Mam ochotę wysiąść z pchanego z mozołem wózka codzienności

Rutyna nie tylko męczy, ale i zabija nasze uczucia i chęci do wszystkiego. A czasem niebezpiecznie pcha na ścieżki, na które nie powinno się wkraczać. Co poradzić naszej Czytelniczce, która nie ma już siły i pragnie zmian? Nawet tych bardzo groźnych...

Postanowiłam opisać swoja historię. Nigdy nie byłam zbyt piękną dziewczyną. Otwarcie należy stwierdzić, iż posiadałam i posiadam braki w urodzie. Krótko mówiąc zawsze cierpiałam na nadwagę, która był przyczyną licznych kompleksów. Z tych względów unikałam chłopaków. A jeśli już jakiś wpadał mi w oko - rzucałam się w związek na oślep. Skończyło się to kilkoma nieudanymi związkami a można by rzec nawet ze głównie romansami.

Wzajemnie siebie szanujemy i pchamy wózek codzienności.

W pewnym momencie mojego życia poznałam mojego męża. Zaczynało się raczej niemiło i mało interesująco. On na początku ograł mnie we wszystkie możliwe gry, ja natomiast patrzyłam na niego jedynie jako na potencjalnego partnera na Sylwestra. Ale jednak zaczęło się. Po jednej randce kolejna randka i kolejna... Motylki w brzuchu pojawiły się, a ja uległam jego urokowi. Reasumując po 4 miesiącach znajomości postanowiliśmy się pobrać. Teraz mamy dwójkę dzieci, jesteśmy ze sobą ponad 10 lat. Wzajemnie siebie szanujemy i pchamy wózek codzienności.

Ale ja nie o tym. W tle bowiem zawsze czaił się ON. Moja poprzednia niespełniona miłość. Poznaliśmy się długo przed moim mężem. Nigdy nie było nam dane być ze sobą. Ot, kilka skradzionych weekendów, dużo nocnych rozmów. W sumie nic takiego. Ale mimo to, zawsze miałam do niego słabość. Niestety ON zawsze uciekał. Kiedyś wykrzyczałam mu to - efekt był taki, że zniknął z mojego życia.

Oboje unikamy siebie jak tylko się da, lecz często nasza rozmowa trwa całymi dniami.

Pojawił się jakieś dwa lata temu. Na początku nieśmiało. Następnie nasza znajomość przerodziła się w cotygodniowe spotkania. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się Wreszcie wyjaśniliśmy sobie nasze poprzednie zachowania. Nie, nie skończyło się w łóżku. Ale niewiele brakuje.

ON podobnie jak ja ma rodzinę - małżonkę i dwójkę dzieci. Oboje nie mamy zupełnie ochoty cokolwiek w tym psuć. Lecz mimo to wpadłam w ten romans. Nasze zachowanie jest dziwne. Oboje unikamy siebie jak tylko się da, lecz często nasza rozmowa trwa całymi dniami. Potrafię wysłać do niego (z wzajemnością) ponad 100 sms-ów. Nie wiem co będzie dalej. Męczy mnie zwłaszcza sama sytuacja. Zdaję sobie sprawę, że nie ma to jakiejkolwiek przyszłości. Wiem też, że najgłupsze, co mogę zrobić to brnąć w to dalej.

Teraz największym szaleństwem jest to, jak przed snem nie umyję zębów.

Zdaje sobie także sprawę, że jestem odpowiedzialna za moją rodzinę. Za moje dzieci. Nie chcę zrobić im krzywdy. Z drugiej jednak strony nieodparcie mam wrażenie, że wszystko, co dobre już mnie w życiu spotkało. Teraz mam potulnie przyjąć rolę matki, żony oraz maszynki do zarabiania pieniędzy.

Te 10 lat temu - miałam marzenia i ochotę coś zrobić. Teraz największym szaleństwem jest to, jak przed snem nie umyję zębów. Możliwe że przerwiemy wszystko tak samo nagle jak to wszystko się zaczęło. Możliwe też, że kiedyś będę tego bardzo żałowała. Dzisiaj gubię się w swoim myślach.

Stąd ta historia. Prawdziwa.

Pozdrawiam

lidia