Smutna historia o Dudusiu

Krótka historia przysłana przez Czytelniczkę jest jak krótkometrażowy film, co działa na wyobraźnię. Dla jednych będzie to film o rodzinnej tragedii, dla innych - o przesadzie. Zdecydujcie sami.

Zadzwoniła mama. "Natychmiast przyjeżdżaj, z ojcem tragedia, stało się nieszczęście". Mówiła szybko, o wiele za szybko. Zrozumiałam tylko, że nieszczęście z ojcem nie takie jak myślę. Karetka już była. Dostał leki i powoli dochodzi do siebie. Duduś.

Duduś był wieczny, ale wiem, że był dłużej niż zawsze.

To przy nim uczyłam się raczkować. Siedział obok jak jadłam szpinak i przyglądał się, czy coś zostawię. To dla niego, wedle rodzinnej legendy - ojciec w biedny czas, pod koszulą, w koszmarny mróz przywiózł dwa liście zielonej zdobycznej sałaty. To dla niego w łazienkowym kubku stała specjalna szczoteczka, którą co drugi dzień tata Dudusia dokładnie szorował a potem długo i dokładnie wycierał dudusiowym ręcznikiem.

Duduś był zawsze. Jeździł w wiklinowym koszyku na wakacje i dreptał co drugi dzień po tawniku. Dla niego tata wykłócał się z mamą o najpiękniejsze nowalijki. Duduś był wieczny, ale wiem, że był dłużej niż zawsze.

Siostra ojca ofukała nas, że tak pozwalamy tacie na taką rozpacz, bo to tylko zwykły żółw, co zdechł.

Zwykły żółw, który przychodził na dźwięk swego imienia. Tak bardzo kochał prawy kapeć taty. Wpychał się w niego bezceremonialnie co wieczór i co wieczór tata zaśmiewał się z tego do łez. Piętka pomidora zawsze należała do niego. Tata, drapiąc go pod szyjką mówił, że on mruczy jak kot, a mama mówiła, że ojciec ma dwie żony. Jedną do kochania, drugą do całej reszty.

Tata dostał go w prezencie 50 lat temu. Siostra ojca ofukała nas, że tak pozwalamy tacie na taką rozpacz, bo to tylko zwykły żółw, co zdechł.

Może i zdechł. Dla mnie umarł starszy, mniejszy brat. Tylko nie wiem, kto wedle taty odszedł z naszej rodziny.

Saszkowa