Życie pracodawcy nie jest lekkie jak bąk po fasolce

Narzekamy na pracodawców - to jest takie naturalne. A tymczasem oni - ci źli pracodawcy - też mają swoje przemyślenia odnośnie pracowników. Jeden z naszych Czytelników podzielił się z nami swoją historią. Niewesołą.

Życie pracodawcy nie jest lekkie jak bąk po fasolce. Życie uczciwego pracodawcy to wieczna szarpanina, siwe włosy i darcie szat. Tyle się mówi o ochronie pracownika, a kto ochroni mnie, pracodawcę, przed pracownikiem? Tyle się mówi o bezrobociu, a chętnych do uczciwej, ciężkiej i godnie płatnej pracy nie ma. Jak to jest, że po 10 latach prowadzenia z żoną małej firmy transportowej, znajdujemy się w przedsionku piekła? Takiej sytuacji na rynku pracy jeszcze nie było, a ja pytam jak żyć?

Niektórzy panowie dzwonią kilkanaście razy, bo nie mają kontroli nad tym, gdzie już się zgłaszali.

W maju w przyjaźni pożegnaliśmy się ze świetnym kierowcą, wtedy też rozpocząłem poszukiwania nowego pracownika - kierowcy z uprawnieniami. Środek sezonu to słaby moment, uderzyłem więc wielokanałowo: urzędy pracy, portale ogłoszeniowe (bezpłatne, płatne), znajomi. Jestem uczciwym człowiekiem, płacę dobrze (jak na małą miejscowość w Małopolsce), ubezpieczam na realną kwotę, rejestruję, dbam o papiery. Praca jest ciężka, ale dotąd zawsze pracowałem z fajnym, silnymi chłopakami, dla których intensywność tego zajęcia nie była ciężarem. Od tamtej chwili odbieram około dziesięciu telefonów dziennie (niektórzy panowie dzwonią kilkanaście razy, bo nie mają kontroli nad tym, gdzie już się zgłaszali) - szacując na oko, jakieś 800 rozmów. Na tym etapie z dziesięciu chętnych ośmiu odpada ponieważ:

- jeżeli są skierowani przez Urząd Pracy, chcą tylko podbić „papierek” (na początku podbijałem, jak zacząłem odmawiać spotkałem się nawet z groźbą pobicia);

- oczekują płacy na poziomie 6-8 tysięcy, „bo kolega w Krakowie tak dostaje” (nie stać mnie na taką pensję, sam poszedłbym na etat za czyste 8 tysięcy);

- odmawiają jakiejkolwiek pracy fizycznej (poza kierowaniem pojazdem), nie będą pomagać przy załadunku/rozładunku, nie będą utrzymywać samochodu (myć/dbać o drobne naprawy);

- pięcioletnie auto jest dla nich za stare i „gruchotem nie będą jeździć”;

- brak klimatyzacji/burty hydraulicznej w pojeździe jest dyskwalifikujący;

Ci kandydaci, którzy łaskawie chcą się spotkać, w wielu przypadkach zapowiadają, że chcą „sobie obejrzeć firmę, bo oni w gównianej nie będą robić”. Kolejna wyliczanka: na dziesięciu kierowców, którzy umówią się na rozmowę kwalifikacyjną:

- 8 nie pojawia się wcale i nie odbiera telefonu;

- 1 odbiera telefon i beztrosko informuje, że go nie będzie;

- 1 pojawia się dość spóźniony;

Czy ja mam takiego pecha, czy nadchodzi taki czas na rynku pracy? Kto będzie pracował za kilka lat?

Tym sposobem na placu firmy pojawiło się około dwudziestu potencjalnych pracowników. W różnych momentach ostatnich kilku miesięcy rejestrowałem delikwentów, kierowałem na badania, uzupełniałem uprawnienia i „papierki”, robiłem szkolenia. Połowa z panów zrezygnowała po pierwszym(!) dniu, twierdząc, że praca jest za ciężka. Jeden z nich, w oczekiwaniu na szkolenie BPH odkurzał pół dnia (odkurzaczem - kabiny pojazdów, z przerwami na papierosa, śniadanie i obiad), potem rzekł, że on się nigdy tak nie narobił i nie będzie pracował. Reszta dochodziła do wniosku, że innej pracy szukają. Pół biedy jeśli z panami udało się rozstać natychmiast, za porozumieniem stron, gorzej jeśli zapadali się pod ziemię, a jeszcze gorzej, jeśli przynosili zwolnienie lekarskie do końca umowy na okres próbny.

Słuchajcie, nie wiem co robić! Już nie stać mnie na szukanie pracownika! Straciłem tyle czasu, nerwów i pieniędzy. Od maja sam jeżdżę jako kierowca, szukam ładunków, prawadzę firmę i nie wyrabiam. Dziś znowu zapadł się pod ziemię 24-latek, który miał zacząć pracę w piątek. Nie odbiera telefonu od dwóch dni, zakładam, że się nie pojawi. Pozostali moi pracownicy, nie wierzą własnym oczom. Czy ja mam takiego pecha, czy nadchodzi taki czas na rynku pracy? Kto będzie pracował za kilka lat? Czy powinniśmy cieszyć się na myśl o ukraińskiej emigracji?

PLoT

Więcej o: