szydło z worka.

(...)

Od diagnozy minęło kilka miesięcy. Biorę regularnie Euthyrox. W tej chwili 75 (zaczynałam od 25). Włosy wciąż nie odzyskały dawnej świetności, ale już nie tyję. Wciąż regularnie ćwiczę chociaż na diecie nie jestem ale też nie pozwalam sobie zbyt często na fast foody i tym podobne "pyszności". Słabość do słodyczy została.

Przeczytałam, że problemy z tarczycą dotykają ok 5% kobiet. Patrząc na kobiety w moim otoczeniu i na kolejki do endokrynologów sądzę, że jest ich dużo więcej.

Jestem z pokolenia Czarnobyla (rocznik 86) więc coraz więcej moich koleżanek zaczyna mieć tarczycowe problemy. Wiem, że na to się nie umiera, że lekami można unormować poziom hormonów, że waga nie jest najważniejsza, ale nie mogę przestać myśleć o dziecku i o tym, że źle działająca tarczyca może mi to na zawsze uniemożliwić.

(...)

W internecie przeczytałam, ze problemy z tarczycą dotykają ok 5% kobiet. Patrząc na kobiety w moim otoczeniu, cierpiące na to schorzenie i na kolejki do endokrynologów sądzę, że jest ich dużo więcej.

Dlatego, jak ktoś mi mówi, że czuje się ospały, bez chęci do życia, że włosy wypadają i zaczyna tyć - to od razu zachęcam do badania krwi. Żeby zwalczyć wroga, najpierw trzeba go dobrze poznać.

Sandra

Tia.. skąd ja to znam...

Od lat uskarżam się na nadmierną senność. Stopniowo przybieram na wadze (mam jakieś +25 od czasów liceum, a mam 36 lat). Energii - zero.

Gdzie ja nie byłam, z jakimi lekarzami nie rozmawiałam, jakich badań nie zrobiłam.

Co ciekawe, wyniki badań tarczycy nie są najgorsze. TSH 2,2-2,4 - to początkowa niedoczynność. USG w normie. Przeciwciała na Hashimoto - negatywne.

Wykluczam kolejne choroby i wytrwale zarabiam na miano hipochondryczki. A ja tylko nie chcę przespać życia.. I chcę mieć więcej energii.

Endokrynolog stwierdził, że możemy spróbować z Euthyroxem - nie ma wskazań wprost, ale nóż-widelec - pomoże. I oto niespodzianka! Euthyrox dosłownie ścina mnie z nóg. Odwrotnie niż normalnie! Robiłam do niego podejścia już ze 3 razy. Przez kilka dni nic się nie dzieje, a potem mam takie ataki senności, że osuwam się na kanapę i śpię jak zabita. Mój doktor zrobił wielkie oczy, jak mu o tym powiedziałam, ale nie ma za bardzo pomysłu co z tym zrobić.

Nadal jestem śpiącą królewną. Jadę na antydepresantach, bo chociaż one pomagają. Wykluczam kolejne choroby i wytrwale zarabiam na miano hipochondryczki.

A ja tylko nie chcę przespać życia... I chcę mieć więcej energii.

Anna

O czym tu pisać. Wszystko zostało napisane w artykule. Obecnie wiek po 40, kilogramów ponad 100 i to grubo ponad.

A jak miałam 23 lata i latałam po lekarzach usłyszałam, że jak mi zaczną włosy na piersiach rosnąć lub ponad 3 miesiące brak okresu, to wtedy mam się pojawić. 30 kg  do przodu, przybierane co miesiąc po 2-3 kg, to nie problem. Ot, cudowni lekarze.

(...)

Ostatnio znów zaczęłam „tyć z powierza” ale trafiłam na cudowną panią doktor endokrynolog, która słucha i leczy. Skierowała na badania - wyniki niby w dolnej granicy normy, ale zaczęłyśmy leczenie metodą prób i błędów. No i okazało się że troszkę sztucznych hormonów pomaga mi utrzymać drugi rok wagę, nie dość, że zero wzrostów, to leciutko, leciutko organizm zaczyna je gubić.

A pewnie byłoby już z 10 kg więcej.

(...)

Ela

Więcej o: