Samotni. Puści. Pogubieni

Bardzo smutny list Czytelniczki o dojmującej samotności "ludzi sukcesu". Tych dobrze zarabiających, z dużych miast, samotnie zabijających czas w eleganckich, pustych mieszkaniach.

Koniecznie muszę z kimś pogadać. Biorę telefon. 126 pozycji. Regularnie dzwonię do może pięciu. Jeśli czegoś potrzebuję albo muszę na jakąś potrzebę odpowiedzieć. Może do dziesięciu wysyłam smsy. Z okazji urodzin, imienin, ślubów. Wszystkiego dobrego, zdrowia, szczęścia i czego tam sobie zamarzysz... Nie wiem, o czym marzą. Nie wiem, czy są szczęśliwi. Nie wiem, bo nie mam czasu, żeby się dowiedzieć. Praca, zakupy, siłownia, bieganie, kosmetyczka, fryzjer, kursy językowe, taniec, zumba. Wszystko żeby zabić samotność, zasypiać w poczuciu wyczerpania. Nie myśleć. Nie widzieć tych pustych ścian. Kubka w zlewie, zostawionego tam o 6 rano, który nie przesunął się nawet o milimetr. Sterylnego mieszkania. Swojego, z każdym dniem większego, egocentryzmu i wygodnictwa.

Egzotyczne wakacje. Egocentryzm. Egoizm. Brak zaangażowania.

Dzisiaj przyszły moje nowe perfumy. Niosę paczuszkę z paczkomatu. Rozpakowuję, wyciągam śliczne flakoniki, stawiam obok chyba trzydziestu, które są już w mojej kolekcji. Urocze. Jedne słodkie, drugie seksowne. Niepotrzebne do niczego. Zapamiętam te dwa flakoniki do końca życia. Otwieram komputer, Facebook. W oczy rzuca mi się profil dawnego kolegi ze studiów. Jakieś dziwne komentarze, świeczki pod jego zdjęciem z ostatnich wakacji, chyba na Ibizie. Zmarł. Jeszcze w czerwcu był na wakacjach, a w ciągu trzech miesięcy zabrało go choroba. Prawdopodobnie rak. Nie był mi nigdy szczególnie bliski, na studiach byliśmy w tej samej grupie, później nie było już czasu na regularny kontakt. Była w jego życiu jakaś dziewczyna, rozstali się, później on rzucił się w wir pracy i życia towarzyskiego. Czasem pojawiało się jakieś zdjęcie z imprezy, z jakąś dziewczynką w króciutkiej sukience. Egzotyczne wakacje. Egocentryzm. Egoizm. Brak zaangażowania. Dzisiaj go już nie ma. Nic nie dały te natapirowane i wystrojone studentki, czy nawet licealistki, u jego boku. Opalenizna z najdalszych części świata. Samochód. Mieszkanie na kredyt. Jedyne, co zostało, to to zdjęcie. Chłopak w niebieskiej koszuli. Nawet przystojny. Zawsze myślałam, że tacy jak on się nie wiążą. Skaczą z kwiatka na kwiatek. Jeden z tych typów, przed którymi przyjaciółki wzajemnie się ostrzegają, ale oddałyby wszystko za jedną noc z nim. Niegrzeczny chłopiec. Tak oblegany na imprezach i tak samotny w swojej chorobie i śmierci.

Samotni. Puści. Pogubieni.

Myślę o sobie, patrzę znowu na to puste mieszkanie, wyglądające jak laboratorium. Hotel, w którym jem, śpię i składuję swoje wypełniacze samotności. Moje ciuchy, perfumy, kosmetyki. Wyrzucę to wszystko za rok, dwa. A spalam się w pracy po 12-13 godzin, żeby to mieć. Jestem sama. Samotna. Tak, miałam kiedyś kogoś, mój dom nie był sterylny, a ja kończyłam dzień wielką pizzą i przytulaniem na kanapie a nie kilkunastokilometrowym biegiem i wysokobiałkową kolacją. To był krótki, ale szczęśliwy czas. Nie wyszło nam. Próbowałam znowu, z tzw. "singlami na poziomie". Spotykałam się z prawnikami, lekarzami, managerami. Takimi jak mój kolega. Tak samo oszalałymi z samotności jak ja. Tak samo chowającymi się za złotymi fasadami. Nie wychodziło. Może nie byłam gotowa, może nadal kochałam tamtego, może nie będzie mi już dane ułożyć sobie życia. Prawda jest taka, że się pogubiłam. Nie wyrobiłam na zakręcie. Zaplątałam. Jak wielu ludzi w moim wieku, trzydziestolatków, dzieci przełomu. Tych mijających Was co rano panów z laptopami, w garniturach i conversach, bo tak jest teraz cool. Schowanych za markowym parawanem. Pań na szpilkach, w obcisłych szarych albo czarnych sukienkach, z toną korektoru pod oczami, ukrywających przepłakaną noc i czasem dwie butelki drogiego wina, które tuliły do snu. Nadal grających w pozory. Może już jutro ten fajny pan czy elegancka pani Was nie miną, bo nagle przegrają z czymś cięższym i potężniejszym niż nowy kontrahent. Samotni. Puści. Pogubieni. Jeśli macie kogoś bliskiego, przytulcie się teraz do niej albo do niego i podziękujcie, że jest, że czeka, że nie wracacie do pustych ścian. Wielu oddałoby za to wszystko... Bo tak naprawdę to się liczy. I tylko to.

Pozdrawiam,

Maga