Dlaczego słowo "feminizm" staje mi w gardle

"Staje w mi w gardle feminizm, który jest głośny, ale który nie dociera do uszu najważniejszych" - pisze Czytelniczka. Według niej, ważniejsze niż walka o równouprawnienie, jest dotarcie do młodych dziewcząt.

Uwielbiam feminizm. Kocham jego założenia, by wyrównać nasze szanse, ponieważ każdego dnia czuję rosnącą we mnie niesprawiedliwość. Dla świata jestem tylko kobietą o przeciętnej urodzie, obiecującą, ale głupiutką. Feminizm pozwala mi poczuć siłę jakiej dotąd nie miałam, siłę, dzięki której powalam mężczyznę jednym spojrzeniem, gdy mnie zdenerwuje. Poza pięknem feminizmu jego pozostała część staje mi w gardle.

Młode dziewczyny jak z gliny, są modelowane przez cały świat, męski świat. One nie wiedzą co to feminizm.

Kiedy pytam moje dorastające uczennice, kwiatki o delikatnych łodyżkach, niezależnie jak ciężkie buty noszą, czym jest feminizm, milkną. Moje rozgadane uczennice milkną chociaż nie pytam o definicję feminizmu, ale o to, czym dla nich jest feminizm. Dla nich jest wielką niewiadomą. Wprawdzie słyszały co nieco o feminazi, o równości, ale nie potrafią określić swojego stosunku, jakiegokolwiek. Po prawdzie, nie potrafią powiedzieć nic. Młode dziewczyny jak z gliny, które są modelowane przez cały świat, męski świat.

Muszą uśmiechać się głupio i chować własne opinie, lub wiecznie zastanawiać się, czy wytknięcie komuś błędu to zbrodnia.

Nie potrzebuję pytać, by widzieć jak nikną wśród komentarzy o byciu „babą”. Jak muszą być uprzejme wobec uwag, wobec których słowo „uprzejmość” to żart. Jak muszą uśmiechać się głupio i chować własne opinie, lub wiecznie zastanawiać się, czy wytknięcie komuś błędu to zbrodnia. Kwiaty, które rozkwitają i jednocześnie chowają się w sobie. Gdzie jest ten feminizm? Gdzie ideały, które powinny uczyć te dzieciaki nie bać się otworzyć ust, czy podnieść rękę?

Czy feminizm ma być formą, której ty musisz szukać, gdy jest za późno, bo feminizmowi nie chce się odszukać ciebie?

Staje w mi w gardle feminizm, który jest głośny, ale który nie dociera do uszu najważniejszych. Wiem, że walka o lepsze traktowanie kobiet w miejscach, gdzie sytuacja jest krytyczna, to priorytet najwyższy, ale co z naszymi Polkami? Po co równać siły, kiedy nie potrafimy budować fundamentów? Naszym kobiecym fundamentem są te dziewczyny o umyśle jak gąbka. Dlaczego chcemy tylko zmieniać obecne opinie a nie postaramy się o plony w postaci naszych dzieci? Czy feminizm ma być formą, której ty musisz szukać, gdy jest za późno, bo feminizmowi nie chce się odszukać ciebie? Nie rańmy dalszych pokoleń. Zastanawia mnie, co by poczuły nasze dzieciaki widząc kobiety zależne. Zależne od pogody, zależne od opinii, zależne od miłego uśmiechu albo złośliwej uwagi, zależne od mężczyzn. Kobiety, które nie przebiegły pięciu kilometrów od wieków, które przyjmują uliczne podrywy jakby były wytresowane. Kobiety, które znają słowo „nie” i frazę „zostaw mnie” tylko z opowieści.

Mam nadzieję, że dla moich uczennic nie będzie za późno, tak jak dla mnie. Nie przekażę im całej wiedzy - ja również się uczę. Modlę się, bym nie musiała patrzeć na swoje błędy w ich wykonaniu, by one nie musiały nadrabiać ważnej lekcji bycia silną kobietą. Silną z wyboru.