Mam żal do mojej matki. I nie ma w moim życiu miejsca na nic innego

"Mam prawie 30 lat i wiem już, z całą bolesną pewnością, że nigdy nie zadowolę mojej matki." Chciałoby się zakrzyknąć: a po co ci to!? Ale to nie jest historia, w której jest jedno łatwe rozwiązanie problemów.

Lubię bardzo Focha za to, że publikuje listy różnych ludzi, z różnymi historiami, a pod tymi listami toczą się rozmowy, które nieraz dają do myślenia. A ponieważ ja już nie wiem, co mam myśleć, to może napiszę, a potem poczytam, co myślą inni i coś mi w głowie przeskoczy, może nawet się coś w niej ułoży, choć wątpię...

Mam żal do mojego taty, który po prostu któregoś dnia się zawinął.

Mam ogromny żal. I chyba po prostu potrzebę, by go z siebie wyrzucić. Mam żal do mojej matki, że przez ponad 25 lat mojego życia nie znalazła w sobie ciepła, dobrego słowa. Mam żal do mojego taty, który to wszystko widział i też doświadczając jej nieustającego, męczącego perfekcjonizmu - po prostu któregoś dnia się zawinął. Ja się zawinąć nie mogłam. Bo przecież musiałam mieć dom, a po rozwodzie dziecko trafia na ogół do matki.

Zresztą, gdy masz 15 lat, gdy rozwodzą się twoi rodzice, traktują cię jak osobę dorosłą, wydaje im się, że nie ma to tak wielkiego znaczenia. Może nie ma. Może ja sama udawałam, że nie ma. A może mi się wtedy naprawdę wydawało, że tak jest i dopiero teraz, 10 lat później odkrywam prawdę. Na terapii, oczywiście. A gdzie mogłam wylądować z moim problemem, jak nie na kozetce...

Mam prawie 30 lat i wiem już, że nigdy nie zadowolę mojej matki.

Moja matka zawsze mi powtarzała, że stać mnie na więcej. Nieważne, jak wiele zrobiłam i osiągnęłam. Nie byłam może prymusem, ale zawsze się nieźle uczyłam, a jeśli coś mnie naprawdę interesowało i poświęcałam się zgłębianiu tematu - stawałam się bardzo dobra w tym. Tak było z językami - gdy odkryłam, że nieźle mi idzie nauka angielskiego, zapisałam się też na francuski i hiszpański. Dziś mówię niemal biegle w tych trzech językach, a uczę się kolejnych dwóch. Co z tego, skoro moja matka uważa, że są na świecie tacy, co mówią biegle w dwudziestu, więc nie ma się czym podniecać.

Mam prawie 30 lat i wiem już, z całą bolesną pewnością, że nigdy nie zadowolę mojej matki. Wiem też (płacę za tę wiedzę co tydzień miłej pani psycholog), że powinnam się odciąć od tego ciągłego oceniania. I może nawet już jestem na dobrej drodze. Co z tego, skoro mam w sobie ten cały żal, który nie chce zniknąć?

Na razie mam ten cały żal. Nie ma miejsca w moim życiu na nic innego...

Czy są jakieś metody na to, by wyzbyć się żalu do ludzi, których nie można tak po prostu wyrzucić ze swojego życia? Przecież nie odetnę się od matki zupełnie. Rozważałam takie rozwiązanie, przyznaję. Ale ona mi przecież nic realnie złego nie zrobiła. Nie biła mnie, nie katowała. Po prostu „chciała, bym wyrosła na ludzi” - a to, że metody miała takie, a nie inne?

Mam kompleksy, jestem wiecznie niezadowolona z siebie i chyba nigdy nie zaznam zaspokojenia swoich ambicji, które zawsze, bez względu na to, co osiągnę, wydają mi się niewystarczające. To już taka skaza. Mam nadzieję, że nie przekażę jej moim dzieciom, jeśli będę je mieć. Bo na razie mam ten cały żal. Nie ma miejsca w moim życiu na nic innego...

Kasia

Więcej o: