On uznał, że jednak nie chce dziecka i potrzebuje czasu

Aż trudno uwierzyć, że takie historie dzieją się naprawdę. Facet, który porzuca ciężarną żonę i stwierdza, że jednak dziecka nie chce, zasługuje na potępienie a nie - usprawiedliwienia.

Chciałabym podzielić się z Wami historią mojej przyjaciółki z pracy. Historia mnie totalnie oburzyła i ponownie pokazuje, że są na tym świecie nic nie warci mężczyźni, niestety.

Na początku pełnia szczęścia, w końcu dzieci to błogosławieństwo. Potem niestety przyszła proza życia.

Koleżanka, nazwijmy ją Anna, rok temu wyszła za mąż. Wszystko było tak, jak sobie wymarzyła - ślub w pięknym kościele, skromne wesele dla najbliższej rodziny, miło i kameralnie. Jej mąż, którego zna od ponad 5 lat, nazwijmy go Piotrem, pomagał przy przygotowaniach, wspierał podczas słabszych dni i wydawało się, że wszystko jest tak jak powinno być. Anna dość szybko zaszła w ciążę. Nie planowała tego, tak się po prostu stało. Na początku pełnia szczęścia, w końcu dzieci to błogosławieństwo. Piotr chwalił sie znajomym, że zostanie ojcem, planował jak będzie się bawił ze swoim synem lub jak będzie dbał o swoją córeczkę. Potem niestety przyszła proza życia. Anna zachorowała na cukrzycę ciążową, bardzo źle się czuła w pierwszym trymestrze, ciąża była zagrożona więc szybko przeszła na zwolnienie. W tym stanie wymagała sporo uwagi, wsparcia i pomocy ze strony Piotra, który jednak uważał, że skoro Anna całymi dniami siedzi w domu, to mieszkanie powinno błyszczeć, a dwudaniowy obiad nie powinien być czymś niezwykłym, w końcu ma na to cały dzień, więc w czym problem?

W pewnym momencie uznał, że on chyba jednak nie jest pewny, czy chce zostać ojcem, że to wszystko stało się zbyt szybko i że on potrzebuje czasu.

Z każdym kolejnym miesiącem Anna czuła się coraz gorzej i w końcu lekarz zalecił, aby nie wstawała z łóżka. Rodzice mieszkają daleko, więc mogła liczyć tylko na męża, który był coraz bardziej zniecierpliwiony całą sytuacją, a już najbardziej przeszkadzało mu, że lekarz doradził wstrzymanie się z seksem. W pewnym momencie, Piotr uznał, że tego już za wiele i on chyba jednak nie jest pewny czy chce zostać ojcem, że to wszystko stało się zbyt szybko i że on potrzebuje czasu więc się wyprowadza bo tak będzie lepiej dla wszystkich. Znajomi, którzy zostali wtajemniczeni, owszem uznali że facet zachował się źle i nieodpowiedzialnie, ale w końcu Anna sama go sobie wybrała, widziały gały co brały.

Sama się sobie nie oświadczyła, sama przed tym ołtarzem nie stała i sama sobie tego dziecka nie zrobiła, ale o tym już wszyscy zapominają.

I tu już mnie cholera prawie trafiła, bo jak można winić kobietę w takiej sytuacji? - "Bo w końcu wiedziała za kogo wychodzi za mąż, sama go wybrała więc sama jest sobie winna"? Otóż partnera poznajemy całe życie, nigdy do końca nie wiemy, jak zachowa się w nowej sytuacji, dopóki ona nie nadejdzie. Anna sama się sobie nie oświadczyła, sama przed tym ołtarzem nie stała i sama sobie tego dziecka nie zrobiła, ale o tym już wszyscy jakby zapominają. Boli mnie, że są jeszcze wśród nas mężczyźni, którzy uważają, że mogą sobie tak po prostu odejść, bo oni nie są gotowi.

Anna ma się dobrze, na szczęście może liczyć na pomoc przyjaciół. Jej synek urodzi się w marcu, Piotr nie odbiera od niej telefonu odkąd zapytała ile będzie płacił na dziecko.

Agnieszka