Urodziny z gazem pieprzowym - historia o tym, że nawet we własnym domu nie jesteś bezpieczna

"Będę wdzięczna, jeśli będziecie mogli coś z tą historią zrobić - opublikować, wzbudzić debatę. Chcę wierzyć, że coś jednak można zrobić, że nie jestem aż tak bezbronna i zagrożona, jak czuję się w tej chwili." Publikujemy i wierzymy, że to coś zmieni. Od czego jest wiara...

W absolutnym rozgoryczeniu, lęku i zdegustowaniu postanowiłam opisać Wam swoje wczorajsze urodziny, które zostały udekorowane interwencją policji (w cywilu), która potraktowała mnie (23 lata), moją koleżankę (23 lata), mojego starszego brata (lat 28) oraz moją młodszą siostrę (18 lat) gazem pieprzowym na progu mojego mieszkania.

Ale od początku. Wraz z moim partnerem z Finlandii (lat 32, który obchodzi urodziny w tym samym dniu co ja, tj. 12.09) zorganizowaliśmy imprezę urodzinową. Mieszkamy na Powiślu w Warszawie - 85m2, czynsz 2800 pln. Ja urodziłam się w Warszawie, on w Helsinkach. Oboje mamy wykształcenie wyższe. Oboje prowadzimy firmę.

Przed północą do naszych drzwi zapukali dwaj panowie, którzy z wyglądu zdawali się być zbirami spod ciemnej gwiazdy.

Na imprezę przygotowaliśmy kanapki na ciepło, nachosy z domową salsą oraz inne przystawki. Z osób zaproszonych przyszło, włącznie z moją mamą (lat 53, od zeszłego roku mieszka pod Sochaczewem) 11 osób, średnia wieku - 30 lat. Oczywiście był alkohol, oczywiście była muzyka (z laptopa). Przed północą do naszych drzwi zapukali dwaj panowie, którzy z wyglądu zdawali się być, ni mniej ni więcej, jakimiś zbirami spod ciemnej gwiazdy. Po krótkim i nieprzyjemnym przedstawieniu okazało się, że są z policji. Do teraz zachodzę w głowę jak to jest możliwe, że godni byliśmy odwiedzin policjantów, którzy swoim stanowiskiem zasłużyli sobie na golenie głów i skórzane kurtki zamiast mundurów.

Do tej pory raz w życiu odwiedziła mnie policja, również za zakłócanie ciszy nocnej - było to 3 lata temu - i wtedy wpuściłam ich do domu, co zaowocowało 1,5 godzinnym przesłuchaniem mnie (a byłam w domu sama), przetrząśnięciem mojej szafy, telefonu oraz niekończącymi się drwinami. Tym razem postanowiłam po prostu odmówić im wstępu do mojego mieszkania i rozwiązać sytuację na progu. Mam takie prawo, z tego co wiem, prawda? Mogę odmówić łysym panom w skórach wstępu do mojego mieszkania, jeśli nie mają nakazu, zwłaszcza jeśli chodzi o zwykłe zakłócanie ciszy nocnej. Niestety oni mieli inne zdanie.

Wtedy jeden z panów momentalnie wyjął gaz pieprzowy i spryskał mnie po twarzy.

Z początku mój brat postanowił wyjść na klatkę, porozmawiać z panami, dać się spisać i nie wiem co też jeszcze. Był u nas z żoną, która zresztą jest właśnie w drugiej ciąży. Po dłuższym czasie otworzyłam drzwi i poprosiłam, żeby wrócił już do środka - jak wspomniałam, po moich wcześniejszych doświadczeniach, chciałam, żeby ta wizyta jak najszybciej dobiegła końca. Panowie byli wniebowzięci tym obrotem wydarzeń i natychmiast kazali mi okazać dowód osobisty. Poinformowałam ich, że takiego nie posiadam, po wymeldowaniu został zniszczony, co jest prawdą. Nie jest to moim obowiązkiem. W tym momencie jesten z panów w skórach wstawił nogę w drzwi. Ponowiłam informację, że nie wyrażam zgody na ich wstęp na teren mojego mieszkania. Najwyraźniej było wyjątkowo niestosowne z mojej strony - w tym momencie za moimi plecami stali już niemal wszyscy goście. Wtedy jeden z panów momentalnie wyjął gaz pieprzowy i spryskał mnie po twarzy, dekolcie i ramionach, z odległości około 10 centów. Nie pamiętam dokładnie co stało się dalej.

Pierwszy odruch, każdego normalnego człowieka. Dzwonić na policję, kiedy ma miejsce wtargnięcie i atak.

Pamiętam że klęczałam nad wanną obmywając twarz i że ze mną była moja młodsza siostra, mój brat i moja przyjaciółka, którzy również usiłowali obmyć sobie twarz. Oczywiście działanie bezcelowe... Może opiszę swoje pierwsze zetknięcie z gazem pieprzowym, bo zdaje się, że większość zwykłych obywateli nie miała z nim do czynienia: niewyobrażalny ból, niemożność otworzenia oczu, ale najgorsze - duszności. To draństwo dostaje się do dróg oddechowych i powoduje objawy podobne do astmy (wiem, bo miałam jako dziecko) tylko spowodowanej trucizną w gardle, która potęguje ból przy próbie złapania oddechu. Panowie weszli oczywiście do środka. Zdaje się, że w międzyczasie zawołali wsparcie czy coś takiego, bo za ich plecami, w moim salonie, pojawiło się dwóch mundurowych. Mamy zdjęcia, robili je niemal wszyscy goście, jest kilka nagrań z telefonu - od momentu ataku gazem pieprzowym. Jak mówię - niewiele pamiętam od tamtego momentu - wiem, że zapanowała panika, wszyscy pytali kto "dostał", ktoś powiedział, żeby dzwonić na policję - śmieszne prawda?

Pierwszy odruch, każdego normalnego człowieka. Dzwonić na policję, kiedy ma miejsce wtargnięcie i atak. Ja pomyślałam, żeby dzwonić do prawnika, spytać o numer odznaki. Ale oczywiście nie miało to znaczenia. Przyjaciele trzymali mnie w innym pokoju, ktoś przygotował okłady z mleka i usiłował powstrzymać mnie od rzucenia się na panów w skórach. Ktoś mówił, że grożą, że jak się nie zamknę to poślą mnie na Kolską. Z mojego domu? Na Kolską? Cudownie! Nie wystarczy zaatakować ludzi gazem pieprzowym, wtargnąć do środka. Trzeba jeszcze trochę pogrozić. Przecież sytuacja jest na tyle poważna, że trzeba wysłać panów z wydziału kryminalnego.

Ja, moja rodzina i przyjaciele na zawsze zapamiętamy smak gazu pieprzowego.

Piszę do Was, ponieważ po sytuacji sprzed trzech lat, po nadużyciu ze strony policji, odebraniu poczucia godności i bezpieczeństwa we własnym domu, sądziłam, że wiem już jak się bronić. Nic to - panowie w skórach znaleźli sposób, żeby pokazać mi, co myślą o moich prawach. Piszę do Was w drodze na komisariat. Wspaniale. Nic tak nie poprawia humoru po zrujnowanych gazem pieprzowym urodzinach, jak więcej policji. Jednak obawiam się, że niczego to nie zmieni. Panowie w skórach nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Wyobraźnia podpowiada mi, że jakiś miły wąsacz, w tweedowej marynarce zaprosi ich do swojego biura, opowie, że jakaś smarkula wniosła na nich skargę i żeby może znaleźli sobie coś lepszego do roboty, niż interwencje na imprezach urodzinowych, skoro już mogą golić się na łyso, nosić się w cywilu i wieszać sobie odznaki na szyi. Potem wszyscy parskną śmiechem i będą żyli długo i szczęśliwie. A ja, moja rodzina i przyjaciele na zawsze zapamiętamy smak gazu pieprzowego. A na widok policji będziemy schodzić na drugą stronę ulicy.

Będę wdzięczna, jeśli będziecie mogli coś z tą historią zrobić - opublikować, wzbudzić debatę. Chcę wierzyć, że coś jednak można zrobić, że nie jestem aż tak bezbronna i zagrożona, jak czuję się w tej chwili.

A.