O bezmyślnym kupowaniu (i zachętach ku temu)

Nasza Czytelniczka porywa się z motyką na spoty reklamowe. Zmienić świata, by przestał nas zachęcać do "nakonsumowania się do wypęku" się nie uda. Ale można się oddać refleksji.

Wiem, że jestem bardzo nie na czasie, ale mam w domu telewizor i co więcej, zdarza mi się go oglądać. No i jak to w telewizji bywa, programy przerywane są reklamami. Co widzę?

Przecież marzenia są na wyciągnięcie ręki, wystarczy wziąć kredyt w banku.

Po pierwsze, zwiedzanie z przewodnikiem bardzo smutnego muzeum niespełnionych marzeń. Ktoś nie kupił samochodu, kto inny nie pojechał na wycieczkę. A przecież marzenia są na wyciągnięcie ręki, wystarczy wziąć kredyt w banku.

Następnie, obserwuję sfrustrowanego mężczyznę, który stojąc na peronie patrzy jak pociąg z jego marzeniami odjeżdża bez niego. Na szczęście zjawia się sympatyczny pan z banku, dzięki któremu (a raczej dzięki "niskooprocentowanej" pożyczce, którą oferuje) udaje się nieszczęsny pociąg doścignąć w iście bondowskim stylu.

Mogłabym świat zjeździć, ubrań nakupować, nakonsumować się do wypęku już teraz!

Na koniec widzę jeszcze sympatycznego faceta (Adamie Woronowiczu - dlaczego?), który imponuje koleżance znajomością języka francuskiego. Zapożyczył się na kurs językowy, pożyczkę spłacił, a umiejętności zostały.

Jaka ja całe życie głupia byłam. Marzenia są na wyciągnięcie ręki, a ja na kupno roweru na koncie oszczędnościowym odkładam kilka miesięcy. To wszystko wina rodziców. To oni nauczyli mnie, żeby nie wydawać więcej, niż zarabiam. Co więcej, wpoili mi, żeby zawsze starać się odkładać kilka groszy "na czarną godzinę".

No i ja, jak ta debilka, z każdej wypłaty, staram się coś zaoszczędzić, na przyjemności cierpliwie odkładam, a tymczasem mogłabym świat zjeździć, ubrań nakupować, nakonsumować się do wypęku już teraz, natychmiast, a potem tylko spłacać.

Nie widzę nic złego w spełnianiu marzeń, ale warto się dobrze zastanowić, czy nas na to stać.

Ludzie są różni, nikomu do portfela zaglądać nie zamierzam. Ale dlaczego w kraju, w którym system emerytalny chwieje się w posadach, w którym 20 milionów Polaków nie ma żadnych oszczędności, wmawia nam się, że potrzebujemy ciągle wydawać i wydawać? I że wszystkiego potrzebujemy natychmiast?

Bądźmy szczerzy, wycieczka zagraniczna, to nie chleb, nie lekarstwa, naprawdę nic się nie stanie, jeśli pojedziesz za rok. Co więcej, prawdopodobnie nic się również nie stanie, jeśli nie pojedziesz w ogóle.

Nie widzę nic złego w spełnianiu marzeń, ale warto się dobrze zastanowić, czy nas na to stać.

Paulina

PS Zaraz podniosą się głosy oburzonych osób, które za najniższą krajową muszą utrzymać rodzinę i rzeczywiście nie mają jak oszczędzić. Ten tekst nie jest oczywiście skierowany do nich, chyba, że właśnie wzięli pożyczkę na plazmowy telewizor...

[Od Redakcji: List nagradzamy płytą Mai Olenderek "Bubble Town".]

Foch poleca!Foch poleca!

Więcej o: