Czy teraz nawet kapusta musi być seksowna?

Czy wszystko już trzeba reklamować seksem? Nawet książki? Czy biblioteka musi być reklamowana seksowną bibliotekarką? Nasza Czytelniczka zastanawia się, czy warto z jednym stereotypem walczyć za pomocą innego.

Całą chyba Polskę obiegła sesja fotograficzna pracownic (i jednego pracownika) Biblioteki Publicznej w Morągu. Mąż jednej z bibliotekarek, zawodowy fotograf, zrobił zdjęcia kobiet (i mężczyzny) eksponujące ich atrakcyjność fizyczną. Po co?

Cała akcja miała na celu obalenie stereotypu dotyczącego zawodu bibliotekarza. W rozmowie z portalem Booklips.pl Paulina Kalinowska (inicjatorka akcji) przekonywała, że "dziś bibliotekarka to nie jest już starsza pani w okularach z koczkiem na głowie, która siedzi za ladą i tylko podaje książki". Według niej współczesne pracownice bibliotek to atrakcyjne kobiety, które znają swoją wartość.

Wiem, że seks sprzeda wszystko, ale jeśli chodzi o biblioteki, czytanie, myślenie, czy naprawdę potrzebujemy do tego nagiego kobiecego uda?

Serio? I dlatego potwierdzają ją pokazując biust i nogi całej Polsce? (Chociaż przyznaję, nie wszystkie zdjęcia są takie, ale te się bardziej w mediach eksponuje). Nie czepiałabym się, gdy panie powiedziały: "zrobiłyśmy to dla zabawy, dla własnej satysfakcji, przygody, chwili zapomnienia, czegokolwiek". Rozumiem i usprawiedliwiam takie zachcianki. Jeśli ktoś chce się pochwalić swoim ciałem - proszę uprzejmie. Ale proszę też nie wmawiać mi, że utrwalanie jednego stereotypu (atrakcyjna = seksowna) ma przełamywać jakikolwiek inny stereotyp (bibliotekarka = okularnica w burym swetrze).

Sprowadzanie wszystkiego do atrakcyjności fizycznej, namawianie do zrobienia czegoś, bo ładna pani to poleca, jest seksistowskie. Czy nie protestujemy przeciwko reklamom, które biusty, tyłki, usta i co tam jeszcze wykorzystują do sprzedaży blachodachówki albo zupy? Wiem, że taki jest świat, że seks sprzeda wszystko, ale jeśli chodzi o biblioteki, czytanie, myślenie, czy naprawdę potrzebujemy do tego nagiego kobiecego uda?

Jeśli ktoś ma nawyk wypożyczania książek to jest mu obojętne czy poda mu je bogini piękności czy raszpla.

Atrakcyjność fizyczna bibliotekarek ma przyciągać czytelników do bibliotek. Chciałabym wierzyć, że tak właśnie po tej sesji będzie. Ale nie wierzę. Jeśli ktoś ma nawyk wypożyczania książek to jest mu obojętne czy poda mu je bogini piękności czy raszpla. Byleby umiała w razie potrzeby coś sensownie polecić. Kolejny w zamierzeniu autorów sesji przełamywany stereotyp: bibliotekarz to zawód nieatrakcyjny. Czyli co, jak maturzysta (maturzystka) obejrzy tę sesje to ma pomyśleć "łał, zdaję na bibliotekoznawstwo"? Wiem, że poziom wiedzy niektórych 18-latków woła o pomstę do nieba, ale nie są aż tak naiwni.

Może przemawia przeze mnie zazdrość, bo ja nie mam takiego ładnego zdjęcia. Na pewno fajnie było wziąć udział w takiej sesji kobietom, które nie robią tego na co dzień. Ale proszę nie dorabiać ideologii do sympatycznej zabawy, która przy okazji może sprawić, że ktoś zajrzy do biblioteki. Oby się nie rozczarował. I jeszcze zacytuję jeden z netowych komentarzy: "teraz to i kapusta na straganie musi być seksowna".

Justyna