Polak za granicą - całkowita zmiana priorytetów?

"Choć Polska nie jest rajem na ziemi i wcale się tu nie żyje łatwo, to wolimy jeść schabowy w dużym mieszkaniu w Polsce, niż mielonkę w zagranicznej suterenie 10 m2" - pisze nasza Czytelniczka, ostro krytykując politykę wyjazdów za granicę "na dorobek".

Chciałabym podzielić się swoimi refleksjami na temat życia i pracy za granicą oraz w Polsce. Po przeczytaniu co najmniej kilkudziesięciu artykułów na temat polskich emigrantów mam propozycję, aby zrobić symulację czy zarabianie za granicą rzeczywiście jest takie opłacalne i czy jest sens wyjeżdżać z Polski.

Za granicą niekoniecznie zarabia się więcej niż w Polsce.

Jednak najpierw nakreślę, że jestem mężatką, tuż przed 30-stką, mieszkam z mężem w dość dużym i ładnym mieszkaniu w nowym budownictwie i nie wybieramy się za granicę. Mi udało się znaleźć po studiach tylko dorywczą pracę, więc żyjemy z pensji męża, który ma dobry zawód w branży IT (aczkolwiek nie zarabia kosmicznych pieniędzy, tylko trochę powyżej średniej krajowej).

Obserwując moich znajomych, którzy pracują w Polsce oraz tych którzy wyjechali "za chlebem" mam pewne - nawet kontrowersyjne - refleksje. Otóż doszłam do wniosku, że za granicą niekoniecznie zarabia się więcej niż w Polsce.

Argumenty:

Przeciętny Polak w Polsce charakteryzuje się (moim zdaniem) niechętnym stosunkiem do pracy. Ile znacie osób (np. po studiach), które z uśmiechem na ustach pójdą do pracy w Polsce jako sprzątaczka czy pracownik przy taśmie w fabryce albo jako pakowacz? Nie po to się uczyli, żeby pójść do takiej marnej pracy za takie marne pieniądze. Wolą więc siedzieć na bezrobociu w swoim pokoiku w mieszkaniu rodziców. Szukają pracy, ale mają wymagania: ciekawa, dobrze płatna, 8 godzin dziennie, wolne weekendy. Ich zarobki powinny wystarczyć im na zamieszkanie w ładnym mieszkaniu, które najlepiej będzie ich własnością. Zarobki w Polsce powinny pozwalać też na godne życie - dobre jedzenie, rozrywkę.

Polak, który w rodzimym kraju chciałby pracować tylko na jeden etat, za granicą nabiera sił i potrafi pracować nawet po kilkanaście godzin dziennie.

Jak jednak zachowuje się ten sam Polak, gdy wyjeżdża za granicę? Następuje wtedy u niego całkowita zmiana priorytetów życiowych. Ten sam człowiek, który w Polsce gardzi byle jakimi pracami, po wyjeździe za granicę szuka "jakiejkolwiek" pracy. Ta sama osoba, która w Polsce chce mieć swoje mieszkanie, za granicą decyduje się na wynajem jednego małego pokoiku i to na spółkę z innymi, nieznanymi jej ludźmi (bo tnie koszty). Koszt wynajęcia tej jednej klitki na spółkę za granicą jest wyższy niż koszt wynajęcia całego mieszkania w Polsce.

Polak, który w rodzimym kraju chciałby pracować tylko na jeden etat, za granicą, o dziwo, nabiera sił i potrafi pracować nawet po kilkanaście godzin dziennie. Biegnie z jednej pracy do drugiej, pracuje też w weekendy.

Ta sama osoba, która w Polsce chętnie spożywałaby "lepsze" jedzenie, za granicą zadowala się najtańszymi konserwami, mielonkami, produktami z najtańszych dyskontów "dla emigrantów".

Ponadto osoba ta stara się nic sobie nie kupować, bo oszczędza pieniądze na przyjazd do Polski.

Jak to się dzieje, że w Polsce nikt nie chce pracować w byle jakiej pracy (poniżej swoich kwalifikacji), a za granicą chętnie...? To jest dopiero zagadka... Czy Polak za granicą rzeczywiście zarabia więcej? ...Może i tak, ale pamiętajmy że:

- płaci za granicą gigantyczne pieniądze za mały pokoik i często mieszka z kilkoma osobami naraz (opłaty za kwaterunek często pochłaniają sporą część jego zarobków);

- zarabia więcej, bo pracuje na 2-3 etaty, więc siłą rzeczy skoro spędza w pracy dużo czasu, to i zarabia więcej;

- oszczędza sporo pieniędzy na zakupie najtańszego jedzenia i innych rzeczy, bo nie jest rozrzutny.

Wyobraźmy sobie teraz Polaka, który pracuje w Polsce i:

- mieszka w małym pokoiku z kilkoma osobami - oszczędza więc sporo na czynszu, a w Polsce czynsze są dużo niższe niż za granicą;

- pracuje po kilkanaście godzin dziennie i w weekendy - zatem siłą rzeczy zarabia dużo więcej, niż gdyby miał 1 etat;

- kupuje najtańsze jedzenie i oszczędza na zakupach różnych rzeczy..

Możemy zatem dojść do wniosku, że Polak, który dużo pracuje w Polsce i prowadzi taki oszczędny tryb życia, może odłożyć sobie naprawdę sporo gotówki. I by mieć oszczędności wcale nie musi wyjeżdżać za granicę. A ponieważ jest w rodzimym kraju, więc zapewne jest jeszcze w stanie zaoszczędzić na czynszu, bo np. mieszka z rodzicami.

W efekcie żeby mieć kasę, wcale nie trzeba wyjeżdżać z Polski.

Osobiście znam osobę, która "dorabiała" się za granicą przez ponad 20 lat. W tym czasie miała nikły kontakt ze swoimi dziećmi, a jej małżeństwo było raczej fikcją niż zażyłym związkiem. Osoba ta przez wiele lat mieszkała w hotelach robotniczych lub w suterenie. Oszczędzała też na jedzeniu, ograniczała wydatki na siebie do minimum. I co się okazało? Okazało się, że żeby owa osoba mogła sobie kupić samochód za granicą czy mieszkanie w Polsce, to i tak musiała zaciągnąć kredyty w banku (i dużo więcej pracować żeby owe kredyty spłacać). Lata pracy i życia w trudnych warunkach oraz lekceważenie problemów zdrowotnych zrobiły swoje i owa osoba zmarła. Kredyt "w spadku" dostała rodzina (i milion formalności związanych ze spłaceniem ich w zagranicznym banku). I gdzie tu sens i logika?

Żeby mieszkać w ładnym mieszkaniu wcale nie trzeba go kupować na własność.

Proponuję więc żeby każdy Polak zamiast narzekać na swój smutny żywot zrobił sobie "pranie mózgu" jeszcze w Polsce. Prawda jest bowiem taka, że ci którzy pracując za granicą nie odkładają pieniędzy na bok, wracają później do Polski z pustymi rękami, bo zagraniczne koszty życia pochłaniają większość ich zarobków.Wystarczy więc żyjąc w Polsce nie gardzić pracami fizycznymi oraz prowadzić oszczędniejszy tryb życia i może się okazać, że uda nam się zgromadzić takie same oszczędności jak emigrant, który zaciska pasa za granicą.

A co do zakupu mieszkania... Żeby mieszkać w ładnym mieszkaniu wcale nie trzeba go kupować na własność. Myśmy swoje mieszkanie zdobyli dzięki naszemu uporowi i również inteligencji. I są takie możliwości również w Polsce. Dlatego żyjemy sobie spokojnie bez żadnych kredytów na karku. Dlatego mimo przeciętnych zarobków nie musimy odejmować sobie niczego od ust. Nie wydajemy pieniędzy na głupoty, ale też sobie nie żałujemy różnych rzeczy.

Choć Polska nie jest rajem na ziemi i wcale się tu nie żyje łatwo, to wolimy jeść schabowy w dużym mieszkaniu w Polsce, niż mielonkę w zagranicznej suterenie 10 m2.

Nie-emigrantka