"Nie bądź babą" - a co w tym złego?

Czy płacz i emocje są "typowo babskie"? A nawet jeśli to, co w tym złego, że nie mamy w sobie stoicyzmu Dalajlamy? Trzeba z tym walczyć - najlepiej farmakologicznie?

Ostatnio moja bliska znajoma na fejsbuku poruszyła pewną kwestię, na którą pewnie niejeden z nas zwróciłby uwagę, gdyby nie to, że odrobinę boimy się ''co ludzie powiedzą”. Otóż zauważyła na ulicy płaczące dziecko (nie jest pewna jakiej płci było dziecko), które jechało na rowerze. Ojciec dziecka powiedział: ”nie bądź baba, jedź”.

Jak mój najukochańszy się na mnie obraża, to mówię mu, żeby się nie zachowywał jak baba. Przecież to biologia jest! Nie stereotypy.

Koleżanka nic nie powiedziała, chociaż jak sama przyznała, miała ochotę powiedzieć, że jest kobietą, jeździ na rowerze, płacze (ta wyliczanka może jest mało w sobie sensowna, ale dość istotna dla tego zdarzenia) i wyprasza sobie takie traktowanie. Zamiast tego zamieściła wiadomość dla znajomych na fejsie. Jedna z jej koleżanek skomentowała ''tak się mówi i już”, co zostało szybko skonfrontowane z innymi opiniami (również ze strony męskiej), że skoro tak łatwo jej używać stereotypów to pewnie sama pisała ten komentarz z kuchni - i jak się czuje z takim podejściem do jej osoby jako kobiety. Inna koleżanka natomiast podniosła temat emocjonalności u kobiet: ''Prawda i biologia jest taka, że kobiety są dużo bardziej podatne na wahania hormonów niż faceci. Rozbuchane emocje, płacz bez powodu i histeryzowanie to rzecz kobieca. I to jest fakt. Ja zapanowałam nad swoimi hormonami dopiero farmakologicznie. A jak mój najukochańszy się na mnie obraża, to mówię mu, żeby się nie zachowywał jak baba. To samo słyszę od niego, kiedy się niepotrzebnie rozemocjonuję. Przecież to biologia jest! Nie stereotypy. Pewne rzeczy są kobiece, inne są męskie. Biologicznie, nie kulturowo. Nie rozumiem walczenia za wszelką cenę z czymś co jest naturalne. Nie zgrywam silniejszej i bardziej niezniszczalnej niż jestem i cieszę się, że czasem mogę być babą!”

Zastanowiło mnie w tej wypowiedzi kilka rzeczy. Dodam na wstępie, że wszystkie osoby mają ok. 25 lat, studiują na kierunku humanistycznym, gdzie pojęcie gender omawialiśmy nie raz i nie dwa. Może za mało było w tym zwrócenia uwagi na zachowania kobiet, a za dużo wyjaśnienia czym jest posthumanizm, gender w sztuce i inne rzeczy, ale miałam wrażenie, że coś niecoś zostało w głowach i będziemy nie tak bezmyślnie nadać etykietki co wypada kobietom, a co mężczyznom.

I co w tym takiego złego? Jeśli nie wszystkie rozmowy tak wyglądają i koniec końców dojdzie się do porozumienia, to chyba płacz i emocjonalność są dozwolone.

Co najbardziej martwi mnie w jej wypowiedzi to w sumie pełna zgoda jej i jej najukochańszego na postawienie sprawy w sposób: podczas rozmów nie jesteśmy zbyt emocjonalni, no bo to przecież takie babskie. Gdzie tam płacz bez powodu i emocje, to nie przystoi! A gdy zechce się jej nie daj boże zapłakać od tak - znalazła na to farmakologiczną receptę. Jeśli jej w takim związku jest dobrze i jest szczęśliwa - życzę wszystkiego dobrego, chociaż dziwi mnie trochę taka miłość robotów. Jak dotąd myślałam, że to oczywista oczywistość i mimo wszystko mamy świadomość, że jesteśmy istotami emocjonalnymi i nic w tym złego.

Nie chce być wróżbitą Maciejem, ale przewiduję, że nie każdy z nas jest takim Dalajlamą.

Chyba najbardziej zgodnemu związkowi czasem zdarza się w kłótni powiedzieć o jedno słowo za dużo, podawać argumenty w stylu ''bo tak” i na koniec jeszcze się rozpłakać. I co w tym takiego złego? Jeśli nie wszystkie rozmowy tak wyglądają i koniec końców dojdzie się do porozumienia, to chyba płacz i emocjonalność są dozwolone. I co ciekawe, koleżanka swoje „bycie babą” tłumaczy w sposób biologiczny. Nie będzie ulegała emocjom, ale jednocześnie nie będzie zgrywać, że jest silniejsza od faceta. Założenie: skoro tak pewnie mówi o biologii, mogłaby wziąć pod uwagę układ nerwowy bab (i chłopów) oraz to, że działanie pod wpływem emocji jest częścią biologii człowieka.

Wiadomo, są pewne wyjątki osób stoicko spokojnych - które być może nie są takie naprawdę, ale w każdym razie takie sprawiają wrażenie - jak np. Dalajlama. Nie chce być wróżbitą Maciejem, ale przewiduję, że nie każdy z nas jest takim Dalajlamą. A koleżanka być może gdy sama będzie mieć dziecko i ono zapłacze, powie mu: ”nie bądź baba, nie płacz”. I koło się kręci, dzieci dojrzewają i potem coraz więcej farmakologii w związkach, a coraz mniej emocji.