Rodzice, nie bagatelizujcie kompleksów dzieci!

Nasza młodziutka Czytelniczka pisze ku przestrodze - do matek młodych dziewcząt. O tym, jak dieta stała się jej całym życiem.

Mam 18 lat (wiem - młoda, głupia, o świecie i życiu jeszcze nic nie wie). Od urodzenia byłam grubaskiem. Dwa lata temu postanowiłam to zmienić, bo patrzenie w lustro przestało być możliwe. Nienawidziłam siebie i tego jak wyglądałam. Wprowadziłam dietę, w pół roku schudłam 16 kg. Wszystko było pięknie, przynajmniej przez chwilę. Moje ciało się zmieniło, umysł niestety nie. Dalej widzę grubasa ważącego 70 kilogramów.

Bliscy nie rozumieją, że nie umiem spojrzeć na siebie obiektywnie, że zamiast normalnej nastolatki widzę grubą, nic nie wartą świnię.

Moi rodzice bagatelizują problem - moja waga jest przecież już w tej chwili w normie (55 kg przy wzroście 165). Twierdzą, że choroby psychiczne nie istnieją. Ja nie mam siły się z nimi kłócić, dalej nienawidzę siebie. Dodatkowo dobijam się myśleniem, że jestem pusta, bo przejmuję się czymś tak powierzchownym jak wygląd. Ważę się codziennie i to co widzę, determinuje cały mój dzień. Nie jem mięsa z obawy, że jest zbyt kaloryczne, moja psychika przestaje sobie radzić z tą sytuacją a jednocześnie nie mam się do kogo zwrócić. Zwykle słyszę, że jestem egoistką która mimo wszystkiego co ma, tworzy sobie sama problemy. Bliscy nie rozumieją, że nie umiem spojrzeć na siebie obiektywnie, że zamiast normalnej nastolatki widzę grubą, nic nie wartą świnię.

Jeśli wasze córki zaczynają obsesyjnie pilnować swojej wagi - zapiszcie je do poradni i nie bagatelizujcie problemu.

Dlatego piszę do was, wiedząc że ten portal czyta wiele matek - jeśli wasze córki zaczynają jeść wybiórcze pokarmy, obsesyjnie pilnować swojej wagi czy zużywają dużo gumy do żucia lub często myją zęby, błagam w ich imieniu - zapiszcie je do poradni i nie bagatelizujcie tego problemu, nie mówcie im „zacznij zwyczajnie jeść” bo to tak nie działa. Uczucie nienawiści do samego siebie jest rzeczą straszną, uwierzcie mi. Nie wiem jak sobie poradzić z własnym problemem, ale chciałabym żeby inne dziewczyny nie doświadczyły tego, przez co przechodzę ja.

K.