Czy ludzie naprawdę nie potrafią się zwyczajnie cieszyć szczęściem swoich bliskich?

Czytelniczka nie może się nadziwić, że rodzina i znajomi, zamiast wybrać najprostszą opcję reakcji na radosną nowinę - gratuluję i uścisk - zadają sobie trud, by się trochę pomądrzyć.

Zaszłam w ciążę. Trochę z zaskoczenia, trochę z chęci. To znaczy - chcieliśmy mieć dziecko, świadomie pomijaliśmy czasem rozsądek, zostawiając wszystko „losowi”. No i się udało, będzie upragniony synek (prawie na pewno, choć kto to wie, może to pępowina?), cieszymy się bardzo. Więc się tym szczęściem chcemy podzielić z najbliższymi (i dalszymi też, przy okazji). I co się okazuje?

Teściowa: Oj, w takim momencie? Dopiero co pracę zmieniłaś, jeszcze się nie zaaklimatyzowałaś przecież. Wy młodzi nie myślicie perspektywicznie. No ale cieszę się, oczywiście. Tylko już to widzę, jak będziecie chcieli, by z małym zostawać, jak wam się będzie katarzył, a wy będziecie mieli pracę...

Mama: Cudownie, córeczko. Czas najwyższy. Ja cię rodziłam jak miałam 22 lata, a ty tak zwlekałaś... Dobrze, że się wam udało zajść w tę ciążę, bo już się z ojcem martwiliśmy, czemu to tyle trwa.

Siostra: To świetnie! Będzie tylko półtora roku różnicy między moim a twoim, to będziemy się wymieniać przy opiece, jak będzie potrzeba.

Szwagier: Haha, no to cię usidliła na dobre, stary (klepnięcie w ramię, aż zadzwoniło).

Moja koleżanka z pracy nr 1 (przegryzając seler naciowy): Uważaj, żebyś się nie spasła. Hanka utyła prawie 30 kilo. Jak chcesz pożyczę ci dvd z ćwiczeniami dla ciężarnych. Chcesz?

Moja koleżanka z pracy nr 2: Ciekawe co ci stary kupi za pierwszego dzieciaka. Ja dostałam piękne perły.

Męża kolega z pracy: To się zacznie, chłopie, nieprzespane noce, wiecznie wkurwiona żona. Dwa razy przez to przechodziłem i więcej nie zamierzam.

Wypowiedzi zostały nieznacznie przejaskrawione, dla wywołania lepszego efektu w was, czytelnikach. By ten wasz efekt był taki, jak nasz - mój i mojego męża. Wszak my znamy naszych rozmówców, więc wiemy, że ich komentarze miały taki, a nie inny wydźwięk. Każdy pomyślał sobie właściwymi kryteriami, odbiegając znacznie od głównego tematu dnia: będziemy mieć dziecko, cieszymy się, cieszcie się z nami! Większość znajomych zachowywała się tak, jakby nam trochę współczuli. No i każdy miał coś ważnego do przekazania. Dobre rady, najlepsze.

Co się dzieje z ludźmi? Gdzie jest zwykła, fajna radość, normalne wyściskanie i powiedzenie: gratuluję, to wspaniale. Czy nasze polskie (a może ogólnoludzkie) czarnowidztwo musi uderzać nawet w tak delikatne i magiczne momenty? Żeby nie było - cieszymy się naszym szczęściem i tak, a z tego wszystkiego się śmiejemy. Ale zadziwienie pozostaje.

Milka