Nie oglądasz telewizji i uważasz, że to wystarczy, aby czuć się mądrzejszym?

Pogardzanie telewizją jako podrzędną formą rozrywki jest w modzie - dowodzi nasz Czytelnik. Ale deklarowana niechęć do tego medium nie przekłada się na wzrost popularności bardziej wysublimowanych form obcowania z kulturą, sztuką i publicystyką. Kto by przypuszczał...

Oglądanie telewizji ostatnimi czasy uchodzi za wyznacznik intelektualnego ubóstwa. W niektórych kręgach awangardą jest nieposiadanie telewizora. Ale przyznać się do tego, że się telewizję czasem ogląda? Taki coming out?! To prawdziwe towarzyskie samobójstwo, coś jak, przepraszam, głośny bąk. Takie przynajmniej wnioski wysnuwam, przysłuchując się niekiedy dysputom młodych, modnie ubranych ludzi siedzących w modnych oczywiście miejscach. Słucham tych krynic mądrości i powoli zaczyna ogarniać mnie lekkie zdziwienie. Może niektórzy mają problem z telewizją, bo zwyczajnie nie potrafią obsługiwać telewizora? Może nie wiedzą jak korzystać z pilota? Może jak już siądą przed telewizorem, to nie są w stanie wstać?

Telewizja na telewizji publicznej się nie kończy. Nie jest również tajemnicą, że są kanały tematyczne. Wciąż jest z czego wybierać, jeśli tylko wybierać się potrafi.

Nie jestem przepełnionym entuzjazmem fanem propozycji programowych serwowanych nam przez telewizję publiczną. Doceniam spektakle Teatru Telewizji, ale za skandal uważam chęć zdjęcia ich z ekranu. Zresztą w tej akurat instytucji skandalicznych decyzji jest podejmowanych znacznie więcej.

Mimo to z przyjemnością zasiadam przed „Halą odlotów”, uważanie słucham Maksa Cegielskiego, Katarzyny Janowskiej i ich gości. Cenię niemal wszystkie programy kulturalne. Ale nie zamierzam pozować tutaj na lepszego niż jestem. Dobrym filmem sensacyjnym też nie pogardzę. Co robię, gdy coś mi się jednak nie podoba? Nie uwierzycie! Przełączam kanał! Ewentualnie wyłączam telewizor. Uparcie przy tym twierdzę, że wciąż zdarzają się interesujące programy, goście, rozmowy, filmy. Tym bardziej że telewizja na telewizji publicznej się nie kończy. Nie jest również chyba wielką tajemnicą i to, że są kanały tematyczne. Wciąż jest z czego wybierać, jeśli tylko wybierać się potrafi. Nie zamierzam oczywiście zaprzeczać postępującej tabloidyzacji mediów. Mogłoby być lepiej, zdecydowanie. Ale ta reguła dotyczy tak wielu kwestii, że nie wiem, czy jest sens się nad tym rozwodzić.

Chwała Panu, jeśli w miejsce siedzenie przed ekranem weszło regularne bywanie w operze, filharmonii czy chociażby teatrze. Tylko jakoś w to wątpię.

To, co mnie w tym całym odwrocie od telewizji smuci najbardziej, to myśl, że ten niby intelektualny ruch jest w gruncie rzeczy mocno podszyty pogardą wobec innych ludzi. Wobec tych, którzy po ciężkiej pracy po prostu odpoczywają przed telewizorem. Czasem śmiejąc się z niewybrednych żartów, czasem przysypiając, czasem patrząc bezmyślnie na migające obrazki. Będę więcej niż zadowolony, jeśli ktoś mnie przekona, że jest inaczej. Bo na razie zauważam, że brak telewizora w domu jest pretekstem do tego, aby podawać się (tak, w pełni świadomie używam tego czasownika) za inteligenta. Można jeszcze dać lajka stronie „Nie czytasz, to nie idę z Tobą do łóżka” i jest się stuprocentowym inteligentem.

Odwrót od telewizora jest w bardzo wielu przypadkach podyktowany kolejną powierzchowną modą, podobną do mody na ostre koło, czy brodę w stylu rosyjskiego malarza. Chwała Panu, jeśli czas przeznaczony wcześniej na telewizję, został teraz przeznaczony na uważną lekturę wiekopomnego dzieła. Chwała Panu, jeśli w miejsce siedzenie przed ekranem weszło regularne bywanie w operze, filharmonii czy chociażby teatrze. Tylko jakoś w to wątpię. Bardziej skłonny jestem uwierzyć w to, że telewizja traci na atrakcyjności na przykład w porównaniu z Facebookiem, w którym można przejrzeć się jak w lustrze. Traci na atrakcyjności w porównaniu z Internetem jako źródłem informacji. Telewizja traci na atrakcyjności koniec końców przez samą siebie, niestety. Niektóre decyzje telewizji publicznej są tego dowodem.

Czy zatem stwierdzenie „nie oglądam telewizji” jest stwierdzeniem nobilitującym? Pytam, bo moim zdaniem nie jest to wcale synonim „jestem inteligentny, wrażliwy, czytam poezję”, a w takim sensie bywa często używany.

Miłosz

Więcej o: