Rzecz o seksie (a raczej jego braku)

Rękopisy nie płoną, ale niektóre nadesłane do redakcji listy - owszem. Jedna z naszych Czytelniczek szczerze i odważnie skarży się na doskwierający jej w związku brak seksu. "Nie mówcie, że jestem jedyna w Polsce, która ma temperament ladacznicy i partnera, który od półtora roku nie domaga". Jest?

Szanowna Redakcjo!

Na Focha trafiłam niedawno, przez jakiegoś "lajka" na facebook'u, notabene klikniętego przez kolegę. Aż dziw, że żadna z moich koleżanek na trafiła na Waszą stronę podczas wojaży internetowych.

Ale do rzeczy - brakuje mi w mediach poruszenia tematu braku seksu w związku widzianego z perspektywy kobiecej.

Nie ukrywam - jest to problem, z którym ja się zmagam, oczywiście, stąd moje zainteresowanie. Wiele się mówi o "biednych" facetach, którym kobiety odmawiają współżycia, którzy mogą "zapaść" na SNS i umrzeć! I mam nieodparte wrażenie, że jesli partnerka odmawia mężczyźnie seksu przez dłuższy czas - jest publicznie niejako rozgrzeszony ze skoku w bok - żona przymknie oko, koledzy poklepią z uznaniem i pełnym zrozumieniem po pleckach.

A kobiety? Błagam, nie mówcie, że jestem jedyna w Polsce, która ma temperament ladacznicy i partnera, który od półtora roku (sic!) nie domaga i w ramach zaprzeczenia ani w głowie mu się leczyć.

Nasz seks umierał powoli. Nieudane zbliżenia zdarzały się coraz częściej, a teraz zbliżenia nie zdarzają się wcale. Jeśli zainicjuję (ostatkiem nadziei) jestem cała spięta, żeby coś znowu nie poszło nie tak. A JEŚLI ten jeden raz na kilka miesięcy coś się uda - jest inicjacja - oczywiście moja - jest fizyczna możliwość do działań - i wooolnym krokiem dochodzimy do finału - on krzyczy filmowo "yessss!" szczytując, a ja z nim... ciesząc się, że się udało. A potem on dogorywa u mojego boku, a do mnie dociera, że nic nie wyniosłam z tego zbliżenia, bo cały czas byłam spięta i napięta, żeby w razie czego ratować sytuację i byle tylko dociągnąć do końca. Jego końca. A moja satysfakcja gdzieś odsunęła się na bok. I tak naprawdę nadal odczuwam potrzebę.

Rozmowa, ktoś by rzekł, rzecz ważna. Spróbujcie z facetem porozmawiać na taki temat. Z moim się nie da. A libido leży i kwiczy. I niech mnie przypadkiem żadna męska ręka nie dotknie zbyt mocno, bo eksploduję.

Żadna z szanownych koleżanek nie sugeruje skoku w bok w ramach rozładowania napięcia. Kiwają głowami ze zrozumieniem (wychodzę jednak z założenia, że nie zrozumie syty głodnego) i na tym koniec tematu. Rany, czy to dlatego, że nie grozi mi śmierć z przepełnienia spermą? Bo moje jajeczka regularnie co miesiąc same sobie idą w siną dal? Nikt się nie pochyli nad kobietą potrzebującą, bo mam wrażenie - nikt w to nie wierzy, że takie istnieją.

A ja jestem. I goreję.

Może macie rady, uwagi, spostrzeżenia z własnych doświadczeń? (Nie życzę oczywiście).

Będę zaglądać na Focha, z nadzieją, że może ktoś się pochyli nad problemem.

Dzięki Wam za to, że jesteście!

Pozdrawiam,

AG

[Od Redakcji: zawsze staramy się pisać o seksie z kobiecej perspektywy, ale tak postawionego problemu jeszcze tu nie omawiałyśmy. Brak seksu - z różnych powodów - to doświadczenie znane chyba wszystkim "kobietom w pewnym wieku". Przyjmujemy więc ten temat z radością i czekamy na Wasze komentarze.]