Migrena - ta podstępna cholera znowu ukradła mi dzień

Jakby nie dość kobietom było PMSu, okresu, menopauzy, chorującej tarczycy i tak dalej. Nie. Jest jeszcze jedna rzecz, którą Natura wymyśliła, żeby niektóre z nas pognębić. MIGRENA.

Przychodzi po cichu i niespodziewanie, nawiedza mnie we śnie, kiedy nie mogę szybko połkniętą tabletką zapobiec jej rozwojowi. Potem z kolanka, tak około 6.30, nie żałując sobie siły, uderza w mój płat skroniowo-czołowy, z iście suczym uśmiechem na ustach i okrzykiem: "Mam cię!".

Znowu. Dzień dobry, migreno, nie wiedziałam, że aż tak daleko to zaszło. To nie tak, jak myślisz, tego wina wczoraj wieczorem nie było aż tak dużo. Zmęczenie i stres też nie osiągnęły ostatnio takiego poziomu, żebyś musiała stopować moje zabiegane życie. Nikłe, ostrzegawcze ćmienie wystarczy, a przemyślę swoje zachowanie, będę już grzeczna, obiecuję.

A, gdzie tam.

Wiem, że już się obudziłam, ale nie mogę otworzyć oczu, bo blask poranka oślepia jak długie światła wrednego kierowcy jadącego nocą z naprzeciwka. I tak w ogóle, to wcale nie uważam, że poranek jest słoneczny, piękny i orzeźwiający.

Głowa pulsuje, boli. Mdli mnie, więc biegnę do toalety. Przez chwilę jest lepiej, robię zimny okład z podłapanej w locie gazy i naciągam na oczy maskę nocną. A nuż widelec coś pomoże.

Ha ha.

Łykanie proszków niewiele daje, bo co jakiś czas muszę spotykać się twarzą w twarz z urządzeniem sanitarnym, z którym zazwyczaj mam kontakt od innej strony. Na siłę wmuszam w siebie wodę i jakieś lekkie jedzenie, ale wiadomo, jak się kończy.

Szczęściem, mam koło siebie partnera, który stara się jak może, szuka leków (trzaskając szafkami i szufladami), zmienia okład i tak dalej. Jestem naprawdę wdzięczna.

Leżę półprzytomna w łóżku i dziękuję Wszechświatowi, że to cholerstwo dopadło mnie w dzień wolny od uczelni i pracy. Cierpliwość mi wysiada, bo jakoś nie mogę przespać bólu. Odgłosy ulicy irytują, sąsiedzi biją kotlety na obiad, partner za głośno kicha i zbyt energicznie przerzuca kartki w książce, w końcu warczę: "Możesz, k..wa, proszę, ciszej?". Obrywa za nic, ale jest wyrozumiały. Wynagrodzenie mu tego wpisuję na listę rzeczy, które ta cholerna migrena przesunęła w czasie, jeszcze nie sprecyzowanym.

Dbanie o siebie, o sen, o dietę, o balansowanie stresów i rozkład dnia figę daje w moim przypadku. Prewencja mi się rozmywa, kiedy leżę z mokrą szmatą na czole i nie pamiętam czasów, kiedy w mózg nie wbijano mi gwoździ.

Dzwony w kościele biją na wieczorną mszę. O, jakoś już mniej mdli. Mogę racjonalnie myśleć i składnie sklejać zdania. O, już przechodzi. Już jest dobrze, już świat jest piękny, teraz mam kopa i nadrobię wszystkie stracone godziny!

A w przyszłym tygodniu wypada mi okres.

Aleksandra.

[Od Redakcji: List nagradzamy książką Jacqui Marson "Bycie miłym to przekleństwo". ]

Bycie miłym to przekleństwoBycie miłym to przekleństwo

Więcej o: