"To jest koszmarny łańcuch przemocy, który trzeba przerwać"

Jak to jest, że kobieta, mimo że facet ją pobił, dalej go kocha? I dlaczego mu wybacza? Czemu się z nim wiąże, choć on bywa dla niej chamski? Dlaczego, choć jest atrakcyjna i niegłupia trwa przy nim i wciąż wierzy w jego zmianę? Dramatyczny apel Czytelniczki.

Chciałam napisać o pewnych absurdach, które dostrzegłam we własnym życiu, a także w życiu innych kobiet. Mowa o przemocy w rodzinie - wobec kobiety, dziecka. Historia z życia wzięta.

Mój rozum od początku krzyczał "nie pakuj się w to!", ale ja przecież jestem zwolennikiem słuchania głosu serca. Postanowiłam spróbować.

Jestem osobą zawsze uśmiechniętą i radosną. Przy tym wszystkim jestem szalona ale zawsze rozważna. Na jednej z podróży poznałam Adama. Jego luzactwo, optymizm i poczucie humoru sprawiły, że przy nim czułam się świetnie. Mimo że miał wiele wad (nałogowe palenie marihuany, studiowanie byle studiować oraz obsesyjne obstawianie meczów na stronach bukmacherskich, brak pracy, choć miał 32 lata) czułam się z nim dobrze. Mój rozum od początku krzyczał "nie pakuj się w to!", ale ja przecież jestem zwolennikiem słuchania głosu serca. Postanowiłam spróbować. W końcu facet już po trzydziestce. Jak będzie miał kobietę, to coś się pewnie zmieni w jego sposobie myślenia - prawda?

Był chamski i w ogóle nie liczył się z moim zdaniem, ale ja chciałam wierzyć w to, że się zmieni i że jak udowodnię moim znajomym, że jestem z nim szczęśliwa, to wszyscy go polubią.

Jak się później okazało, głos rozumu jest tak samo istotny jak głos serca. Harmonia musi być - oba te głosy powinny wołać jednogłośnie to samo! Zawsze byłam ugodowa i często (w tym związku zawsze) wyciągałam pierwsza rękę. Jednak z czasem zaczęłam być odważniejsza i mówić na głos co mi się nie podoba, dlatego bardzo często się kłóciliśmy. Sporo moich znajomi mówiło mi, że on nie jest dla mnie i to jak mnie traktuje, jest nie do przyjęcia. Był chamski i w ogóle nie liczył się z moim zdaniem, ale ja chciałam wierzyć w to, że się zmieni i że jak udowodnię moim znajomym, że jestem z nim szczęśliwa, to wszyscy go polubią. Poza tym "miłość jest ślepa".

Groził mi, że mnie ZNISZCZY, UPOKORZY i nie pamiętam co jeszcze.

Jednak przyszedł ten dzień - 12 lutego, kiedy to znów pokłóciliśmy się. Kłótnia była na tyle ostra, że Adam stracił kontrolę nad sobą. Zrzucił mnie z łóżka i zaczął mocno szarpać za włosy. Chwycił mnie też za ręce na tyle mocno, że miałam po tym siniaki. Zrobił to kilkakrotnie wykrzykując straszne dla mnie rzeczy. Byłam w szoku! Groził mi, że mnie ZNISZCZY, UPOKORZY i nie pamiętam co jeszcze. Jak się uspokoił, poprosił mnie o normalną rozmowę. Próbowałam go wyrzucić z domu, ale nawet wyrzucenie torby z jego rzeczami przez okno nic nie dało.

Mówił, że nie wie, co w niego wstąpiło i że nie znał siebie z takiej strony, że mu wstyd. Płakał. Kupiłam to. Wybaczyłam mu.

Zgodziłam się na rozmowę. On przeprosił mnie za to co się wydarzyło. Mówił, że nie wie, co w niego wstąpiło i że nie znał siebie z takiej strony, że mu wstyd. Płakał. Tłumaczył się tym, że ojciec bił go kablem przez całe dzieciństwo oraz tym, że nie uderzył mnie w twarz! Było mi go żal. On się tulił jak dziecko, płakał i mówił wspaniałe rzeczy, że jestem ważna, niesamowita i że mnie kocha. Kupiłam to. Wybaczyłam mu. Co gorsza pozwoliłam mu zostać jeden dzień dłużej u mnie z tego względu, że bał się wracać samochodem - mówił, że jest bardzo podenerwowany i nie chce prowadzić. Kazałam mu przemyśleć sprawę. Chciałam mu dać parę dni aby się zastanowił nad swoim zachowaniem. Nie zerwaliśmy. Miał wrócić do domu i pomyśleć. Obiecał, że jak się zastanowi nad sobą, to zadzwoni. Pożegnaliśmy się dając sobie buziaka. 13 lutego wyjechał ode mnie z domu.

Czekałam na jego telefon do 16 lutego. Tego dnia całkiem przypadkiem dowiedziałam się, że pojechał wtedy do naszej wspólnej przyjaciółki i tak już z nią został...

Nie zadzwonił do dziś!

To jest koszmarny łańcuch, który należy przerwać.

To był cios poniżej pasa, a nawet dwa. Nie tylko z jego strony ale i z jej. Najgorsze jest to, że nie samo pobicie mnie tak zraniło, jak to, że zostawił mnie dla innej. Pobicie i jego zachowanie nie tylko w ten feralny dzień, ale też poprzednie alarmujące odzywki powinny mnie już od niego odrzucić. Ale ja zakochana czekałam. Tak. Chciałam mu wybaczyć. Przecież tylko raz mnie pobił! I nie uderzył w twarz (cóż, za miłosierdzie). To jest najgorsze. Wybaczamy takim facetom, stając się ofiarami. Nie potrafimy zerwać, bo kochamy. Najgorsze jest to, że może nawet kochamy ten moment jak po okropnej kłótni on wyznaje miłość i mówi jaka jesteś wspaniała. Kobiety! Nie musimy od razu zrywać. Ale jeśli ten człowiek ma problemy, to one same się nie rozwiążą. Są terapie! Są psychoterapeuci! Wystarczy odrobina dobrej woli i chęci. Może da się to naprawić, ale na pewno trzeba coś z tym robić. Bo ten facet skrzywdzi nie tylko Ciebie, ale i twoje dzieci, a te dzieci  - swoich partnerów i dzieci. To jest koszmarny łańcuch, który należy przerwać.

Nie mówię, że każde bite dziecko w przyszłości będzie bić. Ale każde bite dziecko coś w sobie ukrywa. Na początku facet przeprosi Cię tłumacząc się, że nie uderzył w twarz. Później będzie się tłumaczył, że nie użył noża, a na końcu każe Ci dziękować za to, że Cię nie zabił. Potem może będzie wyżywał się już tylko na dzieciach. Ja miałam to szczęście, że on sam mnie zostawił.

M.