"Niewdzięczna córko, co ty wiesz o moim życiu" [LIST]

List o matce poruszył czułą strunę w sercu naszej Czytelniczki. I wywołał sporo frustracji, której trzeba było dać upust. Dlaczego matki obwiniane są o całe zło świata? I dlaczego dzieci mają taką krótką pamięć?

Mam już dość artykułów o tym, jak to dorosłe dzieci nie mogą się odnaleźć w dorosłym życiu przez to, że matka nie dość je do siebie przytulała, gdy były małe lub zbyt wiele wymagała. Mam dość czytania, jak to się wtrącamy i dokuczamy własnym dzieciom. Mam dość rad w stylu, zajmij się swoim życiem. Wiem, że część tych zarzutów bywa prawdziwa, ale dlaczego wobec nas, kobiet często po 60. roku życia są tak wysokie wymagania, a teraźniejsze matki starają się dbać przede wszystkim o siebie, zgodnie z hasłem szczęśliwa matka, to dobra matka. Weźcie proszę pod uwagę fakt, że w czasach PRL-u i raczkującego potem kapitalizmu, nie wszystko było takie proste. Większość z matek, które znam starała się i to bardzo.

Nie jestem ani nie byłam idealną matką. Ale coś Wam powiem, moje dzieci także nie są idealne. Ale im wolno, prawda?

Powiem wprost, jestem rozżalona i jest mi bardzo przykro, że matki są obwiniane za całe zło tego świata. I są winne większości porażek. Każdy taki artykuł odbieram osobiście, bo w każdym widzę siebie. Nie jestem ani nie byłam idealną matką. Ale coś Wam powiem, moje dzieci także nie są idealne. Ale im wolno, prawda? To ja mam ciągle dawać i dawać i jeszcze bezwarunkowo kochać. Bo jeśli zachowam się inaczej, będą mówić albo pisać, że jestem toksyczna, egoistyczna i nie nadaję się na matkę. Kto do jasnej cholery daje Wam prawo tak surowo mnie oceniać?

Nie piszę tylko w swoim imieniu. Mam kilka koleżanek, które mają podobne myśli. Trochę mnie podburzyły, ale sama też myślałam o tym od czasu, gdy przeczytałam u was list dziewczyny, która nie lubi swojej mamy. Zabolało. Kiedyś usłyszałam to od swojej młodszej córki. Nie odzywałam się do niej przez ponad miesiąc. Cierpiałam. Jedna z moich przyjaciółek powiedziała mi wtedy, że mojej córce pewnie z tego powodu jedynie ulżyło. Zabolało jeszcze bardziej. I jakoś wtedy stwardniało mi serce. Przyznałam się najpierw jednej koleżance, że nie mam kontaktu z własnymi dziećmi, potem drugiej. Nie jestem wyjątkiem. Wokół mnie jest mnóstwo nieidealnych matek. Tym, którzy uważają, że na to na pewno zasłużyłyśmy powiem od razu, że mogą mieć satysfakcję. Niemal codziennie myślę o tym, co zrobiłam źle. O kilku rzeczach wiem. Kilku się domyślam. Ale czasem też wzbiera we mnie złość i żal tak ogromne, że życzę swoim córkom tak ciężkiego życia jak miałam ja. Kocham je nad życie, ale chciałabym, żeby zrozumiały, że naprawdę nie miałam lekko. Nie wiem jak inaczej do nich dotrzeć. Nie mają dla mnie czasu. Nie słuchają moich tłumaczeń. Zbywają każde wytłumaczenie.

Teraz na emeryturze mam dużo czasu na myślenie i wspominanie. Patrzę na segment, z którego moje córki lubią żartować. Żadna już nie pamięta, ile kosztowało mnie zdobycie go w latach siedemdziesiątych. I że każda z nich miała w nim swoją tylko szufladkę, do której nikt nie miał prawa zaglądać. Nie pamiętają też naszych szalonych wakacji w górach. Pojechałyśmy na nie we trzy, bo ojciec nie miał wolnego. W jednej ręce trzymałam wasze dłonie, w drugiej ciężką walizkę z wekami, żeby nie wydawać zbyt wiele pieniędzy na miejscu. Poza tym kiedyś smakowało wam to, co robiłam. Teraz nie lubicie mojej kuchni. Wtedy w zapchanym pociągu wywalczyłam dla was miejsca i siedziałyście sobie siedem godzin. Ja stałam na korytarzu.

Przestańcie tak nas piętnować. Tak, mówię właśnie do was, kobiet po 30. Takich jak moje córki.

Córki nie pamiętają tego, że pojechałam na handel do Węgier i przywiozłam im kolorowe czapeczki i szaliczki. Choć nie umiem handlować, ale chciałam, żeby nie były gorsze od innych dzieciaków w szkole. Targowałam się na naszym bazarku, gdy kupowałam im dżinsy, o których tak marzyły. Nie kupiłam sobie wtedy butów, ale patrzyłam na ich szczęśliwe buzie i nie żałowałam ani chwili. Sprzedałam wszystkie swoje złote pierścionki, kiedy chciałam wysłać was na kolonię do Berlina, wtedy jeszcze zachodniego. I nigdy nie było mi żal. Zarwałam wiele nocy gdy chorowałyście i kiedy już jako nastolatki wracałyście po nocy do domu. Wcale nie przed północą jak obiecywałyście. Przymykałam oczy na wiele waszych wybryków i kryłam przed ojcem. Nawet słowa nie powiedziałam, gdy zniszczyłyście w złości mój zbiór nagrań na kasetach magnetofonowych. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Ale to nie daje mi wcale ulgi. Wiem przecież, że żadna z moich córek nie prosiła się na świat i taka była moja rola. Przysięgam, że wywiązywałam się z niej najlepiej jak potrafiłam. Wiem też, że popełniłam wiele błędów. Tylko przestańcie tak nas piętnować. Tak, mówię właśnie do was, kobiet po 30. Takich jak moje córki. Jestem od was prawie dwa razy starsza. I wcale nie zgłupiałam do reszty. Widzę, że młodym kobietom pozwala się już być „wystarczająco” dobrymi matkami, ale nas te stare łaje się jak psy. A ojcowie, to wielcy nieobecni. Odnoszę wrażenie, że im rzadziej zarzuca się błędy. No chyba że były ewidentne. Alkoholizm albo romanse. A mnie zarzuca się wszystko. To że pouczam, choć chce tylko dobrze poradzić. To, że się wtrącam, choć tylko tęsknię. To, że nie mam swojego życia, choć tylko chcę być jeszcze potrzebna.

Mam 65 lat. Mam swoje życie, gderliwego nieco męża. Mam też koleżanki w podobnym do mnie wieku. Spotykamy się dość często. Przy kawce i koniaczku czasem jest bardzo wesoło, a czasem mniej. Bo wiele z nas ma poczucie, że dzieci nie do końca są z nas zadowolone. A naprawdę starałyśmy się. Czy ktoś to rozumie?

Matka Nieidealna

Więcej o: