"Starość jest smutna i bezradna. Ja też" [LIST]

Przejmujący list od naszej Czytelniczki, której minione święta przyniosły kolejną porcję poczucia bezradności.

Święta za nami. Rodzinny czas, który jest dla wielu osób źródłem radości i spełnienia. Dla mnie jest źródłem cierpień. Widzę wówczas polukrowane sceny, które mnie dołują, budzą poczucie winny i zarazem ogromnej bezsilności.

Mój ojciec czterdzieści lat temu, gdy byłam dziewczynką, odszedł od mojej mamy i związał się z młodą, osiemnastoletnią wówczas panienką z dzieckiem, które ktoś jej, mimo jej niewinności życiowej, zrobił. Zauroczyła go blond włosem, biustem, bezczelnością. Stracił głowę. Taki kryzys wieku średniego, nic nowego. Mama ułożyła sobie życie, odcięła się od niego, wyszło jej to na dobre. Ojciec pożył intensywnie z nową, młodą żoną, wychował jej dziecko, które dziś już doczekało się gromady swoich dzieci - na które zresztą ojciec łożył i wciąż łoży. Dziś, kilka dekad później, jest ponad osiemdziesięcioletnim, schorowanym mężczyzną z otyłą, niezadowoloną z życia o czterdzieści lat starszą blondyną.

Może powinna była o tym myśleć, rozbijając małżeństwo moich rodziców: że jej sporo starszy mąż z wiekiem nie stanie się od niej młodszy.

Ma, co chciał. Ale ja chodzę jak struta po każdej wizycie u nich. A w święta, wiadomo, wizyta była. Aż mnie bolą zęby, gdy to wspominam. Ojciec jest totalnie ubezwłasnowolniony. Jego pozostająca wciąż w świetnej kondycji, niespełna sześćdziesięcioletnia żona nie ukrywa, że odlicza dni jego życia. Życia, którego ojciec się w jej odczuciu strasznie kurczowo trzyma. Ona ma już plany związane z domem, który przypadnie jej w udziale po jego śmierci. Podkreśla w rozmowach, jak ciężko jest jej opiekować się nim, już przecież od kilku lat nie porusza się o własnych siłach, musi go myć, chodzić wokół niego, podsuwać jedzenie, uważać, by się nie zakrztusił. Masakra. Koszmar. Jaka biedna ona. Kiedyś pozwoliłam sobie na komentarz, że może powinna była o tym myśleć, rozbijając małżeństwo moich rodziców: że jej sporo starszy mąż z wiekiem nie stanie się od niej młodszy, że taki moment jak teraz nieuchronnie nadejdzie. Może łatwiej się borykać z czymś takim, gdy samemu się jest już dotkniętym smutną, schorowaną starością? Może jest w tym jakiś zamysł, by wiązali się ze sobą ludzie w zbliżonym wieku? Ona ma siłę i zdrowie, ojciec już nie. Zabrakło chyba tej szalonej miłości, która ją porwała wiele lat temu - a może, co zawsze było dla mnie oczywiste, miłość do pieniędzy i pozycji mojego ojca przestała jej wystarczać, zwłaszcza, gdy jako jego żona miała już do wszystkiego prawo?

Ona się nim opiekuje, nie przeczę. Ale i na swój sposób się nad nim pastwi, wykorzystując swoją rolę.

Ojciec nie jest w stanie ruszać się o własnych siłach. Jest zdany na nią i jej pomoc. A ona rządzi. Wiem, że ojciec mi się nie poskarży, bo potem mu się za to oberwie. Bo potem czeka na obiad godzinę dłużej, bo ona nie słyszy, gdy woła z prośbą o coś do picia. Kupiłam mu bezprzewodowe słuchawki, by mógł sobie słuchać muzyki, co zawsze uwielbiał (nie może jej słuchać normalnie z głośników, bo żonie to przeszkadza). Ostatnio z wyrwanych z kontekstu słów wyłapałam, że ma zakaz korzystania ze słuchawek, bo mu to pogorszy słuch. Nie może czytać, bo wzrok mu już na to nie pozwala. Nie może oglądać telewizji, ani słuchać muzyki. Chyba, że akurat żona też ma na coś ochotę. Ona się nim opiekuje, nie przeczę. Ale i na swój sposób się nad nim pastwi, wykorzystując swoją rolę. Przecież on słyszy (tak, ma naprawdę świetny słuch!) te różne komentarze, na które ona sobie pozwala. Nie mogę nic z tym zrobić, bo przecież oficjalnie wszystko wygląda dobrze: żona opiekuje się w domu schorowanym, starszym mężem. Dba o niego, wie, co jest dla niego dobre. Prawda?

Powiecie, że mogę ojcu pomóc, odwiedzając go? Rozmawiając z nim? Pacyfikując jego żonę? Mogę i nie mogę. Nie jestem w stanie być u niego codziennie. Niestety: praca, rodzina, dzieci, moje codzienne życie, które pochłania tyle czasu i energii, że przy najlepszych chęciach nie jestem w stanie być u niego częściej niż raz w tygodniu. Zresztą mam świadomość, że próba działania tylko odbije się na nim. Starość jest smutna i bezradna. Ja też.

Bezradna córka swego ojca