O ludziach, którzy kochają tylko rasowe zwierzęta. I do tego krótko

Powiedz jak bardzo kochasz zwierzęta, a inni powiedzą ci jakim jesteś człowiekiem? Do takiego wniosku można dojść po lekturze historii, którą podzieliła się z nami Ela. Mamy wątpliwości i, jak się to często zdarza, różne zdania w redakcji. Z tym większą przyjemnością poznamy Wasze spojrzenie.

Bo widzisz, potrafię kochać tylko piękne stworzenia. Tak już mam. Nie chcę otaczać się brzydotą - wyznała mi kiedyś bliska znajoma, gdy zapytałam, dlaczego nie weźmie jakiegoś psa ze schroniska. Po swojego psa, ślicznego białego teriera jechała z Warszawy aż do Jarosławca. I to zimą podczas śnieżycy. Przywiozła pięknego, rasowego szczeniaczka. Suczka miała pochodzić ze sprawdzonej hodowli, miała rodowód od samego Pana Boga i nie wiem, co tam jeszcze. Prócz tego miała mieć idealne cechy charakteru i nigdy nie chorować. Bo z kundlem to nigdy nie wiadomo. Czy nie będzie zarobaczony lub co gorsza agresywny. Jej rasowa suczka zachorowała raz, po około trzech latach. Za to tak, że już nie wyszła z tego. Przykra historia, bo choć preferuję opiekowanie się psami pokrzywdzonymi przez los, tymi ze schroniska, to polubiłam tę hałaśliwą psinę. I nie piszę tego, bo jest we mnie jakaś chora satysfakcja, tylko dlatego, że dalszy rozwój tej historii wprawił mnie w jeszcze większe osłupienie.

Kilka dni po opublikowaniu smutnego statusu na fejsie, że odeszła jej największa miłość, pojawiła się radosna nowina, że znalazła już nową.

Kiedy odchodzi ukochany pupil, co robi wstrząśnięty tym wydarzeniem właściciel? Podpowiem. Szuka kolejnego szczeniaczka. Teraz piszę o tym z normalną miną, ale wtedy pamiętam, że nie mogłam w to uwierzyć. Kilka dni po opublikowaniu smutnego statusu na fejsie, że odeszła jej największa miłość, pojawiła się radosna nowina, że znalazła już nową. Zaczęły pojawiać się rozkoszne zdjęcia szczeniaczka z kolejnej hodowli. I w tym momencie zaczynam tracić zdolność logicznego myślenia. Ciało jednej, niby wielkiej miłości jeszcze nie ostygło, a już są wznoszone pochwalne okrzyki na cześć kolejnej?! Nie jestem wariatką, ale zwierzęta zasługują chyba na prawdziwe uczucie? Nie jest to zresztą historia wcale odosobniona. Mój znajomy po odejściu swojego psa, natychmiast zaczął szukać kolejnego. Oczywiście tej samej rasy.

Psem budują swój wizerunek. Jeśli są małe noszą je w torebeczkach a przynajmniej na rękach.

W moim domu jest teraz tak cholernie pusto. Nie mogę sobie znaleźć miejsca - pisał na FB. Bo teraz to najczęstsza przecież forma informowania świata, co tam u ciebie, a przede wszystkim, o czym myślisz. Byłam i wciąż jestem zdziwiona. Gdy straciłam swojego ukochanego zwierzaka, byłam naprawdę smutna. Spędziłam ze swoim kundlem 18 lat i ani nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby po jego śmierci natychmiast brać do domu nowego zwierzaka. Wiem oczywiście, że są ludzie, którzy na przykład po rozstaniu natychmiast rzucają się w ramiona kogoś innego. Ale czy to nie jest przypadkiem głupie? I czy ich miłość tak deklarowana jest prawdziwa? Moim zdaniem to tylko potwierdza tezę, że dla ludzi lubujących się w rasowych psach, zwierzę jest jednym z akcesoriów. Psem budują swój wizerunek. Jeśli są małe noszą je w torebeczkach a przynajmniej na rękach. Zazwyczaj też zabierają ze sobą w miejsca, w których zwierzęta być raczej nie powinny. Mam na myśli na przykład modne knajpki, w których potem te psy siedzą przywiązane do stolików. W smrodzie papierosów, w hałasie muzyki.

Tacy ludzie nie powinni mieć ani zwierząt, ani dzieci, bo pewnie wychowają je na kolejne bezduszne stworzenie.

Mieszają się we mnie dwie postawy. Z jednej strony zrobiłabym wszystko, żeby przekonać ludzi, że psy ze schronisk potrzebują miłości i zrozumienia. Że niektóre rzeczywiście mają swoją, nieprzyjemną przeszłość, ale są w stanie odwzajemnić uczucie. I to jak! Z drugiej strony wpadam w szał, gdy widzę ogłoszenia ludzi, którzy chcą swojego zwierzaka po pewnym czasie oddać. Niby i tak powinnam się cieszyć, że nie podrzucają ich do schroniska, ale jakoś się nie cieszę, tylko szlag mnie trafia. Mam wrażenie, że celują w tym młode matki, które najpierw sobie biorą małego pieska czy kicię w ramach treningu rodzicielskiego, a potem jak już mają własne dziecko, bezceremonialnie się z tym zwierzęciem żegnają. Bo dziecko! Tacy ludzie nie powinni mieć ani zwierząt, ani dzieci, bo pewnie wychowają je na kolejne bezduszne stworzenie. Na swoje podobieństwo.

Ela