Gdy własny organizm nieoczekiwanie strzela focha - o endometriozie

Podstępna choroba, której objawy są mylące i często sporo czasu zajmuje właściwa diagnoza. Historię swoich zmagań z endometriozą opisuje nasza Czytelniczka - z myślą o wszystkich kobietach, które może nawet nie wiedzą, co im dolega.

Po lekturze kilku artykułów na temat zdrowia postanowiłam, że dodam coś od siebie, ku przestrodze dla innych kobiet. Choroba, o której piszę jest podstępna, jej objawy są typowe dla paru innych schorzeń i sporo kobiet nie zdaje sobie sprawy, z jakiego powodu cierpi.

Pozwólcie, że przybliżę endometriozę i krótko (lub nie, zobaczymy) opiszę swoje objawy, diagnozę oraz dotychczasową walkę.

Niedawno obchodziłam 27 urodziny. Odkąd pamiętam, miesiączki miałam bolesne, bardzo bolesne. Było to typowe w mojej rodzinie, więc po prostu mając te 13-14 lat nie przejmowałam się tym - no nic, jestem kobietą, mam okres, pomęczę się kilka dni i minie. To przecież kilka dni.

Dowiedziałam się, że to typowe, wiele kobiet tak ma, mam się nie niepokoić.

Pierwszy raz poszłam do ginekologa mając skończone 18 lat, miałam stałego chłopaka, o którym poważnie myślałam, chcieliśmy rozpocząć współżycie. Lekarz okazał się starszym mężczyzną, przeprowadził wywiad, zrobił badanie ginekologiczne, usg, wysłał mnie na badania krwi. Kolejna wizyta, analiza wyników, wszystko w normie, więc bez problemu przepisał mi tabletki antykoncepcyjne. Początkowo chodziłam do niego co 2-3 miesiące, później co pół roku, tylko po receptę. Kiedyś wspomniałam, że przez pierwsze 2-3 dni okresu jestem nie do życia, tak boli. Zaproponował, żebym poza rozkurczową no-spą brała jakieś tabletki przeciwbólowe, np. ibuprom. Nie zbadał mnie. Po jakimś czasie wspomniałam mu, że czasem w trakcie stosunku albo po nim odczuwam ból - dowiedziałam się, że to typowe, wiele kobiet tak ma, mam się nie niepokoić, najlepiej zmienić pozycję na taką, w jakiej nie będzie bolało. No ok, typowe, przecież mówi mi to doświadczony lekarz, więc zaufam. Nie chce mnie badać, widocznie nie ma potrzeby, przecież sama na ten upiorny fotel nie wskoczę skoro nie muszę. Która kobieta lubi badanie ginekologiczne? Chodziłam do tego lekarza dwa razy w roku, przez 5 lat. Przez ten czas miałam jedno badanie usg, na pierwszej wizycie. Po tych 5 latach, na początku 2010 roku, odstawiłam antykoncepcję. Powód odstawienia nie dotyczy choroby, więc pominę.  Przez 3 lata nie uprawiałam seksu, więc ból towarzyszył mi tylko w trakcie miesiączek. Nie rozstawałam się z no-spą i ibupromem, który później zmieniłam na mocniejszy, jeszcze mocniejszy

Tabletki w domu, w torebce, w pracy znajomi zaczęli nazywać mnie apteką, bo zawsze ratowałam tabletką, jak kogoś coś bolało - wszyscy wiedzieli, że zawsze mam je przy sobie.

Zauważam, że powiększam się w pasie, jakoś tak nieproporcjonalnie, bo tylko w pasie.

W drugiej połowie 2011 roku poszłam na cytologię, wynik: grupa I, wszystko w porządku. Ginekolog nie robi mi usg. Rok później wróciłam do współżycia. I co? Boli.  Dodatkowo, nie za każdym razem, ale czasami krwawiłam, w sumie bardziej plamiłam po stosunku. Nic nowego, kobiety przecież tak mają czasem. Nie mam czasu na chodzenie do lekarza, więc czytam w internecie, że inne kobiety też tak mają.

Rok 2013, około kwietnia zauważam, że powiększam się w pasie, jakoś tak nieproporcjonalnie, bo tylko w pasie. Miałam figurę klepsydry, nagle robię się kwadratowa? Wyjmuję strój na siłownię, ćwiczę. Brzuch nie reaguje. W międzyczasie męczą mnie wzdęcia, zaparcia, wizyty w toalecie stają się bolesne, zarówno te krótsze, jak i dłuższe. Podczas okresu umieram, pomiędzy miesiączkami też mnie boli brzuch. Podejrzewam problemy z jelitami, kupuję sobie espumisan i zjadam całe opakowanie. Kupuję naturalny błonnik, takie jakby chipsy, na poprawę trawienia itp. Zmieniam dietę, piję mniej kawy (dramat!), tylko zieloną i czerwoną herbatę, nie patrzę na moje ukochane chipsy, odstawiam słodycze, wcinam kaszę, warzywa, owoce, jajka, mięsa i tak jadłam mało, ale jem jeszcze mniej, unikam smażonych potraw (placki ziemniaczane, chlip...), nie patrzę na bigos, kapuśniak, grochówkę i całe mnóstwo innych dobrych rzeczy. Czuję się lepiej, lżej, ale brzuch - dalej jak w trzecim, czasem może i czwartym miesiącu ciąży.

Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze, nie poznaję swojego ciała, a tu lato w pełni.

Daję sobie spokój z siłownią, nie mam siły.  Nie wiem co ze sobą zrobić, jestem obolała, opuchnięta, senna, marudna, waga pokazuje 64,5 kg, nigdy tyle nie ważyłam, a przecież jestem na diecie i ćwiczyłam (WTF?!), twarz cała się świeci, poza tym włosy wypadają w jakiejś hurtowej, przerażającej ilości.

Zapisuję się do endokrynologa, bo może tarczyca? Czytam trochę - może mam niedoczynność? Termin w ostatnim tygodniu czerwca. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze, nie poznaję swojego ciała, a tu lato w pełni.  Na początek sierpnia zaplanowany dwutygodniowy urlop nad morzem. Termin nie do ruszenia, albo ten albo żegnajcie wakacje.

Pani doktor zleca badania (tsh, ft3, ft4, anty-TPO, usg tarczycy). Opowiadam co mnie sprowadza, lekarka mówi, że przecież nie mam nadwagi, że może stres, może bym urlop wzięła, odpoczęła, młoda jestem przecież, pewnie nic poważnego. W pracy rozpoczął się sezon urlopowy, nie mam możliwości żeby zrobić te badania od razu, dopiero za jakieś dwa tygodnie.

Coraz częściej boli mnie brzuch, aż nagle 10 lipca budzi mnie w środku nocy ból, jakiego nigdy w życiu nie miałam. Leżę w łóżku i boję się ruszyć, boli mnie lewy jajnik. Sprawdzam na komórce godzinę, po 3. Zwlekam się jakoś z łóżka, biorę no-spę i kładę się. Czekam. Nic się nie zmienia, więc po jakimś czasie biorę najsilniejszy nurofen. Czekam.  Czuję ulgę, jest koło 4:30, za godzinę zadzwoni budzik. Zasypiam.

Lekarz lekceważy moje słowa: wy, kobiety, jesteście skomplikowane, z wami nigdy nie wiadomo.

Wstaję półprzytomna, w pracy rejestruję się do mojego ginekologa, termin już za tydzień. Na wizycie mówię co mnie boli i proszę o zrobienie usg. Lekarz lekceważy moje słowa, owulacja to i jajnik może boleć, a że nigdy tak nie bolał, no cóż „wy, kobiety, jesteście skomplikowane, z wami nigdy nie wiadomo ”.

Usg zewnętrzne wykazuje jakąś zmianę na lewym jajniku, usg dopochwowe lekarz robi w totalnej ciszy, nie odpowiada na moje pytanie, co tam widzi. Dotychczas ze mną rozmawiał, zaczynam się bać.

Po badaniu dowiaduję się, że to duża torbiel, stąd ten ból, dostaję skierowanie na morfologię, marker nowotworowy CA125 i słyszę, że konieczny będzie szpital. Pada słowo „rak”. Od tego momentu zaczyna się bieganie po lekarzach. Wynik CA125 u mnie: 99,7 U/ml, norma jest do 35 U/ml. Wyobraźnia wariuje, pierwsza myśl: rak jajnika, objawy pasują. Umawiam się na wizytę u innego ginekologa, prywatnie, w prywatnej klinice.

Analiza wyników, nie jest dobrze, usg - podejrzenie potworniaka (guz jajnika, nowotwór niezłośliwy). Lekarz zaleca szybką laparoskopię, ze względu na fakt, że czuję się coraz gorzej. Robię prywatnie test ROMA - nowoczesny marker raka jajnika. Wychodzi podwyższony, ale nie aż tak bardzo. Trochę się uspokajam.

Dowiaduję się wszystkiego o endometriozie, czytam informacje na stronach internetowych.

Już wiem, że mój tegoroczny urlop szlag trafił. 29 lipca trafiam do szpitala, 31 mam laparoskopię. Po wybudzeniu się z narkozy dowiaduję się, że to była torbiel endometrialna, której nie udało się usunąć w całości, ponieważ była w silnych zrostach z macicą, jelitami, jajowodem.  Lekarze bali się, że coś mi uszkodzą. Wychodzę do domu 2 sierpnia ze świadomością, że prędzej czy później wrócę do szpitala, lekarz mówił, że może to być nawet za pół roku. Wynik histopatologii potwierdza endometriozę.

Dowiaduję się wszystkiego o endometriozie, czytam informacje na stronach www.endometrioza.info.pl, www.endometrioza.aid.pl i na tamtejszym forum, wiem już, że kobiet z tym problemem jest więcej i że jest to choroba przewlekła.

Przytoczę kilka ważnych informacji z ww. stron:

- Endometrioza jest stanem, w którym tkanka podobna do błony śluzowej macicy - endometrium znajduje się w innej części ciała.

- Ogniska endometriozy mogą znajdować się w każdym miejscu jamy macicy: na jajnikach (torbiel endometrialna - czekoladowa), w jajowodach i na ścianach bocznych miednicy. Inne częste miejsca to: więzadła krzyżowo-maciczne, zatoka Douglasa, przegroda między odbytem a pochwą. W dodatku endometriozę można znaleźć w bliźnie po cesarskim cięciu, laparoskopii i laparotomii. Może też pojawic się na pęcherzu moczowym, jelitach, wyrostku robaczkowym i odbytnicy. Takie umiejscowienia są jednak rzadkie. W jeszcze rzadszych przypadkach endometrioza może umiejscowić się w pochwie, wewnątrz pęcherza moczowego, na skórze a nawet w płucach, kręgosłupie i mózgu.

- Ogniska endometriozy są uzależnione od hormonów regulujących cykl miesięczny u kobiety i podlegają zmianom w przebiegu cyklu miesięcznego - można wyróżnić fazę wzrostową, wydzielniczą i złuszczania (miesiączki). W związku z tym, że krew nie ma odpowiedniego odpływu i gromadzi się tworząc skrzepy, dochodzi do powstawania różnego rodzaju torbieli oraz przewlekłego stanu zapalnego.

- Zmiany endometrialne z każdym cyklem powiększają się, jak również mogą powstawać w innych miejscach, powodując coraz bardziej nasilające się objawy choroby. W przypadku cyklicznego rozrostu i wtórnego złuszczania się błony śluzowej macicy w nieprawidłowym miejscu, objawy te prowadzą do powstawania mocnego, dokuczliwego bólu, jak również mogą powodować niepłodność.

- Najczęstszym objawem endometriozy jest ból w jamie brzusznej (w obrębie miednicy).

- Szacuje się, że 30-40% kobiet z endometriozą nie może mieć dzieci, a u co drugiej niepłodnej kobiety przyczyną jest endometrioza.

Kolejny ginekolog, kolejne badanie - krótko, fachowo i bez ogródek dowiaduję się, że to cholerstwo odrosło.

W drugiej połowie sierpnia wracam do pracy, mój organizm powoli dochodzi do siebie, robię badania krwi zlecone przez endokrynologa, wszystko mieści się w normie. Początek października, włosy nadal wypadają, cera pozostawia wiele do życzenia, robię prywatnie badanie tsh - wynik 5,530 (norma 0,27 - 4,2). Obserwuję swoją talię i brzuch - znowu się poszerzam, podejrzewam, że torbiel odrosła.

Ze względu na dogodną lokalizację i gwarancję szybkiego terminu umawiam się do ginekologa, przyjmującego w poradni, w której mamy firmowe ubezpieczenie zdrowotne.

Kolejny ginekolog, kolejne badanie - krótko, fachowo i bez ogródek dowiaduję się, że to cholerstwo odrosło, mój lewy jajnik jest ogroooomny (67,8mm x 51,5mm z torbielą endometrialną 52,5 mm). Dla porównania, prawy, zdrowy jajnik ma wymiary 33,4mm x 31,6 mm. Lekarz mówi, że mam jak najszybciej udać się do szpitala, laparoskopia nic nie da, musi być laparotomia (klasyczna operacja z przecięciem powłok brzusznych), nie ma na co czekać, niekoniecznie mój lewy jajnik ocaleje.  Dodam, że nie mam dzieci i nie jestem pewna, czy chcę je mieć.

Wychodzę z gabinetu, siadam na ławce i czuję niemoc.  Bezsilność totalną, łzy lecą po policzkach. Na ogół cieszę się, gdy okazuje się, że mam rację, ale ta sytuacja mnie dobija. Znowu szpital, znowu zwolnienie lekarskie. Jestem pracoholiczką, poprzednio wręcz rwałam się do biura, a teraz perspektywa jeszcze dłuższego L4...

Umawiam się na wizytę w przychodni przyszpitalnej szpitala, w którym miałam laparoskopię. Wyjmuję wszystkie moje wyniki badań (dorobiłam się już teczki ), wydruk usg wraz z opisem. Tym razem badanie nie jest konieczne - dostaję skierowanie do szpitala, mam iść na oddział umówić się na termin. Szczęśliwie, jest poniedziałek, w szpitalu jest kwalifikacja do zabiegów/ operacji. Kolejne szczęście - trafiam na Ordynatora. Wspaniały człowiek. Sprowadza lekarza, który wykonywał laparoskopię, omawiamy w trójkę jej przebieg, lekarze dziwią się, że torbiel odrosła tak szybko, jestem młoda, nie ma na co czekać. Ustalamy termin, okazuje się, że byłabym w szpitalu na swoje urodziny i Wszystkich Świętych, więc przesuwamy o tydzień.

3 listopada zgłaszam się na oddziale, na czczo. Badanie ginekologiczne, pobranie krwi, EKG, konsultacja z anestezjologiem. Wspominam o tej tarczycy, raz w normie, raz ponad. Anestezjolog zleca jeszcze raz badanie tsh - wychodzi 2,20. Mam mętlik w głowie, ale można mnie na szczęście operować.

Ordynator twierdzi, że ta torbiel mogła rozwijać się latami i miałam pecha, że trafiłam na ginekologa z takim podejściem do kobiet.

Dziwnie się czuję, pamiętam wszystkie twarze, a niektóre osoby pamiętają mnie. Niezmiennie - wszyscy zdziwieni, że wróciłam tak szybko.

W poniedziałek, 4 listopada mam laparotomię, dwa dni później wychodzę do domu. Usunęli to świństwo i całe mnóstwo zrostów, przez które te wszystkie problemy z jelitami, wzdęcia, zaparcia, tycie itp.

Ordynator twierdzi, że ta torbiel mogła rozwijać się latami i miałam pecha, że trafiłam na ginekologa z takim podejściem do kobiet. Przy wypisie Ordynator przepisał mi lek, który będę brać prawdopodobnie rok, albo i dłużej - Visanne. Zadaniem tego leku jest wprowadzenie w stan podobny do menopauzy, zahamowanie miesiączek, bo to one są w tej chorobie zagrożeniem. Niestety, endometriozy nie można wyleczyć, można ją jedynie „wyciszyć” na jakiś czas. Lista skutków ubocznych tabletek Visanne powala na kolana, mam nadzieję, że jak najmniej z nich mnie dotknie i ten lek mi pomoże.

Obecnie jestem na zwolnieniu lekarskim do 14 grudnia, wywalczyłam termin o tydzień krótszy niż chciał lekarz. Moja waga wróciła do normy, 57kg. To, jak wygląda mój brzuch pozostawia wiele do życzenia, ale 3 tygodnie po operacji ma prawo tak wyglądać. Byłam szyta wewnątrz, więc nie miałam żadnych szwów, blizna jest cienka i mam nadzieję, będzie się dobrze goić.

Rozpisałam się, ale chciałam przybliżyć moją historię od początku: może jakaś Czytelniczka odnajdzie coś znajomego, co ją również niepokoi...

Gdyby były jakieś pytania, bardzo chętnie odpowiem, obecnie moja wiedza na temat endometriozy jest już spora.

iola

Więcej o: