Zdradzam wirtualnie. Czy to zdrada?

Czytelniczka przysłała historię swej wirtualnej zdrady. Usprawiedliwionej (?) historią z mężem. I pyta, czy to źle, że jej z tym dobrze?

Jak napisać, aby hejterzy nie zjedli mnie w fochowych butach? Nie wiem. Wiem za to tyle, że mam romans, nie byle jaki, bo wirtualny! Szok, niedowierzanie, sama się sobie dziwię, bo na jakiego grzyba mi to wszystko?!

Nie dość, że zdradzić można - ot tak, to jeszcze są sposoby na to, aby dość chamsko się odbyła ta zdrada.

Nie wiem, a może wiem jednak, bo może dlatego to wszystko tak się rozwinęło, gdyż me życie takie bure się stało, a teraz jest dobrze, jest inaczej, jest seksownie, mimo braku tej namacalnej/realnej fizyczności między nim a mną?

Ja mam męża, mam rodzinę - i tu poleje się jad! A on sam, bez zobowiązań, z mózgiem tak seksownym, jakiego w życiu nie dane było mi spotkać w żadnym z mych żyć ziemskich! Ale drodzy moi kochani, w sumie w duszy miałabym ciągnięcie tego, co się zadziało między mną i Wirtualnym Panem, gdyby nie fakt malutki, skromny zupełnie, a polegający na tym, że byłam po drugiej stronie barykady, czyli zdradzona przez męża w sposób chamski, bo tak. Nie dość, że zdradzić można - ot tak, to jeszcze są sposoby na to, aby dość chamsko się odbyła ta zdrada.

Przecież nigdy się nie spotkamy, nigdy nie skonsumujemy siebie w realu.

I tak sobie myślę, że ten mój skromny romansik to odwet za te lata wsteczne, chociaż w sumie nie zamierzałam się mścić, ale tak mi cholernie dobrze z tym co mam teraz, z tym co robię, co robimy obydwoje z moim wirtualnym kochankiem, a robimy tak dużo i tak mocno, że gdyby przełożyć to na realny związek-czar by prysł!

I co teraz? Jak długo to ciągnąć? Przecież nigdy się nie spotkamy, nigdy nie skonsumujemy siebie w realu. I chociaż szlag mnie trafia na taki stan rzeczy, to ciągnę to, ciągniemy razem, bo jest to nierealnie cudowne!

Olśnienia dostał, czy korzysta bezwiednie z romansu mego...?

Żyjemy razem ze sobą, ze swoimi problemami, radościami, żyjemy wirtualnie tyle już lat... Ale w realu tak naprawdę nas nie ma... I co, zapytam durnie, czy to jest zdrada? Bo żyję w sumie tak, jak żyłam, może z tą różnicą, że czuję się dzięki niemu megakobieco, seksownie, wyjątkowo zupełnie.

A mąż? Mąż się bije w pierś swą potężną, że głupi był, ślepy, że popłynął lat kilka wstecz nie tam gdzie powinien był płynąć, bo taki skarb ma przy boku! Olśnienia dostał, czy korzysta bezwiednie z romansu mego...?

Isi