"Przestańcie walczyć o oceny dzieci. To nie sprawi, że będą szczęśliwe" [LIST]

?Rodzice, z którymi spotykam się na wywiadówkach doprowadzają mnie do szału. Walczą o dobre oceny swoich dzieci, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Głupcy wychowują kolejne pokolenie głupców!? Tak zaczyna się list pewnej matki, która zwraca uwagę na to, co jest ważniejsze od ocen.

Rodzice, z którymi spotykam się na wywiadówkach doprowadzają mnie do szału. Walczą o dobre oceny swoich dzieci, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Głupcy wychowują kolejne pokolenie głupców! Zagonieni w pogoni za stopniami, które mają ich potomkom zagwarantować lepsze życie, tracą z pola widzenia to, co jest w istocie najważniejsze. Rozwój emocjonalny własnych dzieci.

Kilkanaście minut rozmowy z niektórymi rodzicami sprawia, że natychmiast myślę o tym, że powinni wybrać się na terapię.

Nie odkryję pewnie nic nowego, ale ludzie pełni kompleksów, życiowi tchórze albo odwrotnie, okrutni karierowicze powielają schematy swoich zachowań wychowując dzieci. Rozmawiam z niektórymi rodzicami i mam jakieś tam pojęcie o ich sposobie myślenia, priorytetach, zasadach. Kilkanaście minut rozmowy z niektórymi sprawia, że natychmiast myślę o tym, że pierwsze, co powinni zrobić to wybrać się na terapię. Zastanowić nad sobą i koleinami, w które bezmyślnie wpychają swoje dzieci. Posyłanie na kolejne zajęcie, zdobywanie interesujących, oryginalnych umiejętności jest w mojej ocenie niczym innym jak kompensowaniem sobie swoich braków z dzieciństwa czy młodości.

Rozmawiam czasem z dziewczynkami, które przychodzą do mojej córki. Przekrój jest naprawdę spory. Jedna z koleżanek mojej córki nie ma na przykład w domu telewizora. Kolorowych gazet też zresztą nie. Zdaniem jej mamy jest to nierozwijająca rozrywka, więc nie ma tego sprzętu ani niezbyt mądrych gazetek w domu. Co robi, gdy jest u nas w domu? Siedzi przed telewizorem i nie można jej odciągnąć. Rzeczywiście jest bardzo błyskotliwa, inteligentna i ma duże szanse na to, aby w przyszłości zdobyć na przykład dobrą pracę. Zanim cokolwiek powie, przemyśli to starannie. Nie przyniosła do domu nigdy złej oceny. Jest grzeczna, poukładana, nie szaleje na podwórku. Tylko jakoś dziecka w niej nie widzę. Raczej dobrze hodowany produkt, który z łatwością odnajdzie się w systemie. Spontaniczność? Nigdy.

Jedyne o co nie zadbali moi rodzice, to o mój rozwój emocjonalny.

Inna dziewczynka też ma bardzo oceny i prócz korepetycji z języka chodzi na balet i grę na pianinie. Bywa u nas niezwykle rzadko, bo prawie nie ma wolnego czasu. Nie przyszła nawet na urodziny mojej córki, bo jej mama zabroniła. W tym czasie przygotowywała się do jakiegoś egzaminu z angielskiego. Szkoda, bo dzieciaki bawiły się naprawdę fajnie. Nie zrobiły się od tego pewnie mądrzejsze. Mam pobrudzone ściany w domu i byłam ich krzykami zmęczona.

Myślę o tym wszystkim, bo i ja byłam podobnie chowana. Skończyłam dobre studia, znalazłam w miarę dobrą pracę z dość wysoką pensją i choć wszystko szło zgodnie z planem, nie mogłam sobie ułożyć życia osobistego. Moi rodzice dali mi znakomitą edukację. Dbali o to, żebym miała kontakt z innymi społeczeństwami, językami, krajami, udawało mi się wyjeżdżać, co kilkadziesiąt lat temu, nie było takie proste. Jedyne o co nie zadbali, to o mój rozwój emocjonalny. Po pewnym czasie zdecydowałam się na psychoterapię.

Chcę, żeby się ponudziła i żeby sama zechciała czegoś nowego się nauczyć.

Najpierw uczestniczyłam w fantastycznej grupie otwarcia, polecam. Potem zdecydowałam się na spotkania z psychologiem twarzą w twarz. To otworzyło mi oczy nie tylko na moje problemy. Zrozumiałam, że nie ma większego znaczenia to, jakie oceny przyniesie moja córka ze szkoły. Chcę, żeby była szczęśliwa, żeby wiedziała, że życie jest zbyt poważne, żeby brać je serio i że trzeba być przyzwoitym człowiekiem. Niekoniecznie najlepszym. Nie zaszczepiam w niej chęci do konkurowania. I o zgrozo nie zapisałam jej na dodatkowe zajęcia. Chcę, żeby się ponudziła i żeby sama zechciała czegoś nowego się nauczyć. Chcę, żeby wiedziała jak radzić sobie z porażką, bo prawda jest taka, że mało kto osiąga sukces, większości się to nie udaje. A nie chcę, żeby moja córka była kolejną, sarkastyczną osobą jaką znam.

To nie jest tak, że wychowuję ją bezstresowo, ale staram się ze wszystkich sił, aby żyła w kontakcie z własnymi uczuciami. Żeby wiedziała, czego chce ona. Naprawdę ona, a nie ja. Może to za wcześnie, bo niedawno skończyła 13 lat. Myślę jednak, że nie będzie miała do mnie żalu. Uczę ją także innej, bardzo ważnej z mojego punktu widzenia rzeczy. W konflikcie szkiełka i oka, stawiam na czucie i wiarę.

Matka

Więcej o: