Jestem gruba i dobrze mi z tym. I co mi zrobicie?

Zbliżające się lato bywa pretekstem do stawiania sobie ambitnych celów, jak chociażby przejście na dietę. Tyle że nie dla wszystkich. Niektórych utrata wagi uszczęśliwia, innym wigoru dodają... dodatkowe kilogramy. Nie wierzycie? Przeczytajcie.

Był czas kiedy byłam szczupłą kobietą. Moja praca związana z branżą kosmetyczną, wymagała ode mnie tego, abym była odpowiednią wizytówką firmy. Stąd brał się oczekiwany przez moich przełożonych nie tylko perfekcyjny makijaż, ale także odpowiedni strój i sylwetka. Raczej rozmiar S niż XL. Wyglądałam naprawdę dobrze. Więc o co mi w ogóle chodzi? O to, że to nie byłam ja. Nieustanne pilnowanie tego, co było na moim talerzu i konsekwentne treningi (jakbym miała brać udział w olimpiadzie) doprowadziły do tego, że moje życie powoli zamieniało się w terminarz. Żyłam w zgodzie z planem sprzedaży, dietą, rozpisanymi treningami. Motywowana przez zespół menadżerów nade mną, trenera, który non stop pokazywał a to 5 dowodów na to, że chude kobiety są szczęśliwsze, a to10 powodów, dla których warto regularnie ćwiczyć. A ja tę papkę łykałam i łykałam. I choć nie bardzo widziałam, aby moje życie było szczęśliwe, to chciałam wierzyć, że takie się stanie. Tryb życia był nieustannie włączony na zadaniowy.

Aż coś we mnie zaczęło pękać. Powolutku. Najpierw opuściłam jeden trening. Nie byłam chora. Po prostu szłam, szłam i jak usiadłam na ławce pod siłownią to nie mogłam wstać.

Rzeźbienie ciała, walka o jędrne pośladki nigdy mnie nie uwiodła do tego stopnia, żeby to mógł być cel sam w sobie.

Patrzyłam na te dziewczyny na bieżni i zaczynało do mnie docierać, że ja tego całego biegania po prostu nie lubię. Inne ćwiczenie też nie bardzo mnie w gruncie rzeczy kręciły. Jedyne co sprawiało mi przyjemność to krótkie pogawędki w przebieralni z innymi kobietami. O życiu, pracy, czasem seksie i facetach. To było prawdziwe. Rzeźbienie ciała, walka o jędrne pośladki nigdy mnie nie uwiodła do tego stopnia, żeby to mógł być cel sam w sobie. Endorfiny - no, tak, ćwiczenia poprawiały mi humor, ale nie sprawiały, że pytanie o to, czy robię to, co lubię, znikało z mojej głowy. Dieta sprawiała, że miałam energię, ale prawda jest taka, że zdarzały mi się noce kiedy śniłam o jedzeniu, jakie miałam w rodzinnym domu. Kotlet mielony z buraczkami, schabowy z kapustą, bigos. No i ciasta w niedzielę.

Kolejną rysą na moim do tej pory idealnym wizerunku było zrezygnowanie z kupowania dietetycznych posiłków. Powiedziałam koleżankom z pracy, że mam przejściowe kłopoty finansowe. Wstydziłam się tego, że po prostu mam dość życia wyznaczonego przez kalorie, treningi i uparte trzymanie się wzoru. Dbanie o dobry wygląd zajmowało mi mnóstwo czasu, bo mam naturalną tendencję do tycia. Chciałam odpuścić. Właściwie nie tyle chciałam, co właśnie odpuszczałam. Nie miałam złudzeń, że uda mi się zachować rozmiar 36. Liceum przeszłam w rozmiarze 38 a nawet 40.

I zaczęłam jeść normalnie. Porzuciłam treningi na rzecz wieczorów z książką i sernikiem. Już nie biegam rano, tylko wyleguję się w łóżku. Zamiast jeść dietetyczne sałatki, nie odmawiam sobie od czasu do czasu drobiowego kotlecika mielonego. Nie jest tak, że popadłam w totalne obżarstwo. Nie pilnuję tylko z ołówkiem w dłoni indeksu glikemicznego tego, co jem. Stopniowo wymieniłam garderobę na wciąż elegancką, ale już zdecydowanie mniej obcisłą. Zaokrągliłam się. Zauważalnie. Po pół roku przybyło mi około 10 kg. Moja naturalna skłonność do bycia puszystą dziewczyną, według niektórych pewnie grubą, dała o sobie znać.

Teraz jestem znacznie grubsza i znacznie szczęśliwsza.

Przez ponad 10 lat walczyłam jak lwica o utrzymanie idealnego BMI. Chodziłam na wyszczuplające masaże, używałam modelujących kosmetyków, przyjmowałam nawet przyspieszające metabolizm specyfiki. Robiłam wszystko, aby dopasować się do wzorca zadbanej kobiety. Udawało się, bo tak byłam postrzegana przez koleżanki z pracy. Tylko że już dłużej nie mogę. Nie wiem, czy któraś z Was mnie zrozumie. Teraz jestem znacznie grubsza i znacznie szczęśliwsza. Mimo że nie spełniam już wyśrubowanych wzorców estetycznych. Nie katuję się dietami, nie mam zakwasów, jeśli ćwiczę to dlatego, że mam na to ochotę, a nie dlatego, żeby schudnąć. Podziwiam te dziewczyny, które są naturalnie szczupłe i zgrabne. Podziwiam te, które naprawdę lubią jeść roszponkę z jogurtem. No, ale ja udawałam stanowczo za długo. Jestem gruba i dobrze mi z tym.

Złośliwcom od razu odpowiem, że robię sobie regularne badania. Nie, jeszcze nie zajmuję dwóch miejsc w autobusie. A moje życie seksualne ma się świetnie. Mimo tego że mam cellulit, rozstępy i moja pupa jest teraz raczej duża niż mała jak orzeszek.