"Czy mam się kajać i przepraszać za to, że mogę mieć dzieci?" [LIST]

Jak rozmawiać z osobą, która stara się, ale nie może mieć dzieci. Co mówić, by nie zranić takiej osoby, ale też nie musieć chować przed nią swojego szczęścia? Z tym problemem zmaga się nasza Czytelniczka.

Odkąd sięgam pamięcią, chciałam być mamą. Był to dla mnie nadrzędny cel w życiu. Nie sukces zawodowy, nie sława, nie bogactwo. Macierzyństwo. Jeśli te inne miałyby się pojawić także - super, chętnie. Ale najważniejsze: począć, urodzić i wychować dziecko. Najlepiej kilkoro. Nawet marzenie o poznaniu wspaniałego mężczyzny i wyjściu za niego za mąż bladło w zestawieniu z myślą o przytuleniu takiej małej istotki. Całe życie widziałam, jak wiele radości z macierzyństwa czerpała moja mama. Jak dużo miłości i szczęścia było w naszym domu. Umacniało to we mnie przekonanie, że bycie mamą to najlepsze, co może przytrafić się kobiecie. Przez lata wizja posiadania potomstwa to przybliżała się, to oddalała wraz z rozpadającymi się związkami. Czas mijał, a ja coraz bardziej bałam się, że ten cud mi się nie przydarzy. Wokół mnie coraz więcej osób zostawało rodzicami, a ja dalej nie mogłam spotkać tego, z którym chciałabym założyć rodzinę.

Wreszcie i do mnie uśmiechnęło się szczęście. Poznałam mojego męża. Oboje bardzo chcieliśmy mieć dzieci. Od pierwszej rozmowy o rozpoczęciu starań o dziecko do ujrzenia dwóch pasków na teście ciążowym minęło półtora miesiąca. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Ciąża była bezproblemowa, czułam się wspaniale, urodziłam pięknego, zdrowego ludzika. Rok po urodzeniu pierwszego dziecka postanowiliśmy starać się o drugie. Trzy miesiące później byłam znowu w ciąży.

Szczęście, prawda? Spełnione marzenia.

Ale są chwile, gdy to szczęście muszę chować, bo mówienie o nim sprawia ból komuś innemu. Komuś z kim strasznie chciałabym się tym szczęściem dzielić. Moja przyjaciółka od kilku lat wraz ze swoim partnerem bezowocnie stara się o dziecko. Podczas gdy oni co chwilę jeżdżą na badania i zabiegi, ja bez żadnych problemów urodziłam dwójkę dzieci. Podczas gdy ja oddycham z ulgą, że po tygodniu zwłoki pojawił się okres, bo trochę za wcześnie na trzecie dziecko, ona płacze, bo znowu pojawiło się krwawienie. Nasze dawne długie rozmowy zamieniły się w sporadyczne i kilkuzdaniowe telefony z okazji świąt, urodzin, imienin. Nigdy nas nie zapraszają do siebie i nigdy sami nas nie odwiedzają. Coraz trudniej jest nam rozmawiać. Czasem boję się nawet zapytać „co słychać?”, bo może akurat znowu mają za sobą nieudaną próbę. Boję się usłyszeć takie pytanie od nich, bo wiem, że wtedy będę musiała wspomnieć coś o moich maluchach. Doszło do tego, że dzwoniąc do mojej przyjaciółki zamykam się w łazience, bo wiem, że tam nie będzie słychać śmiechu, płaczu lub krzyku moich dzieci. Ale przecież nie mogę czuć się winna, że mnie się udało, a im nie. Nie umiem też zerwać znajomości, bo kocham moją przyjaciółkę jak siostrę.

Do wściekłości doprowadzają mnie za to artykuły w czasopismach, w których kobiety z problemem bezpłodności sugerują, że kobieta, która takich problemów nie ma, z pewnością nie docenia swojego szczęścia. Może przesadzam, ale czasem mam wrażenie, że w ich odczuciu tylko te kobiety, które zachodzą w ciążę po latach niepowodzeń są dobrymi matkami. A takie jak ja, którym „stan błogosławiony” przyszedł z łatwością, na pewno są wrzeszczącymi i bijącymi swoje dzieci niewdzięcznicami.

Piszę do Was o tym, bo może ktoś potrafi doradzić, jak rozmawiać z osobą, która stara się, ale nie może mieć dzieci. Co mówić, by nie zranić takiej osoby, ale też nie musieć chować przed nią swojego szczęścia? W artykule „Wdowieństwo to nie trąd” autorka apeluje, by mimo ogromnego nieszczęścia, jakie ją dotknęło, traktować ją jak normalną kobietę. Czy ja przesadzam traktując jak jajko moją przyjaciółkę, unikając rozmów o dzieciach?

Pozdrawiam serdecznie całą redakcję Focha i dziękuję za to, że poruszacie z równym taktem zarówno poważne, jak i niepoważne tematy.

A.M.

Więcej o: