"A co z tymi, co nie umieją prosić o pomoc?" [LIST]

Przez cały październik piszemy dla Was i do Was o pomaganiu innym. Ludziom, zwierzakom, dzieciom, dorosłym. Nasza Czytelniczka zwraca nam uwagę na trochę inny aspekt tego tematu.

Miałam koleżankę, może nawet przyjaciółkę. Byłyśmy blisko. Nie umiem teraz określić tej relacji, bo wyszło, jak wyszło. Nie wiedziałam, że ma kłopoty, to znaczy wiedziałam, że coś się dzieje, ale nie sądziłam, że ją to przerasta. Że nie daje rady. Zawsze była spokojna, opanowana, zawsze skłonna wysłuchać i właśnie pomóc komuś. Ja ją nawet kilka razy pytałam, czy wszystko w porządku. Czy daje radę z dzieckiem, z pracą, z rodziną, z własnym zdrowiem, z którym już wtedy było źle.

Zawsze była spokojna, opanowana, zawsze skłonna wysłuchać i właśnie pomóc komuś.

I co? Odpowiadała mi, że tak, ok. Że jest trudno, ale ma to pod kontrolą. Że spoko, jakoś to się kręci. Teraz wiem, że nie mówiła mi prawdy. Czasem naciskałam. Rzucała mi jakiś strzęp informacji i natychmiast zmieniała temat. A co u ciebie. A jak córeczki. A jak z mężem, pogodziliście się? Może byłam za tępa, żeby zobaczyć. Może za bardzo zajęta sobą. Może zbyt egoistyczna. Nie wiem. Zawsze będę się nad tym zastanawiać.

Co bym zrobiła? Myślę o tym często. Poradziła. Pomogła jakoś konkretnie, zabrała czasem jej dziecko z moimi, wyciągnęła gdzieś, może na wyjazd, cokolwiek. Pogadała z jej mężem. Nie wiem, zaalarmowała rodziców. Może wystarczyło by to, co od niej dostawałam, wystarczyło pogadać, wystarczyło jej wysłuchać, żeby dostała obiektywne spojrzenie z boku, żeby jej jakoś pokazać proporcje. Mogłam jej doradzić co z pracą, znaleźć lekarza, może to głupie, ale teraz myślę, że mnóstwo jej problemów mogłam pomóc rozwiązać, bo stałam z boku, byłam obiektywna. Krótko mówiąc mogłam jej pomóc normalnie, fizycznie, ale psychicznie też.

Dlaczego ludzie nie proszą o pomoc? Dlaczego zarzynają się w milczeniu i nie robią nic, żeby sobie trochę ulżyć?

Tylko jak pomóc komuś, kto tego nie chce? Kto odrzuca pomoc? Nie tylko moją, każdą odrzucała. Zawsze było dobrze, zawsze dawała radę, zawsze odpychała od siebie rozmowę. Dlaczego ludzie tak robią? Ktoś mi to może wytłumaczyć? Czy to jest strach, czy jakieś pójście w zaparte, jakaś blokada? Jak niosę coś ciężkiego, to proszę o pomoc. Jak jestem zmęczona i nie mogę czegoś zrobić, to proszę o pomoc. Męża, mamę, koleżankę z pracy. Albo mówię, że mam gorączkę i sorry, odpadam, zrób za mnie, odwdzięczę się, zastąpię cię potem. Przecież to jest łatwiejsze, niż męczyć się samemu.

Dlaczego ludzie nie proszą o pomoc? Dlaczego zarzynają się w milczeniu i nie robią nic, żeby sobie trochę ulżyć? To jest jakaś duma, myślenie, że nie można sobą zawracać innym głowy? To jest bez sensu. Myślę, że to nie jest ok.

Proście o pomoc. Albo chociaż się przed nią nie brońcie. To jest egoizm, wbrew pozorom. Możecie zrobić wielką krzywdę. Sobie i tym, dla których jesteście najważniejszymi ludźmi na świecie. Dajcie sobie szansę i innym. Jeżeli tak bardzo wam zależy na innych, że nie chcecie ich sobą obarczać - to pomyślcie, co będzie, kiedy ich zostawicie.

pozdrawiam

Edyta

[Od Redakcji: Przypominamy, że tematem października jest POMAGAM INNYM - taka redakcyjna innowacja na Fochu. Nie pomaganie, bo pomagamy od zawsze - temat miesiąca jest innowacją. A zainspirowała nas do niego bardzo szlachetna akcja, której celem jest zebranie miliona (duża bańka!) na leczenie dzieci z poważnymi wadami serca. Z serca prosimy: weźcie w niej udział!]