"Bardzo kocham swoją mamę, ale rzadko kiedy ją lubię" [LIST]

Znają nasze słabe strony, potrzebujemy od nich miłości i troski, kochamy je, poświęcamy się dla nich, a one dla nas. Matka powinna być najważniejszą osobą na świecie, największym wsparciem. I dlatego tak bardzo boli, gdy nasze oczekiwania nie pokrywają się z rzeczywistością - przeczytajcie list naszej Czytelniczki.

Czasem myślę, że gdy człowiek ma matkę, nie potrzebuje już wrogów. Nikt nie potrafi dokopać mi tak, jak własna matka. Zna wszystkie moje słabe miejsca. Uderza celnie. Do tego kierowana szóstym zmysłem, kontaktuje się ze mną wtedy, gdy jestem w totalnym dołku. Ale absolutnie nie po to, aby podać mi pomocną dłoń. Zawsze ma jeden cel. Utwierdzić mnie w przekonaniu, że wszystko co mnie spotkało, jest moją winą. Że długo na to pracowałam. Zasłużyłam. A wyjaśnię, że prowadzę życie normalne - nie upijam się, nie palę nawet papierosów, chodzę do pracy, a w weekendy nie szaleję za bardzo. Za każdym razem słyszę, że powinnam po studiach wrócić do niej, że niepotrzebnie wyjechałam z domu. Gdybym została, byłoby inaczej. Wiem, jestem niewdzięczna. Moja mama wychowała mnie samotnie. Ojciec od niej odszedł tuż po moim przyjściu na świat. Do innej kobiety, która także spodziewała się dziecka. Dzięki temu mam przyrodniego brata niewiele młodszego.

Mam pewne problemy ze zdrowiem i zawsze były przez to ze mną kłopoty.

Mama poświęciła dla mnie życie. „To” słyszałam niemal nieustannie. Gdyby nie ja, mogłaby żyć lepiej, normalnie. Tym bardziej że mam pewne problemy ze zdrowiem i zawsze były przez to ze mną kłopoty. A to boli najbardziej - kogo? No, matkę. Bo nie ma nic gorszego niż choroba własnego dziecka. „Czy zdajesz sobie sprawę, jak przez to cierpiałam córeczko? Ile nocy przepłakałam córeczko? Nikt mi nie pomagał. Czy wiesz, jak było mi ciężko córeczko?”.

Po latach znów siadło mi zdrowie. Korciło mnie, żeby dać sobie radę samodzielnie, bo mogłam. Ale stęskniłam się za nią. Chciałam, żeby była obok. Miałam nadzieję, że sobie coś wyjaśnimy, że zrozumie, że potrzebuję akceptacji. Przyjechała do mnie następnego dnia po moim telefonie.

I się zaczęło.

"Mówiłam ci tyle razy, że masz lepiej jeść. I wcześniej wstawać. Za długo śpisz. Całe życie prześpisz. Inne kobiety w twoim wieku dom i dzieci mają, też chodzą do pracy. Czy ty wiesz, jak mnie było ciężko? Sama zostałam, z małym dzieckiem. Nie użalaj się. Weź się w garść. Lepiej poszukaj dobrego lekarza. Jak? Skąd mam wiedzieć, jak? Poszukaj. Tyle w tym komputerze czasu spędzasz. Nie mogę całe życie prowadzić cię za rękę. Mogę powiedzieć ci coś szczerze? Powinnaś obciąć włosy. Kobiecie w twoim wieku nie wypada chodzić tak rozczochranej. Jak nimfa jakaś albo topielica. I wiesz co, powiem ci coś jeszcze szczerze, zresztą, kto ma ci to powiedzieć, ubrania masz jakieś takie brzydkie. Szare. Niech ci panie w sklepie podpowiedzą, jak się masz ubierać. Co mi się w twoich ubraniach nie podoba? No, te ubrania są za obcisłe na przykład. Jak to nie masz pieniędzy na nowe?! Poczekaj, mam pomysł, przerobię ci coś ze swojej szafy. Taką bluzeczkę jedną mam i spódnicę. Niemodne?! To chodź w tych swoich dziecinnych, obcisłych. Na co ty wydajesz pieniądze? Kto ci kazał mieszkać w Warszawie? Trzeba było lepsze studia skończyć, może zarabiałabyś więcej. A może ty się spóźniasz do pracy i dlatego mało ci płacą? Zawsze ciężko wstawałaś do szkoły. Obudzić ciebie, to był jakiś koszmar.

Przypominasz mi przez to swojego ojca. On też był jakiś taki mało obrotny w życiu.

Myślałaś o własnym mieszkaniu? Wszyscy kupują na kredyt i jakoś żyją. Nie mogę ci pomóc, ale inni dają sobie radę. Dlaczego ty tego nie potrafisz? Przypominasz mi przez to swojego ojca. On też był jakiś taki mało obrotny w życiu. I też był taki chłodny, jak ty. Jak się nad czymś zamyślił, to też nie było z nim kontaktu. I też dom traktował jak hotel. Jesteś do niego podobna".

Mówiąc to wszystko jednocześnie gotowała to, co lubię najbardziej. Pilnowała godzin, w których miałam przyjmować leki. Chodziła ze mną na spacery i mocno trzymała mnie pod ramię, gdy szło mi się gorzej. Potrafiła skoro świt pojechać na drugi koniec miasta, bo wiedziała, gdzie są najlepsze owoce i warzywa. Walczyła. O mnie i jednocześnie przeciwko mnie. Każde pogłaskanie po głowie, kosztowało mnie przełknięcie jej gorzkiej uwagi. I tak było zawsze. I tak też jest teraz.

Chciałam, żeby była tak szczęśliwa jak ja.

Nie tak dawno zadzwoniłam do niej, żeby podzielić się z nią swoim szczęściem - zaręczyłam się! Usłyszałam, że nie mam jej pozwolenia, bo nie przyjechałam do niej z narzeczonym prosić o zgodę. W jej głosie była złość, nie radość. Wytłumaczyłam, że przyjedziemy za chwilę, a teraz chciałam się tylko pochwalić. Chciałam, żeby była tak szczęśliwa jak ja. Potem padły pytania, czy rodzice przyszłego męża wiedzą o moich kłopotach ze zdrowiem. A ja przecież od lat funkcjonuję normalnie! Jestem pod opieką lekarską i to wszystko. Może kiedyś być gorzej, ale wcale nie musi. Taka właśnie jest moja mama. Skoncentrowana na tym co złe. Na wszelki wypadek.

Trafia mnie szlag z zazdrości, gdy inni ze swoimi rodzicami spędzają świetnie czas.

Teraz jestem już na tyle dorosła i samodzielna, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że moje życie jest tylko moje. Wiem, że wystarczy nie brać do serca gorzkich słów, które padają z jej ust. Na wszelki wypadek nie dzwonię do niej, ani nie odwiedzam zbyt często. Jednocześnie trafia mnie szlag z zazdrości, gdy inni ze swoimi rodzicami spędzają świetnie czas. Przytulają się do nich bez obawy, że dostaną kuksańca. Też tak chcę. I nie wiem, jak to zrobić. Mimo że widzę jak ucieka z niej siła. Widzę, jak się starzeje. I boję się, że przyjdzie taki dzień, kiedy najbardziej na świecie, będę żałować tego, że nie znalazłyśmy do siebie drogi. Ani ja, ani ona.

O.

Więcej o: