Bycie singielką jest lepsze od spotykania się z pacanami - jeszcze kilka upiornych randek

Niektóre historie wywołują wiele wspomnień - tak było z listem od Martyny. Dziś dwie kolejne Czytelniczki postanowiły podzielić się z nami opisami swoich najgorszych randek. Trochę do śmiechu, a trochę ku przestrodze...

Natchniona listem do redakcji Koleżanki Martyny, postanowiłam popłynąć rzeką wspomnień. Był to niemały błąd, niemal wszystkie moje randki w przeciągu ostatniego roku były mniejszym lub większym fiaskiem. Zaznaczę może od razu, iż jestem rozmiarów dość słusznych, więc pewnie większość moich problemów na tychże spotkaniach było mimowolnie z mojej winy. Co jednak nie usprawiedliwia niektórych zachowań. Bycie singielką zdecydowanie jest lepsze od spotykania się z pacanami.

No nic, przejdźmy do sedna, moje 4 randki z piekła rodem:

1. Pan Piskliwy

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, poznaliśmy się przez Internet. Potęga tegoż jest niezbadana, ale w tym przypadku chyba nieco zawiodła. Zaczęło się pięknie: miłe rozmowy o wszystkim i niczym poprzez komunikatory i maila. W końcu postanowiliśmy się spotkać. Wszystko odbyło się Empiku przy dziale z literaturą polską. I stało się - pan okazał się wzrostu dużo niższego niż obiecywał (niższy ode mnie, jakieś 160cm, zaniemogłam) z głosem tak wysokim i piskliwym, że wytrzymałam niecałą godzinę. Pan robiąc maślane oczy uparł się, by odprowadzić mnie do domu. Mój błąd - zgodziłam się. Najwyraźniej oczekiwał jeszcze akcji usta-usta na pożegnanie, ale nie mogłam się zmusić, żeby dać mu taką satysfakcję. Czym prędzej zatrzasnęłam mu bramę przed nosem, bo zaczął się robić nachalny. Następnego dnia dostałam od niego smsa z pytaniem, dlaczego jestem gruba (sic!). Nachodził mnie później telefonicznie i domofonicznie (domofonowo? Jak to się w ogóle odmienia?) przez parę tygodni domagając się kolejnego spotkania. Pan dobiegający trzydziestki, bez pracy, na trzecich z kolei studiach, mieszka z rodzicami.

2. Pan Bezzębny Narodowiec

Kolejna randka przez Internet, kolejny zawód. Tym razem trafiłam na Pana z całkiem dobrym gustem muzycznym. Pomyślałam - fajnie, bo rzadko zdarza się u kogoś uwielbienie do klasyki, metalu i alternatywy równocześnie. Spotkaliśmy się koło Pałacu Kultury. Tak jak Pan był bardzo elokwentny poprzez komunikatory, tak na żywca okazał się milczkiem i mrukiem bez przednich jedynek. A po pół godzinie mojego monologu (musiałam coś mówić, cisza zdawała się być potwornie nieznośna!) Pan wreszcie raczył coś wtrącić. Poglądy polityczne nieco zaczęły zalatywać ruchem narodowościowym. Z głupią wymówką na ustach, grzecznie się oddaliłam. Dwa dni później zadzwonił do mnie w środku nocy, mówiąc, ze jestem dziwką, bo go nie wpuściłam do domu (ciekawe...). Z zawodu ochroniarz, mieszka z rodziną.

3.Pan Odkurzacz

Parę tygodni później spotkałam się z następnym kandydatem. Miło się rozmawiało. Głównie przez telefon. Pan cały czas chciał wiedzieć gdzie jestem, co robię, rozmawiać przez telefon. Szczególnie, gdy byłam w pracy Spotkaliśmy się na kawie. Rozmowa miła i przyjemna. Wszystko cud, miód i malina. Romantycznie, trzymanie za rączki przy odprowadzeniu do domu. Trochę nie w moim stylu, ale przymknęłam na to oko. Na końcu, gdy już miałam zamykać bramę, wepchnął się za mną do środka, przycisnął do ściany i dossał się (z jego strony chyba namiętnie) do mnie. Przy kręceniu młynka w moich ustał poczułam się niezręcznie i niesmacznie zarazem. Próbowałam go jakoś odepchnąć, ale był dużo silniejszy. Po dobrych dziesięciu minutach takiej zabawy wreszcie się odkleił. Odetchnęłam z ulgą. Nigdy więcej. Pan po trzydziestce. Mieszka z rodzicami i babcią.

4. Pan Słodziak

Pana zostawiłam na koniec, bo Pan „rozwalił mnie emocjonalnie”. Poznaliśmy się przez mojego znajomego. Zaczęło się jak zwykle pięknie. Przed dwa tygodnie było lirycznie, piękne słówka, miłe rozmowy. Pierwsza randka w kinie. Cudo. Z jego strony wyznania miłości (coś mi już zaczęło nie pasować). Potem spacerki, aniołki, kawki i tym podobne. Słodko do przesady. Po dwóch tygodniach takich swoistych wakacji od mojego, może nie zbyt bogatego, ale zawsze, życia towarzyskiego ( Pan pochłaniał niemal cały mój czas) wszystko szlag trafił. Pan do mnie zadzwonił i rzekł, iż nie może się dłużej ze mną spotykać, bo (i tu cytuję, bo zapamiętam te słowa do końca życia) „ nie może spotykać się z kimś grubym, żeby się nie ośmieszać przed znajomymi. Poza tym poznał kogoś innego. A tak w ogóle to musi zająć się sobą i swoją kondycją. Więc żegna”. Po tym pierwszym zdaniu dochodziłam do siebie przez dwa dni. Szkoda, że przy okazji straciłam też znajomego. Tak, oczywiście, że Pan mieszka z rodzicami.

[Basia]

Dla mnie portale randkowe to studnia dziwolągów. Oto moje przypadki:


1. Pan Kłamczuszek

Informacje profilowe okazały się niezgodne z rzeczywistością. Pan nie miał 176 cm, ale raczej 157, sięgał mi do ramienia. Zdjęcie, które zamieścił ,było zrobione 10 lat temu i nie był socjologiem, a instruktorem jazdy. O tym, że miał 43 lata i mieszkał z mamusią nie wspomnę. Gdy mnie odwoził do domu, szedł do samochodu pierwszy, ja za nim, ale drzwi mi nie otworzył. Wskazówka dla mnie: nie ma szacunku do kobiet. Niech spada.


2  Pan Elegancik

Przyjechał wypasionym samochodem, pachnącym i czyściutkim jak on sam. Lakierowane buciki stukały lepiej niż moje szpilki. A błyszcząca żelem grzywka falowała na wietrze. Pan obwąchał mnie i kazał powąchać siebie, bo okazało się, że oboje używamy Gucci. Przy jedzeniu co chwilę wycierał usta, jak gdyby bał się bakterii znajdujących się w pokarmie. Hmmmm... Kolejnego razu nie było, zmieniłam perfumy

[Dora]